Świętokrzyszczyzna. Kraina Stefana Żeromskiego
Kraina świętokrzyska jest tak rozległa, tak duże zajmuje przestrzenie, że mój reportaż nie może pretendować do ścisłego opisu geograficznego, a jest tylko wycieczką szczytami gór, a więc Św. Krzyżem, Łysicą i Św. Katarzyną, z uwzględnieniem ściśle się z górami wiążącej tradycji pisarskiej.
Na południowy wschód od Kielc w kierunku Sandomierza ciagną się Góry Świętokrzyskie. Wysokie około 600 metrów zbudowane są zasadniczo z piaskowców i wapieni. Napisałem „zasadniczo” z tego względu, że trudno ustanowić z geologii Gór dwa naprawdę niewzruszone kanony. Są to bowiem jedne z najstarszych w Polsce, a więc, a więc i geologicznie najzawilszych Gór.
Kiedy z zielonych rozsłonecznionych pól wchodzę do Puszczy Świętokrzyskiej, doznaję dziwnych uczuć. Puszcza jest zimna i poważna. Wysokie, smukłe jodły, zielony mech u ich stóp i ta ogromna cisza nadają jej pierwiastki majestatycznej świętości. W licznych miejscach lasu znajdują się ogromne nasypiska głazów, podobne do pogańskich kurhanów. (Są to charakterystyczne dla Gór Świętokrzyskich tak zwane gołoborza). Wyraźniej niż kiedy indziej zrozumieć i pokochać można dziewiczość puszczy. I jakże prawdziwe są dla stojącego w Puszczy Jodłowej słowa Stefana Żeromskiego:
„Jakie bądź byłoby prawo, czyjekolwiek by było, do tych przyszłych barbarzyńców poprzez wszystkie czasy wołam krzykiem: – Nie pozwalam! Puszcza królewska, książęca, biskupia, świętokrzyska, chłopska ma zostać na wieki wieków, jako las nietykalny, siedlisko bożyszcz starych, po którym Święty Jeleń chodzi – jako ucieczka anachoretów, wielki oddech ziemi i pieśń wieczności!
Puszcza jest niczyja – nie moja ani twoja, ani nasza, jeno boża, święta!”
