Europejskie metamorfozy. Polska korrida 22 lata później
Ilekroć słyszę prezydenta RP, natychmiast marzę o jakimś innym wymiarze. Dzisiaj, w 22 rocznicę przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, wspominam spacery po Domu Historii Europejskiej w Brukseli. A wszystko po to, by uciec choć na chwilę i jak najdalej od przaśnego i siermiężnego prezydenckiego przekazu. Taaak, Karol Nawrocki zdaje się żyć w alternatywnej, jakże nam obcej i raczej anty-patriotycznej bańce i to nie my, lecz ON powinien „się ogarnąć”. Chamskie grożenie nam palcem nic tu nie da. Sam gest jest też „mało-prezydencki” i kojarzy się niestety z chuligańską ustawką.
Mowa ciała polskiego prezydenta zawsze daleka jest od odświętnej (sam garnitur nie wystarczy), a ktoś nie rozumiejący po polsku może nawet odnieść wrażenie, że w w naszym kraju nie przydarza się nic dobrego albo, że po prostu dzieje się naprawdę źle.
Prezydent RP nie rozumie, iż mowa ciała jest w komunikacji najważniejsza, treść zaś przekazywanej informacji ma przecież znaczenie marginalne…
To w sumie nihil novi sub sole, że sukces jawi się domniemanym „patriotom prezydenckim” niczym porażka, ilekroć trzeba by go w jakiejś części przypisać opcji politycznej, z którą się akurat prezydencki majestat nie utożsamia. Wiadomo:im gorzej, tym lepiej.
Taką na przykład klęską dla prezydenta RP wydaje się być Okragły Stół roku 1989, kiedy w obecności 150 tysięcy wojsk radzieckich stacjonujących jeszcze na terytorium Rzeczypospolitej, dokonała się była pokojowa transformacja ustrojowa! No co innego przecież, gdyby polała się wtedy bohatersko bratnia krew, prawda?
