Felietony

AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Szok kulturowy. Pnioki, krzoki i ptoki

W hipernowoczesnym świecie pnioki należą chyba do rzadkości. Coraz trudniej też pozostać krzokiem. Najczęściej zatem jest się ptokiem. Krzokiem zresztą po prostu się bywa, a ptokiem się jest.

To oczywiste, że zawsze skądś jesteśmy i dokadś zmierzamy. W Europie wielu z nas jest jak te bociany, co to zawsze luksusowo fruną sobie tam gdzie cieplej – Polacy do Egiptu, Niemcy do Hiszpanii i tak dalej. Nie inaczej jest i w Kanadzie, gdzie przed zimą snowbirds (śnieżne ptaki) – jak nazywają Kanadyjczyków Amerykanie – gromadnie lecą z zimnej północy na ciepłe florydzkie południe, aby przeczekać koszmarne mrozy.

Żeby w pełni zrozumieć, trzeba doświadczyć. Żeby zrozumieć uchodźców nadal koczujących w głodzie i chłodzie u bram wolnego świata, samemu trzeba było być kiedyś uchodźcą i emigrantem. I stąd mam szok, bo nie wiem, czym sam jest krzok czy ptok. Wiem za to, że krzok ptoka raczej nie zrozumie. Ptok ptoka – już prędzej.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Po prostu Kanada (niczym czekolada)

Mam na biurku globus plastikowy i podświetlany, który włączam co rano i gaszę wieczorem. I właściwie nic mi więcej nie potrzeba do szczęścia. To jest właśnie ten mój cały świat, którym wystarczy lekko pokręcić, by przenieść się gdzieś, ot tak na chwilę, żeby po prostu być gdzie indziej, po drugiej stronie na przykład, gdzie trawa zawsze zieleńsza jest od naszej. Z półki obok zlewa mi się, a raczej ścieka, zegar Salvadora Dalí. Przypomina jęzor czasu i szkoda tylko, że nie jest zrobiony z czekolady, bo można by go wtedy na przykład polizać. Mniam.

Przed chwilą znów pokręciłem globusem i – nie tylko za sprawą Trumpa – ponownie myślę dziś tylko  (i wyłącznie) o mojej „ziemi obiecanej”, czyli Kanadzie. Na jej wschodnim krańcu, w miasteczku St. John’s, zaczyna się Trans-Kanadyjska Autostrada numer 1, która naprawdę kończy się w Victorii, na Wyspiej Vancouver, w sumie 7821 km dalej, a mari usque ad mare, od Atlantyku do Pacyfiku. Trudno to sobie wyobrazić, trzeba tę drogą koniecznie przebyć. Szkoda, że nie jest zrobiona z czekolady.

Pierwszego lipca przypada kolejny Dzień Kanady, czyli 159. rocznica ustanowienia Konfederacji. Ten ogromny kraj składa się 10 prowincji oraz 3 terytoriów, więc nawet gdyby Donald Trump bardzo chciał przyłączyć Kanadę do USA, musiałby negocjować z każdym z 13 „fragmentów” kanadyjskiej federacji z osobna…

Dziwny i niesprawiedliwy (zazwyczaj) jest ten świat. A tu taka niespodzianka. Od 2018 roku w Kanadzie legalne jest posiadanie marihuany „w małych ilościach”. Dodatkowo, kto chce, może też od razu posadzić sobie w oknie, w ilości nie większej niż cztery, krzaczki konopii indyjskich. Coś w tym jest, bo gdy przyjrzeć się bliżej, kształt liścia marihuany niemalże do złudzenia przypomina liścia klonowego z kanadyjskiej flagi. Różnią się jedynie kolorem.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Świętojański sen emigranta

W mojej małej wsi ciągle mi się śni, aby choć na chwilę stać się… frywolnym motylem, skaczącym z kwiatka na kwiatek tak, by nie drgnął nań ani jeden płatek…

Marzy mi się sielanka od zmierzchu aż do poranka. A potem, gdy już obudzę się rano, niech znowu porwie mą duszę pogmatwaną ów wiatr wyobraźni, co to z amanta momentalnie czyni emigranta. Na nowo.

Ech, Jolka, Jolka – jak Ty już nic nie pamiętasz. Gdzie te pagórki leśne? Gdzie te łąki zielone? Gdzie one są? Choćby od święta. Ta noc przeklęta po prostu jest, bo płacze deszczem. Co jeszcze?

Jak wrócić do swojego kraju po trzydziestu paru latach? Czy to w ogóle możliwe? Ulegam fantasmagorycznej iluzji, że ja naprawdę jestem stąd, bo czuję, że stąd jest ma dusza. Słowiańska i bezpańska, poobijana do granic wytrzymałości, a tu jeszcze nagle zrobiło się keine Grenzen. Strach…

W tę świętojańską noc z pomocą przychodzi nam znienacka boski Jan Kochanowski. Ten sam. Rozpalamy wspólnie sobótkę a potem do białego rana z Terpsychorą tańczymy non-stop na przemian salsę i krakowiaka.

Letnie przesilenie Słońca niewątpliwie przybliża nas do natury bardziej niż kiedykolwiek. Wianki, tańce, hulanki, swawole. Obowiązkowo skaczemy przez ogień, wbrew demonicznym przestrogom rzucamy się w otchłań nieznaną, po czym w ciemnym borze desperacko szukamy perunowego kwiatu…

Łatwo nie jest, ale nic z tego. Każdy sen wszak kiedyś się  kończy, a nad ranem emigrujemy wciąż dalej i dalej, i dalej…

Niech dane nam będzie przynajmniej pomarzyć.

Read More
FelietonyNA MOJE OKO

O głupocie

Głupota! Wszechobecna, przytłaczająca głupota! Żyjemy w czasach olbrzymiego renesansu głupoty. Głupota bezwstydnie panoszy się wokół, puszy się i wynosi sama siebie na ołtarze. Głupota niepodważalnie króluje, dominuje i sprawuje rząd dusz. Głupota odrodzona, odrestaurowana, sprytna i bezczelna doczekała się swego panowania w każdej sferze życia, a szczególnie zaś w życiu publicznym, tym toczącym się w przestrzeni wirtualnej.

Czasy, kiedy bycie głupim było największym powodem do wstydu i przyczyną ostracyzmu społecznego, gdy bycie głupim i obnażenie się z głupoty, oznaczało wykluczenie i marginalizację, nie tylko dawno odeszły do lamusa, ale zostały zastąpione erą z prawidłem przeciwnym. Oto współcześnie to mądry musi chronić się i ukrywać bo głupia, rozrechotana, butna, intelektualnie prymitywna tłuszcza wnet zakrzyczy, stłamsi i zadepcze go, przedtem wyśmieje, wyzwie, napiętnuje, odżegna od czci i wiary i symbolicznie wykluczy ze mainstreamowej wspólnoty.

Wreszcie owo nieznośne dla głupoty, elitarystyczne ewolucyjne prawo, mówiące że żeby przetrwać trzeba być mądrym zastąpił bolszewicki zakon: „W kupie siła”. Ten jest praw (czytaj: ten ma rację), kto ma za sobą większy tłum. Głupota czekała na całe wieki by się rozpanoszyć i wreszcie dać łupnia tej wyrafinowanej arystokratce mądrości, owej wyniosłej, jakże zarozumiałej w swym przekonaniu o własnej wyjątkowości nieznośnej tyranii, która przez tysiąclecia rościła sobie prawo do dyktowania praw i kierunku człowieczego marszu.

Oczywiście – jak powszechnie wiadomo – głupota jest wieczna, była jest i będzie, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości, takie jest po prostu prawo natury, tak mówi statystyka.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Nie ma, jak na wsi. Być, czyli mieć

Często nad ranem z Kielc do Lublina zmierzam – przez Sycynę, Zwoleń i Czarnolas. Po drodze – jak zawsze – mijam małą wieś Szczęście, nazwaną tak zapewne na cześć Jana Kochanowskiego.

Tak właśnie sobie wyobrażam “wieś spokojną, wieś wesołą”, gdzie mimo chłodu, nie ma głodu, a faunowie skaczą radośnie po lesie, szczęśliwi gospodarze zaś wieczorami liczą wracające z pola ekstatycznie ryczące bydło.

Od czasów wieszcza wiele się tu zmieniło, bo obecnie w Szczęściu – bez względu na porę – ze świecą szukać by bydła jakiegoś. No właśnie, gdzie się podziały te krowy szczęśliwe i święte? Pewnie śpią jeszcze bądź też wyemigrowały. Wyklęte?

Skoro o szczęściu mowa, nie sposób nie poddać się metafizyce i nie wspomnieć o Arystotelesie. Według niego być szczęśliwym, to “dobrze żyć i dobrze się mieć”. Szczęście zatem to bardziej sposób życia niż stan materialny. Szczęście to najwyższe pragnienie wszelkich istot ludzkich.

Skoro zatem szczęście jest w nas, to droga do niego prowadzi poprzez rozważne pielęgnowanie w sobie cnót najszlachetniejszych. Indywidualne szczęście splecione jest też ze szczęściem zbiorowym, z troską o dobro wspólne.

Im bardziej sami jesteśmy szczęśliwi, tym szczęśliwszymi czynimy naszych współobywateli. Być szczęśliwym, to mieć szczęście i potrafić się nim dzielić. Wtedy nigdy nam szczęścia nie zabraknie.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Europejskie metamorfozy. Polska korrida 22 lata później

Ilekroć słyszę prezydenta RP, natychmiast marzę o jakimś innym wymiarze. Dzisiaj, w 22 rocznicę przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, wspominam spacery po Domu Historii Europejskiej w Brukseli. A wszystko po to, by uciec choć na chwilę i jak najdalej od przaśnego i siermiężnego prezydenckiego przekazu. Taaak, Karol Nawrocki zdaje się żyć w alternatywnej, jakże nam obcej i raczej anty-patriotycznej bańce i to nie my, lecz ON powinien „się ogarnąć”. Chamskie grożenie nam palcem nic tu nie da. Sam gest jest też „mało-prezydencki” i kojarzy się niestety z chuligańską ustawką.

Mowa ciała polskiego prezydenta zawsze daleka jest od odświętnej (sam garnitur nie wystarczy), a ktoś nie rozumiejący po polsku może nawet odnieść wrażenie, że w w naszym kraju nie przydarza się nic dobrego albo, że po prostu dzieje się naprawdę źle.

Prezydent RP nie rozumie, iż mowa ciała jest w komunikacji najważniejsza, treść zaś przekazywanej informacji ma przecież znaczenie marginalne…

To w sumie nihil novi sub sole, że sukces jawi się domniemanym „patriotom prezydenckim” niczym porażka, ilekroć trzeba by go w jakiejś części przypisać opcji politycznej, z którą się akurat prezydencki majestat nie utożsamia. Wiadomo:im gorzej, tym lepiej.

Taką na przykład klęską dla prezydenta RP wydaje się być Okragły Stół roku 1989, kiedy w obecności 150 tysięcy wojsk radzieckich stacjonujących jeszcze na terytorium Rzeczypospolitej, dokonała się była pokojowa transformacja ustrojowa! No co innego przecież, gdyby polała się wtedy bohatersko bratnia krew, prawda?

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Świętokrzyska donkiszoteria

Zbliża się maj i pierwszy długi weekend tej wiosny. Czas zatem na relaks, odrobinę spokoju i auto-refleksji. Chciałoby się powiedzieć: czas na miłość – taką, która nie jest niemożliwym do spełnienia marzeniem i nie jest jedynie ulotnym cieniem mrugającym nieśmiało na platońskiej ścianach jaskini. Czas na miłość, która siłą wyobraźni i pozytywnej energii dodaje nadziei i wiary, inspiruje, uskrzydla i góry przenosi, czyż nie tak? Dodaje po prostu sił w codziennej „walce z wiatrakami”. Te wszystkie właściwości przypisywane są krzemieniowi pasiastemu, który istnieje w naszej wyobraźni od wieków jako talizman ozdrowieńczego optymizmu, szczęścia i miłości właśnie. Świętokrzyski krzemień pasiasty zawiera zatem w sobie niesamowitą moc.

Źródłem nieskończonej inspiracji dla Don Kichota jest natomiast postać Dulcynei. Błędny rycerz-idealista oraz jego wierny giermek-realista podążają tą samą drogą, wzajemnie się uzupełniając. Rycerski Don Kichote potrzebuje Dulcynei, platonicznej muzy, która jest idealnym drogowskazem w jego pozornie szalonej walce o lepszy świat. Pragmatyczny Sanczo Pansa wiernością, pełną realizmu trzeźwością umysłu i bezwarunkowym oddaniem, służy tej samej sprawie.

Nasza „walka z wiatrakami” byłaby raczej beznadziejna i pozbawiona sensu bez miłości. Irracjonalny romantyzm splata się w naszej czasoprzestrzeni kulturowej nieustannie z pragmatycznym realizmem i pozytywizmem. W tym kontekście nie jest zaskoczeniem, iż stworzona przez Cervantesa postać Don Kichota – w chwili, gdy ją poznajemy – jest już w dojrzałym wieku „około pięćdziesięciu lat” (proces dojrzewania zabiera jednak trochę czasu). Dedykowany Dulcynei obłędny idealizm Don Kichota, wraz z dojrzałym realizmem Sanczo Pansy, ostatecznie zwyciężają.

Read More
AktualnościFelietonyNA MOJE OKO

Świat, który postanowił zwariować

Głupota! Wszechobecna, przytłaczająca głupota! Wszystko wskazuje na to, że żyjemy w czasach olbrzymiego renesansu głupoty. Głupota bezwstydnie panoszy się wokół, puszy się i wynosi sama siebie na ołtarze. Głupota niepodważalnie króluje, dominuje i sprawuje rząd dusz. Głupota odrodzona, odrestaurowana, sprytna i bezczelna doczekała się swego panowania w każdej sferze życia, a szczególnie zaś w życiu publicznym, tym toczącym się w przestrzeni wirtualnej. Czasy kiedy bycie głupim było największym powodem do wstydu i przyczyną ostracyzmu społecznego, gdy bycie głupim i obnażenie się z głupoty, oznaczało wykluczenie i marginalizację, nie tylko dawno odeszły do lamusa, ale zostały zastąpione erą z prawidłem przeciwnym. Oto współcześnie to mądry musi chronić się i ukrywać bo głupia, rozrechotana, butna, intelektualnie prymitywna tłuszcza wnet zakrzyczy, stłamsi i zadepcze go, przedtem wyśmieje, wyzwie, napiętnuje, odżegna od czci i wiary i symbolicznie wykluczy ze mainstreamowej wspólnoty. Wreszcie owo nieznośne dla głupoty, elitarystyczne ewolucyjne prawo, mówiące że żeby przetrwać trzeba być mądrym zastąpił bolszewicki zakon: „W kupie siła”. Ten jest praw (czytaj: ten ma rację), kto ma za sobą większy tłum.

Głupota czekała na całe wieki by się rozpanoszyć i wreszcie dać łupnia tej wyrafinowanej arystokratce mądrości, owej wyniosłej, jakże zarozumiałej w swym przekonaniu o własnej wyjątkowości nieznośnej tyranii, która przez tysiąclecia rościła sobie prawo do dyktowania praw i kierunku człowieczego marszu. Oczywiście jak powszechnie wiadomo głupota jest wieczna, była jest i będzie, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości, takie jest po prostu prawo natury, tak mówi statystyka. Tyle tylko, że głupota dawna, przedinternetowa była głupotą prywatną, całkowicie można rzec osobistą, wręcz intymną. Jeśli się człowiek należycie pilnował (a było to w jego żywotnym interesie) nie przynosiła większych szkód na skalę masową.

Read More
AktualnościFelietonyNOTABENE 1985-2025

Doskonała niedoskonałość

Kiedyś pewna osoba powiedziała mi, że w idealnym świecie byłoby inaczej. Mniej kolejek w urzędach, więcej uśmiechów na ulicach, a może i kawa zawsze smakowałaby jak we włoskiej kawiarni. Brzmi pięknie, prawda? Tylko że, jak wiadomo, nie ma raju na Ziemi. I tu pojawia się pytanie: czy w perfekcyjnym świecie czulibyśmy się bardziej spełnieni?

W wyidealizowanym świecie z pewnością nie odczuwalibyśmy smutku, złości czy rozczarowania. Niemniej jednak cierpienie jest nieodłącznym elementem ludzkiego doświadczenia i bez niego nie bylibyśmy w stanie w pełni docenić chwil radości. Życie bez cienia byłoby jak obraz bez kontrastu — piękne, ale płaskie. Każdy z nas przechodzi przez życie, pokonując różne przeciwności losu niczym Odyseusz podczas swojej tułaczki. Często znajdujemy się między Scyllą a Charybdą, a wszystkie niepowodzenia — w mniejszy bądź większy sposób — nas kształtują albo sprawiają, że w niedalekiej przyszłości spotkamy odpowiednie osoby na naszej ścieżce życiowej czy otrzymamy niespodziewaną szansę od losu, o jakiej nawet nam się nie śniło.

Można śmiało stwierdzić, że życie to wędrówka z punktu A do punktu B, podczas której tułamy się stąd dotąd… Zamiast pocztówek czy magnesów na lodówkę zbieramy doświadczenia, które zostają z nami na zawsze — jak blizny na kolanach po niefortunnych upadkach z dzieciństwa. Nadają nam kształt, którego nie da się powielić.

Może więc niedoskonałość świata to wcale nie wada, a jego największy atut?  A z dwojga złego — przynajmniej mamy czym wypełnić niezręczną ciszę przy stole, kiedy temat pogody zostanie wyczerpany.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Paryż i nie tylko. Po deszczu?

W Paryżu bywam raz na jakiś czas, lecz myślę o nim prawie codziennie – zazwyczaj przy porannej kawie. Podobno w tym „najbardziej romantycznym mieście Europy” wszystko zdarzyć się może. Nad Paryżem zazwyczaj tylko sporadycznie pojawiają się ciemne chmury, nie warto więc martwić się, że zaraz znowu zacznie lać – chyba że przelotnie.

Odruchowo, niejako na wszelki wypadek nosi się tam jednak ze sobą parasol automatyczny, co to otwiera się błyskawicznie, gdy tylko spadnie z nieba choćby odrobina deszczu. Parasol może być tęczowy, kolorowy: wymalowany w wielobarwne krople spodziewanych opadów. Wiadomo przecież nie od dziś, że im bardziej kolorowy parasol, tym bardziej kolorowy deszcz, czyli szybciej przestanie padać. 

Tak samo jest nad Pacyfikiem, od Valparaiso w Chile po kanadyjską Victorię na Wyspie Vancouver. Nie inaczej jest nad Atlantykiem, gdyż po deszczu zawsze przychodzi słońce. Nad Zatoką Persko-Arabską deszcz pada średnio dwa-trzy dni w roku. Rzuca się wtedy wszystko i pędzi na pustynię, by najpierw tańczyć w deszczu, a potem podziwiać tęczę oraz rozkwitającą nagle pustynię. Wszyscy wierzą, że skoro Allah (tak, to ten sam) zesłał deszcz, to spotyka ich oto wielkie szczęście i nawet ewentualna kilkudniowa powódź w Dubaju z całą pewnością tego nie zmieni.

Ciemne chmury i żelazna kurtyna trwały w naszej części Europy o wiele lat za długo. Stąd też, gdy 22 lat temu dotarło wreszcie i do nas to wielkie szczęście powiększenia Unii Europejskiej na wschód, wielu z niedowierzaniem i sceptycyzmem odbierało fakt, że oto zdarzył się za życia naszego pokolenia prawdziwy cud.

Read More