FilozofiaNOTABENE 1985-2025

Najważniejszy przedmiot w szkole

Instytucja szkoły w naszej cywilizacji ma bardzo długą tradycję, sięgającą czasów antycznych. Sama nazwa grecka (schole – czas wolny) wskazuje na specyfikę życia człowieka, w którym po wykonaniu wszystkich spraw koniecznych, związanych z zaspokojeniem podstawowych potrzeb (tu wymieniano jedzenie, ubranie i schronienie), pojawia się właśnie czas wolny, który trzeba właściwie zagospodarować. Jako że człowiek naturalnie pojawia się i rozwija w rodzinie, dzieci do pewnego wieku są pod opieką rodziców i nie muszą pracować, mając właśnie czas wolny.

To w tamtych czasach też pojawiła się koncepcja wychowania – paideia – rozumianego jako uprawa ducha ludzkiego, w kręgu łacińskim nazwana potem kulturą. Od początku bowiem zdawano sobie sprawę, ze człowiek posiada różnorodne zdolności, możliwości poznawania, działania i tworzenia, które można rozwijać. Jak pisał Arystoteles, człowiek wydoskonalony jest najlepszą z istot żyjących, tak bez prawa i poczucia sprawiedliwości najgorszym ze wszystkich[1]. Ta swoista uprawa wnętrza człowieka, podobnie do uprawy roli, co może dać większe i lepsze plony, jest właśnie jego kulturą. Oczywiście proces takiego kształcenia i wychowania nie dotyczy tylko dzieci, wtedy nazywany był pedagogią (prowadzenie, kierowaniem dziecka przez pedagoga, potem nazwa zaczęła przysługiwać specjalnej dziedzinie nauki), ale także ludzi dorosłych, a wtedy przechodzi on już raczej w samowychowanie. W ten sposób pojawiła się też myśl o maksymalnym możliwym dla danego człowieka rozwoju wszystkich zdolności ludzkich (optimum potentiae), a życie na miarę tego maksimum, czyli ich realizacja prowadziła do spełnienia się (szczęścia).

I właśnie różnorodność tych zdolności czy możliwości człowieka z czasem doprowadziła do wyodrębnienia wielości dziedzin życia i opracowania charakterystycznych nauk, które z jednej strony dostarczają informacji o swoistych przedmiotach działania czy poznania, a z drugiej koncentrują się na sposobach rozwijania odpowiadających człowiekowi sprawności czy zdolności. Odbiciem tego jest program edukacji szkolnej, gdzie pojawiają się rożne przedmioty albo nauki, albo wychowania: fizycznego, artystycznego, społecznego i religijnego. W kontekście tej różnorodności pojawia się pytanie o znaczenie każdego z nich w całokształcie wychowania. W praktyce bowiem czy to szkolnej, czy nawet edukacji wyższej pojawia się tendencja u każdego z nauczycieli czy wykładowców, aby swój przedmiot uważać za najważniejszy. Jest to poniekąd naturalne, bo świadczy o zaangażowaniu każdego w wysiłek przekazywania wiedzy czy wychowania. A każdy z tych przedmiotów przecież jakoś wspiera rozwój człowieka, prowadząc do jego udoskonalenia, poprawienia jakości życia, a w końcu do spełnienia się człowieka.

Jak wspomniano powyżej, spełnienie się danego człowieka, a więc szczęście, zależy od maksymalnego możliwego zaangażowania jego zdolności czy umiejętności, co wiązało się z nabywaniem pewnych sprawności, które nazywano cnotami (doskonałościami), kiedy realizuje się pewne maksimum czy optimum działania w danych okolicznościach. Człowieka kierującego się tymi sprawnościami nazywano cnotliwym, a więc dobrym, a nawet najlepszym, przy czym nie chodziło tu o jakieś porównywanie się z innymi, ale właśnie o realizację samego siebie „w swojej najlepszej wersji”. Jaki to wywrze skutek na innych i jak to wypadnie na ich tle, było sprawą wtórną, aczkolwiek czasem kładzie się nacisk na obiektywne wyniki posiadania i używania w praktyce danej sprawności, jak np. w sporcie, sztuce czy technice i nauce. Już w starożytności zauważono, że intensywność działania zależy od doskonałości przedmiotu i specyfiki danej dziedziny, gdyż wśród różnych przedmiotów i aktywności jedne przychodzą człowiekowi łatwo, a inne sprawiają jakieś mniejsze lub większe trudności.

Oczywistym jest, że sprawy proste nie są w stanie człowieka całkowicie zaangażować, a wtedy nie można mówić o jakimś całkowitym czy maksymalnym spełnieniu się. Dlatego zwracano uwagę, że w pewnym momencie rozwoju człowieka musi pojawić się wielkoduszność, kiedy zaczyna on mierzyć się ze sprawami najważniejszymi i najdonioślejszymi, poznaje to co najtrudniejsze i najdoskonalsze, działa w stronę dobra najwyższego, tworzy rzeczy najpiękniejsze. Tylko wtedy ma szansę na spełnienie się. Ograniczanie się do spraw prostych, podstawowych, nie będących w stanie człowieka zaangażować maksymalnie, ostatecznie prowadzi do frustracji i niespełnienia, jako że  człowiek w swym rozwoju nie posiada jakichś wyraźnie określonych granic doskonalenia się. Jest to szczególnie widoczne w zakresie jego poznania intelektualnego, działania (moralności) czy twórczości. Każdy z natury chce wiedzieć jak najwięcej, posiadać czy zdobywać jak najwięcej różnych dóbr, tworzyć rzeczy najpiękniejsze czy najbardziej użyteczne, w sposób możliwie najdoskonalszy. Jest to skutkiem duchowego elementu natury człowieka, który wraz z ciałem ją stanowi.

O ile aspekt cielesności i materialności jest związany z różnymi ograniczeniami fizycznymi czy biologicznymi, o tyle sfera ducha im nie podlega. Tak więc dziedziny prawdy, dobra i piękna nie mają jakichś ograniczeń, zawsze można poznać i zrozumieć więcej, posiąść więcej dóbr czy to o charakterze materialnym czy bardziej duchowo-kulturalnym, piękniej żyć, tworzyć czy pracować. Tak więc spełnienia się człowieka upatrywano w dziedzinie dóbr duchowych, a te, ze względu na społeczną naturę człowieka i jego ograniczenia, osiągane są we wspólnocie, przez współpracę z innymi, poprzez relacje o charakterze osobowym, a więc angażujące poznanie, wolność i w końcu miłość do innych ludzi. Drugi człowiek stanowi najbardziej adekwatny i właściwy obiekt odniesienia się dla innego człowieka, ze względu właśnie na własności osobowe – poznanie intelektualne, wolność wyboru i decydowania o sobie. Prawidłowe relacje z innymi są ostatecznie warunkiem koniecznym spełnienia się człowieka w życiu osobowym, a więc szczęścia. To właśnie jest celem życia ludzkiego, a wszystko inne, co temu służy, ma charakter jedynie środka do celu.

Odkrycie tych prawd i podstawowych zależności dotyczących życia ludzkiego dokonało się już w starożytności za sprawą filozofii, która wtedy była synonimem nauki, najbardziej ogólnej i obejmującej wszystko, z której później poprzez specyfikację bardziej szczegółowych przedmiotów rozwinęły się inne nauki. Przyczynili się do tego dwaj najwięksi filozofowie Platon i jego uczeń Arystoteles. Wydawać by się mogło, że to właśnie filozofia jest najważniejszą i najwyższą z nauk, jak wskazywała sama nazwa, że jest to „umiłowanie mądrości”, a mądrość przecież jest właśnie czymś najważniejszym dla człowieka, zaś jej zdobycie jego najważniejszym zadaniem. A jednak właśnie oni analizując rzeczywistość odkryli, że musi ona mieć jakąś wyższą przyczynę swego powstania i zaistnienia. Jak bowiem lakonicznie stwierdził Arystoteles, łóżko nie złoży się samo z desek, a deski też nie urosną jak drzewa czy nie urodzą się z czegoś. Jeśli to nie człowiek jest twórcą wszechświata, a odkrywamy w nim zadziwiający porządek, prawa, własności i zależności, to nie pochodzi on z przypadku czy z nicości. Świat musi mieć rozumną i potężną przyczynę, zdolną do zaprojektowania tak złożonych struktur i powołania ich do istnienia, a nawet ciągłego podtrzymywania i ewentualnego kierowania nimi tak, aby wszystko właściwie działało.

To odkrycie było fundamentalne dla całej filozofii, bo oznaczało, że wśród wszystkich rzeczy znajdowanych w świecie, żadna nie jest i nie może być tak doskonała i wyjątkowa, jak Stwórca wszystkiego. Skoro wszystko jest przeniknięte rozumnością  i sensem, działa celowo, według praw i w ustalonym porządku nawet w skali kosmicznej, to jednoznacznie wskazuje na rozumny charakter Stwórcy. Musi On zatem podobnie ja my być bytem osobowym, tylko o wiele potężniejszym i doskonalszym w swym istnieniu i mocy. I w tym świetle nowego sensu nabrały wierzenia religijne i mitologie. To już nie są wyobrażenia, bajki, wymyślone opowiadania czy mity, ale za nimi stoi inna rzeczywistość – boska, którą one mniej czy bardziej racjonalnie próbowały zgłębić, opisać czy chociażby wskazać, zasygnalizować.

W tym momencie filozofia stała się po części teologią, a więc próbą zgłębienia natury Boga na tyle, na ile dało się to wywnioskować ze skutków jego działania w świecie. Świat bowiem jako dzieło Stwórcy coś  może ujawnić o Nim samym, podobnie jak na dziele ludzkim jego twórca odciska swój charakter. Filozofowie zrozumieli, że spełnienie się człowieka, o którym wcześniej mówili, nabrałoby zupełnie innego charakteru, gdyby tak wejść w jakiś kontakt z tak doskonałym bytem. Jako źródło wszelkiej prawdy, którą człowieka odczytuje w świecie i zasada wszelkiego dobra, jakiego doświadcza w swoim życiu, a także najwyższe piękno, którego odblaski ciągle mu towarzyszą poprzez świat natury, Bóg Stwórca byłby najdoskonalszym przedmiotem poznania, dążenia (miłości) i kontemplacji, podmiotem najdoskonalszej relacji osobowej. Szczęście płynące z tego byłoby czymś nieopisanym i nieporównywalnym z niczym dla każdego człowieka.

Jednak jak się okazało, Bóg nie jest obecny w świecie w taki sposób, jak inne rzeczy, bo świat złożony jest z rzeczy materialnych, widzialnych, ograniczonych w swych właściwościach. Nieskończony i doskonały Bóg-Stwórca nie może podlegać takim ograniczeniom, a zatem nie może być elementem świata. Ludzie  będąc w świecie, są oddaleni od Niego czy oddzieleni  nieprzekraczalną barierą, można mieć tylko nadzieję, że w swej wszechmocy wysłuchuje On próśb ludzi religijnych i jakoś na nie odpowiada. Jednakże bezpośredni kontakt będący warunkiem niezwykłego spełnienia – boskiego szczęścia, wydawał się być nieosiągalny dla człowieka, stąd myśl starożytna była nacechowana pewną dozą rozpaczy, sceptycyzmu, zwątpienia, a nawet jakiegoś nihilizmu. Nawet ideał filozoficznie opisane naturalnej doskonałości człowieka wydawał się trudny do osiągnięcia, ze względu na wysoko postawioną poprzeczkę, a możliwy do osiągnięcia w jakimś wyższym stopniu tylko dla wyjątkowych jednostek znanych z przekazów historii.

I w takim klimacie wydarzyło się coś niezwykłego – nastąpiło narodzenie się chrześcijaństwa – nowej religii, ale ustanowionej przez samego Syna Bożego. To, co było marzeniem filozofów, ale wydawało się nieosiągalnym dla człowieka, nagle za sprawą nieoczekiwanej i nieprzewidzianej interwencji samego Boga stało się faktem. To Bóg sam w osobie Syna Bożego przyjął ludzką postać, objawił się ludziom i pełną prawdę o Nim samym i Jego troistym życiu wewnętrznym, a także o człowieku. A dodatkowo zbawił ludzi od zła i zaoferował im pomoc w pokonywaniu słabości i realizowaniu tego, o czym marzyli filozofowie – wejścia w relację osobową z Nim i to jeszcze taką przekraczającą bramy śmierci. To wydarzenie całkowicie zmieniło losy cywilizacji łacińskiej i pośrednio całego świata. Postawiło bowiem całą ludzkość w perspektywie objawienia i zbawienia wiecznego, wiecznego spełnienia i szczęścia i to dla każdego człowieka, który zechce tę ofertę ze strony samego Boga przyjąć, zaakceptować i według niej żyć.

Samo objawienie chrześcijańskie i różnorodne problemy z nim związane stały się przedmiotem wielowiekowego namysłu licznych myślicieli, prowadząc do powstania teologii i wzbogacenia pewnymi treściami samej filozofii. Stało się więc sprawą oczywistą, że szkoła jako instytucja przygotowująca młodych ludzi do dorosłego, a więc owocnego i spełnionego życia, musi włączyć w swój program przedmiot informujący o sprawach najważniejszych dla człowieka. Dzięki temu młodzi ludzie przygotowują się też do życia religijnego, a więc poznawania Boga, kochania Go i trwania w tej uszczęśliwiającej relacji w Nim przez całe życie, a dalej w szczęśliwej wieczności. W tej perspektywie to staje się celem życia człowieka, a wszystko inne środkiem służącym takiemu spełnieniu się życia. Nie ulega zatem wątpliwości, że są to sprawy fundamentalne, decydujące o ostatecznym losie człowieka, stąd jasną staje się odpowiedź na tytułowe zagadnienie o najważniejszy przedmiot w szkole.

Jest nim właśnie religia i gdyby to powiedzieć na początku, a jeszcze w jakimś audytorium, to zapewne na twarzach pojawiłby się wyraz niedowierzania, a może nawet tu i tam dałoby się słyszeć wybuch śmiechu. Ale tak właśnie jest i próba eliminacji religii ze szkoły, która przecież od początku służyła nauczaniu tego, co jest najważniejsze i najpotrzebniejsze człowiekowi do życia, byłoby jakimś jej zubożeniem, a nawet zaprzeczeniem jej misji czy sensu jej istnienia. Po co bowiem starać się o środki, jak nie chce się osiągnąć najważniejszego, ostatecznego celu? A cel ten jest osiągalny, bo to sam Bóg chce pomóc człowiekowi i wspiera go w tym zadaniu, jeśli z kolei człowiekowi też zależy na sobie samym, na własnym życiu i jego spełnieniu w wyjątkowy sposób w wieczności, a nie tylko ograniczeniu się do tego co skończone, czasowe, dające spełnienie tylko chwilowe i niecałkowite, w ograniczonym zakresie. Ad maiora nati sumus.

Zbigniew Pańpuch

Dr hab. Zbigniew Pańpuch – absolwent I Liceum Ogólnokształcącego im. S. Żeromskiego w Kielcach (1987), współpracownik „Notabene”, absolwent Wydziału Filozofii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II w Lublinie (1993), od 2020 prof. KUL JP II w Katedrze Antropologii Filozoficznej i Filozofii Prawa, autor monografii W poszukiwaniu szczęścia. Śladami aretologii Platona i Arystotelesa (2015), Szczęście a polityka. Aretologiczne podstawy politologii Platona i Arystotelesa (2015), Spór o cielesność (2015), Realizm w czasach przełomu. Antyczne korzenie cywilizacji europejskiej (2021), autor kilkudziesięciu artykułów naukowych, a także haseł w Powszechnej encyklopedii filozofii, Encyklopedii białych plam i Encyklopedii aksjologii pedagogicznej.


[1]     Arystoteles, Polityka 1253 a 31, w: Arystoteles, Dzieła wszystkie, tłum. L.Piotrowicz, t. 6, Warszawa, PWN, 2001.