FelietonyNOTABENE 1985-2025

Nie czekajmy na barbarzyńców

4 września 476 roku Odoaker,  dowódca germańskich najemników w służbie Rzymu zdetronizował ostatniego cesarza Romulusa Augustulusa i sam objął władzę nad Zachodnim Cesarstwem. To wydarzenie uznajemy dzisiaj za kres starożytności i początek średniowiecza. Jednak ówcześni kronikarze nie potraktowali tego wydarzenia poważnie. Nie dostrzegli w nim katastrofy. Oto kolejna zmiana władzy w niestabilnych czasach. Dopiero długa perspektywa historyczna pozwala wiązać ze sobą wydarzenia w łańcuchy przyczynowo skutkowe. Rzymianie stojący u progu swojego upadku nie mieli tego komfortu, więc nie zauważyli momentu swego kresu. Usprawiedliwia ich to, że obalenie Romulusa odbyło się bezkrwawo. Nie doszło do żadnej bitwy , oblężenia i rzezi. Uzurpator zastąpił legalnego władcę, a Senat to klepnął. Romulus dostał godziwą rentę, z której żył dostatnio w Neapolu. Zatem dlaczego historycy uczepili się tej daty? Bo Rzymianie całkiem przestali się liczyć w polityce. Od tej chwili o losie Urbi et Orbi decydowali barbarzyńcy. W gruzach legły instytucje i prawo a za nimi posypało się całe państwo. Stopniowo ulegały barbaryzacji cały prowincje. W dzisiejszej wykładni historii nie wypada źle mówić o średniowieczu.  Ale wystarczy odwiedzić parki archeologiczne z odkopanymi antycznymi miastami i porównać je ze średniowiecznymi mieścinami, aby wyrobić sobie na ten temat zdanie. Wszak słowo cywilizacja pochodzi od łacińskiego civitas – miasto. Termin ukuto we Francji w XVIII wieku i trafił do naszego języka, bo jest trafny. Cywilizacja powstaje w mieście, a nie na wsi. Łacina i kultura antyczna okazały się twardsze niż kamienie z który zbudowano pałace, łaźnie i akwedukty. Przewidział to Horacy w proroczej pieśni Exegi monumentum aere perennius. Prawie dwa tysiące lat po śmierci poety w pewnym liceum w pewnym prowincjonalnym mieście na północy Europy pracowicie przekładaliśmy wiersz z łaciny na polski pod światłym okiem pani profesorki M.K. Dwadzieścia osiem (o ile się nie mylę) nastoletnich głów spędziło jedną, czy dwie lekcje nad tekstem pochodzącym z dalekiej przeszłości. Nie zadawaliśmy sobie ani nauczycielom pytań po co to robimy. Ufaliśmy im i Horacemu, że warto! I to był prawdziwy triumf antyku nad czasem i przestrzenią.

W połowie lat ’80 XX wieku, czyli w czasie, kiedy przekładaliśmy Horacego inne imperium chyliło się ku upadkowi i co zabawne ani jego przywódcy ani mieszkańcy też tego nie dostrzegali. W roku 1987 już jako student KUL-u uczestniczyłem w spotkaniu z pewnym profesorem socjologii z Freie Universität z Berlina Zachodniego. Zapytałem go jak długo przetrwa Związek Radziecki. Po namyśle odpowiedział, że jeszcze co najmniej 25 lat! Wszyscy się z nim zgodziliśmy.

Jak wiemy, bo mamy już odpowiednią perspektywę Związek Radziecki ani materialnie, ani duchowo nie wniósł do naszej cywilizacji nic pozytywnego. Przeciwnie pozostawił po sobie wirusa zniewolenia umysłu, który okazał się być trwalszy niż komunizm. Rosyjska Federacja – spadkobierca ZSRR  jest państwem mafijnym z zalegalizowanym  barbarzyństwem. Jak to wygląda w praktyce widzimy na ukraińskim froncie.

A dzisiaj, w tej chwili czyjego upadku nie jesteśmy świadomi? Zachodniej cywilizacji?  Stanów Zjednoczonych? Chin? A może III Rzeczypospolitej?

Kryzys instytucji, pogarda dla autorytetów, triumf fikcji nad rzeczywistością, można by długo wymieniać symptomy trawiącej świat choroby.  Czy to zapowiedź kresu?  Czy to  znak że wszystko stracone?  Tego nie wiemy, ale parafrazując Konstandinosa Kawafisa – nie czekajmy aż przyjdą barbarzyńcy! Ci ludzie nie są żadnym rozwiązaniem.

Exegi monumentum
Pieśń III, 30

Horacy

Przekład Adam Zemełka

Zbudowałem monument trwalszy niż ze stali
Mocniejszy nad piramid królewskich istnienie
Deszcz wielki go nie zmyje wicher nie powali
Stuleci niezliczonych nie zniszczy go tchnienie[1]

Bieg czasu go nie wzruszy i lat przemijanie
Nie cały przecież umrę – przetrwam w swoim dziele
Śmierć – bo zamieszkałem w nadczasowej chwale
Jakbym młodzian wciąż w nowym odradzał się ciele

Póki kapłan z westalką składają ofiary
Gdzie Aufidus brzeg żłobi wzburzonymi wody
I gdzie Daunus suchymi zarządza obszary
Tam wszystkie moje imię będą znać narody

Oto z nizin wyrosły eolskich rytm wierszy
Swymi pieśni powiodłem w italskie ustronie
Za to zechciej że w lirze ze wszystkich jam pierwszy
Melpomeno swym laurem opleść moje skronie