FelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Po prostu Kanada (niczym czekolada)

Czytajcie do końca, a będzie Wam dane

Mam na biurku globus plastikowy i podświetlany, który włączam co rano i gaszę wieczorem. I właściwie nic mi więcej nie potrzeba do szczęścia. To jest właśnie ten mój cały świat, którym wystarczy lekko pokręcić, by przenieść się gdzieś, ot tak na chwilę, żeby po prostu być gdzie indziej, po drugiej stronie na przykład, gdzie trawa zawsze zieleńsza jest od naszej. Z półki obok zlewa mi się, a raczej ścieka, zegar Salvadora Dalí. Przypomina jęzor czasu i szkoda tylko, że nie jest zrobiony z czekolady, bo można by go wtedy na przykład polizać. Mniam.

Przed chwilą znów pokręciłem globusem i – nie tylko za sprawą Trumpa – ponownie myślę dziś tylko  (i wyłącznie) o mojej „ziemi obiecanej”, czyli Kanadzie. Na jej wschodnim krańcu, w miasteczku St. John’s, zaczyna się Trans-Kanadyjska Autostrada numer 1, która naprawdę kończy się w Victorii, na Wyspiej Vancouver, w sumie 7821 km dalej, a mari usque ad mare, od Atlantyku do Pacyfiku. Trudno to sobie wyobrazić, trzeba tę drogą koniecznie przebyć. Szkoda, że nie jest zrobiona z czekolady.

Pierwszego lipca przypada kolejny Dzień Kanady, czyli 158. rocznica ustanowienia Konfederacji. Ten ogromny kraj składa się 10 prowincji oraz 3 terytoriów, więc nawet gdyby Donald Trump bardzo chciał przyłączyć Kanadę do USA, musiałby negocjować z każdym z 13 „fragmentów” kanadyjskiej federacji z osobna…

Dziwny i niesprawiedliwy (zazwyczaj) jest ten świat. A tu taka niespodzianka. Od 2018 roku w Kanadzie legalne jest posiadanie marihuany „w małych ilościach”. Dodatkowo, kto chce, może też od razu posadzić sobie w oknie, w ilości nie większej niż cztery, krzaczki konopii indyjskich. Coś w tym jest, bo gdy przyjrzeć się bliżej, kształt liścia marihuany niemalże do złudzenia przypomina liścia klonowego z kanadyjskiej flagi. Różnią się jedynie kolorem. I pomyśleć, że zajęło aż 151 lat Konfederacji Kanady, by ktoś to wreszcie zauważył. Klon daje słodki syrop, konopie dają trawkę na dżojnty. Do pełni szczęścia brak jeszcze tylko sadów drzew czekoladowych, bananowców i oczywiście palm daktylowych. Truskawki już są, a i szampana nie brakuje. Po prostu Kanada, po prostu Nowy Świat.

A jak tam u nas, w Starym Świecie? W Europie, we Francji itd., gdyby nie Wojna Siedmioletnia (1756-1763) i pojmanie przez Prusaków pewnego francuskiego farmaceuty Antoine’a-Augustina Parmentiera, pod pistoletem zmuszanego do jedzenia kartofli, pommes de terre, zapewne do dziś nielegalne byłyby ziemniaki, o frytkach nie wspominając. Po prostu… surrealizm w czystej formie.

W kwestii Trumpa raz jeszcze, no cóż mogę powiedzieć? Z pewnością Kanada NIGDY nie stanie się 51. stanem USA. Jest też dobra wiadomość dla nas oraz globalno-lokalnego świata: nagły niedobór jaj na rynku amerykańskim. No cóż, myślcie sobie, co chcecie. Zamiast jaj, polecam czekoladę. Kanadę też.

PS: Z OSTATNIEJ CHWILI • Tak jak w USA brakuje jaj, tak na Białorusi odnotowano szokujący brak ziemniaków. Jednakże nie jestem pewien, czy Donald Trump o tym wie. Zapewne dobrym rozwiązaniem byłaby tu bezcłowa umowa barterowa – my wam jaja, a wy nam kartofle. W Kanadzie zaś nie brakuje ani jaj, ani kartofli. Ach ta geopolityka…

A co tam w Kielcach? Uniwersytet Jana Kochanowskiego po raz trzeci próbuje „odpalić” nowy kierunek w ramach Wydziału Nauk Społecznych pod tytułem „GEOPOLITYKA”. Niestety – jak dotąd – nie udało się znaleźć choćby 20 kandydatów. Czyli jest tak: nie brakuje u nas jaj, kartofli ani czekolady, czyli czego brakuje? Piszcie do mnie na adres: info@notabene.world albo walcie śmiało bezpośrednio do UJK. Pukajcie, a na pewno otworzą, co?