NOTABENE 1985: Pretekst i kontekst
Tekst programowy „Notabene” opublikowany w styczniu 1985 r.
Nie wiem, czy widzę więcej, wiem, że widzę inaczej. Wiem także, że nie mogę się zgodzić z rolą, jaką chciano by mi wyznaczyć w tym jakby-wodewilu, który dzieje się wokół, i który – mimo iż tyle razy plajtował – wciąż wystawiany jest na nowo i wciąż tak samo: z liryczną, śpiewaną ekspozycją, optymistycznym punktem kulminacyjnym i pozornym happy-end’em nafaszerowanym obłudą. Za każdym razem przekonują nas, że to premiera, że tego jeszcze nie było. Ale nie, to nieprawda!… Gardzi się mądrą maksymą o tym, że historia vitae magistra est (historia jest nauczycielką życia); najchętniej wymazano by ją z ludzkiej pamięci.
Nie mogę więc zaakceptować roli tzw. milczącego ortodoksa. Nie mogę zaaprobować zdania kogoś, niewątpliwie mądrego, że jak milczący, to na pewno ortodoks. Milczenie nie jest oznaką zgody! W wielu wypadkach milczenie jest po prostu koniecznością, rzekłbym nawet – tragiczną… Ja też milczę, bo to, co czytacie teraz, to jest milczenie, to nie krzyk, jeszcze raz powtarzam: to milczenie!
W 1983 roku, przebywając w jednej ze stolic europejskich (niestety nie w Warszawie) miałem sposobność zobaczyć film (rock-operę) pt. „Jesus Christ Superstar”, który wstrząsnął był mną do głębi. To niezapomniane wrażenie, jakie zachowałem w swej duszy do dziś, zainspirowało mnie i stało się punktem wyjścia przy tworzeniu koncepcji niniejszego pisma.
Ów film, jak wskazuje tytuł, oparty został na Biblii. Przedstawiono w nim jakby współczesną wersję wydarzeń związanych z męką i śmiercią Jezusa Chrystusa. Pewna moja znajoma – deklarująca się jako ateistka – która także widziała „Jesus Christ Superstar”, stwierdziła tuż po projekcji, iż dla człowieka podobnego do, ta rock-opera absolutnie nie jest interesująca. Sądziłem wtedy i myslę tak również dzisiaj, że nie miała racji. W „Jesus Christ Superstar” bowiem bliblijna opowieść jest, jeżeli można tak powiedzieć, pretekstem (ale nie tylko) dla wypowiedzenia prawdy o współczesnym świecie. Jest ta historia także kontekstem dla ukazania losów żyjącego w tymże świecie człowieka, jako jednostki. Nie Jezusa Chrystusa, lecz… współczesnego Judasza.
„Jesus Christ Superstar” jest sfilmowaną sztuką teatralną – dramatem. Osoby dramatu przyjeżdżają na sceną – w okolice Jerozolimy – autobusem. Wysiadają z niego, przywdziewają odpowiednie stroje. Chrystus i inne postacie wyglądają bardzo biblijnie, z wyjątkiem drobnych nie-biblijnych szczegółów (na przykład: strażnicy zamiast, jak można by sie spodziewać, starożytnej broni, trzymaja w rekach zwyczajne XX-wieczne karabiny maszynowe).
Wyłaniają się dwie płaszczyzny tegoż dramatu, pierwsza – historyczna, właśnie biblijna, i druga – współczesna, płaszczyzny, które spaja postać Judasza. Odnosi się wrażenie, iż jest on człowiekiem z pogranicza przeszłości, siegającej czasów starożytnych, i teraźniejszości. Judasz jest rozdarty wewnętrznie, w decydującym momencie musi wybrać pomiędzy wartościami, które symbolizuje postać Chrystusa, bedacymi dla niego nie do pojęcia (powtarza wciąż: I don’t understand, Nie rozumiem…) a wartościami właścicieli 30 srebrników. Nie wie, co czynić, przeżywa naprawdę wielki dylemat, waha się. Pójść czy nie pójść? Postanawia nie iść, zawraca z drogi i nagle wprost na niego zza wzgórza… wyjeżdżają czołgi. Ulega, zdradza wartości, a błąd swój pojmuje dopiero wówczas, gdy widzi Chrystusa za kratami więzienia. Wstrząśnięty, czem prędzej biegnie do faryzeuszy i rzuca im pod nogi owe 30 srebrników, krzycząc przy tym: Bloody money! Cholerne pieniądze!. Jest już jednak za późno.
Nie mogąc tego znieść, popełnia samobójstwo. Dalej wszystko toczy się zgodni z biblijnym opisem. Chrystus zostaje ukrzyżowany. Dramat się kończy. Aktorzy znów spotykają się przy autobusie z początku filmu. Są wszyscy oprócz tego, który grał Chrystusa. Jest także Judasz. Wsiadają do samochodu. Judasz na końcu (w ostatnim momencie zatrzymuje się, raz jeszcze odwraca głowę i patrzy tęsknie ku wzgórzu z ukrzyżowanym Chrystusem, tak jakby pragnął przy Nim pozostać). Odjeżdżają. Życie zwyczajnie trwa dalej, mimo tego, że umarł człowiek – najwyższa wartość… Oto treść „Jesus Christ Superstar”.
Znalazłem niedawno w koszu na śmieci obciętą (nie przedartą) przez kogoś nożyczkami kartkę z fragmentem jakiegoś napisu. Brzmiał on prawdopodobnie nota bene (zauważ dobrze). Nihil obstat (nic nie stoi na przeszkodzie) – myślę, by podjąć próbę jego rekonstrukcji, złożenia w jedną całość tego, co jest z tym, co było. Tym bardziej, że antique quae nunc sunt, fuerunt olim nova (to, co dziś jest stare, kiedyś było nowe)…
Elementem łączącym przeszłość (to, co było) z teraźniejszością (tym, co trwa obecnie) jest każdy z nas, który dokonuje wyboru, który rozdarty jest wewnętrznie jaków Judasz z „Jesus Christ Superstar”. Aby nasz wybór był właściwy, winniśmy dogłębnie poznać zarówno przeszłość, jak i teraźniejszość. Pretekstem zaś i kontekstem dla tegoż poznania jest… kultura antyczna.
Na koniec dwa cytaty:
Niepokój myśli ludzkiej posuwał wszystkie problemy naprzód, lecz nie pozwalał przekreślać ich źródeł i dorobków, doceniając wagę ciągłośći i rozwoju. (Lidia Winniczuk. Łacina wczoraj – dzisiaj – jutro. /w:/ Od starożytności do współczesności. PWN Warszawa 1981, s. 256)
Ogół przeważnie nie potrafi wyobrazić sobie innego na kulturę współczesną wpływu starożytności niż ten, który miałby u podstaw uznanie świata starożytnego za normę dla doby obecnej. Po czym ten sam ogół stawia pytanie: w czym uwydatnić się może to właśnie znaczenie normatywne świata starożytnego dla kultury obecnej, i nie bez uzasadnienia odpowiada: w niczym… A więc cóż stanowić może świat starożytny dla kultury współczesnej? Bardzo wiele. Stanowisko a priori normatywne niesłuszne jest nie tylko wobec świata starożytnego, ale i wobec czegokolwiek… Wzrok nasz (tzn. filologów klasycznych) zwrócony jest przed siebie nie zaś poza siebie. Jeśli dąb zapuszcza korzenie w rolę, na której rośnie, to nie przeto, aby zamierzał z powrotem wrastać w ziemię, ale dlatego, że z roli tej czerpie siłę, która daje mu możność dźwigania się w górę ku niebiosom, przerastając wszelkie żyjące tylko powierzchnią krzewy i trawy. Świat starożytny powinien być nie normą, ale siłą żywiącą kultury wpółczesnej. (Tadeusz Zielński. Świat antyczny a my. Osiem wykładów. /w:/ Po co Homer? Wydawnictwo Literackie Kraków 1970, s. 67-68)

