AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Na antypodach

Czytajcie, a będzie Wam dane. Nie pukajcie, bo i tak „nikogo nie ma w domu”

Cudowny lud świętokrzyski okrutnie boi się uchodźców, których hordy – niczym barbarzyńcy – ponoć osaczają już granice Świentostanu. Stoją natrętnie u naszych bram z dzidami, maczetami i czym-tam-chceta. Też to widzita? Jeśli nie, to stańta tera zara na głowie, by empirycznie i antypodycznie zbliżyć się do prawdy. Jak mawiał ks. Tischner – w naszym świecie prawdy som aż trzy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda. Sami zdecydujcie, która kategoria prawdy jest wam najbliższa.

Kiedy rozum śpi, budzą się demony. XVIII-wieczny hiszpański artysta Francisco Goya, twórca “kapryśnych” satyrycznych miedziorytów z pewnością nie spodziewał się, iż jego oświeceniowa frywolność nabierze z czasem wymiaru quasi-uniwersalnego. Goya ze strachu przed Inkwizycją zniszczył znaczną część swoich prac. Ponoć obawiał się demonów, które trwale tkwią w każdym z nas.

Strach ma wielkie oczy, a ja spoglądam niepewnie na stojąca w kącie wielką i ciężką walizkę w kolorze pomarańczowym, której nie mam odwagi otworzyć już od prawie 20 lat. Spakowałem ją przed laty w Arabii Saudyjskiej i omijam od tej pory szerokim łukiem niczym lampę Aladyna. Po prostu boję się, oj boję, tego dżina, który mógłby zeń wyskoczyć. Był kiedyś taki radziecki film Magiczna lampa Aladyna, nakręcony w roku mojego urodzenia… Lepiej więc włożyć czapkę niewidkę i iść dalej, niźli mierzyć się z przeszłością ukrytą w magicznej walizce. Też mam swoje traumy i tajemnice, a bo co?

Wiara w dżiny jest ciągle żywa w ludowej tradycji muzułmańskiej. Mieszkają one na pustyni. Są dobre i złe. Posiadają nadnaturalną moc, są niewidzialne i mogą przybierać dowolne postacie. Dobre służą Allahowi, złe zaś szkodzą. Do złych dżinów zalicza się Szatana. Zgodnie z ludowymi przekazami, człowiek może podporządkować sobie dżina przy pomocy tajemnych zaklęć i na przykład uwięzić go w butelce (albo w walizce?)…

W niezwykłym AD 2015 (AH 1436/37) na pustyni nieopodal Rijadu spadł śnieg i wszyscy radośnie zaczęli nagle lepić bałwany. Radość trwała jednak jeszcze krócej niż śnieg, którego obfite opady były oczywistą aberracją klimatyczną. Jakby tego było mało, policja religijna natychmiast zakazała lepienia „rzeźb z ludzką twarzą”, czyli bałwanów. Lepienie tychże zostało oficjalnie uznane za “naśladowanie niewiernych, promujące rozwiązłość i erotyzm”. Łojojoj… Chodziło zapewne o jakieś pustynne hordy dżinów-demonów, stanowiących potencjalne zagrożenie dla okolicznego porządku. Na szczęście bałwany szybko stopniały.

W Nowej Zelandii najzimniejszym miesiącem jest właśnie lipiec, czyli teraz. Mimo, iż świat stoi tu na głowie, ostatnie wielkie opady zanotowano w roku 1939, mniej więcej w tym czasie, gdy w Polsce robiło się gorąco przed wybuchem wojny (czyli przed najazdem hord niemieckich faszystów). Wszyscy wiemy, co było dużo-przed i niemało-po. Jedno jest pewne, Wanda jak nie chciała Niemca wtedy, tak i nie chce go dzisiaj.

W 2025 ożywczy chłód Auckland sprawia, że z antypodów świat naprawdę widać lepiej, bo do góry nogami. Ja zaś – w oparach absurdu – też marząc o długich leniwych wakacjach, po drodze wpadłem na weekend do Europy, a w niej… do Świętokrzyskiego Dwukąta Uzdrowiskowego „Busko-Solec”, do którego dołączyła niedawno także „Kazimierza Wielka”. Tym samym domniemany dwukąt wreszcie staje się trójkątem. 

W swojskim trójkącie i okolicach świat w tych dniach też niespodziewanie stanął na głowie. Wszędzie trąby powietrzne i ukrop nieziemski, bo żarem zieje tropikalnym od równika, a ja z grypą na ramieniu pluskam się frywolnie na przekór przeznaczeniu w rodzimych siarczkowych basenach, jak zawsze pełen nadziei, że to coś da. Snuję też wizje na przyszłość, jak to będzie, gdy z trójkąta zrobi się nam kiedyś czworokąt, czyli na przykład kwadrat… Czy natychmiast przyczyni się to do zmiany lokalnego klimatu na lepsze, czyli że temperatury spadną natychmiast do poziomu przyzwoitego i że wszystkie te nieznośne tropikalne złośliwości ostatnich dni odpłyną gdzieś-tam-w-siną-dal, czyli tam, gdzie ich miejsce?

Niemożliwy upał wieloznacznie odbija się również niestety na poziomie rodzimego dyskursu, w którym na razie gości na przemian albo to dwukąt, albo to trójkąt (bermudzki?)… Dylemat polega oczywiście na tym, że z dwukąta to byłaby jeszcze szansa się wydostać, ale gdyby jakimś cudem udało się jednak stworzyć ów pełny trójkąt, to wyzdrowieć w zaledwie jeden weekend może być już znacznie trudniej i zupełnie nie będzie wtedy wiadomo, co-gdzie-jak-i-kiedy wyłoni się z wszechobecnych oparów absurdu (na miarę naszych możliwości) i czy w ogóle. Zupełnie jak na Bermudach. Skoro Trzeciej Drogi właściwie już nie ma, cała nadzieja w kwadracie… Ważne też, by z powodu anginy temu Misiu znowu się oczko nie odkleiło, bo wtedy to już raczej żadna kuracja nie pomoże. Chyba że na antypodach.

POSTSCRIPTUM: Plotka po mrogonowickiej wsi (miejscu urodzenia neofaszysty i antysemity europosła Grzegorza Brauna) niesie, że w Świentostanie zbliżają się nieuchronnie przedterminowe wybory samorządowe. Niestety urzędująca marszałek Renata Janik nie ma szans, a to dlatego, że baronessa-posłanka Anna Krupka – na wyraźne polecenie z Nowogrodzkiej – desygnowała (przedwcześnie?) na marszałka-elekta neofaszystę z Radomia Roberta Bąkiewicza. Zastępcą zaś ma zostać poseł Mariusz Gosek. Z oboma mężami stanu na czele (nareszcie skutecznie) bogobojny lud świętokrzyski będzie mógł bronić granic absurdu, w błogim stanie permanentnego nowego osłupienia. Jak to na antypody przystało. Amen.