Węgiersko-tureckie sny o potędze?
Illustracja: Polish Charge – Welcome Europe (2010) by Jacek Lipowczan
Uczcie się „jakichś-tam” języków, a niewątpliwie „coś-tam” będzie Wam dane
Prezes kocha Budapeszt, nie cierpi Wiednia, marzy o Stambule albo Mińsku?
Strach pomyśleć, co by było, gdyby Jan III Sobieski wraz z husarią w 1683 roku pałał równie wielką „obcością kulturową” do Wiednia, co prezes Kaczyński et consortes w roku 1989. Zapewne w konsekwencji siedzielibyśmy dzisiaj wszyscy elegancko (nad Dunajem) „po turecku” i to nie na jakichś-tam patriotycznie ograniczonych ławkach, lecz – w najlepszym razie – na latających dywanach. Najprawdopodobniej, mielibyśmy też już teraz nad Wisłą jakąś formę zdecydowanie nieliberalnej republiki teokratycznej. A chyba nie o to chodziło, co?
Problematyczną zaletą takiego stanu rzeczy byłoby ewentualne „pojmanie” czterech niewiast za żony – wedle ludowej mądrości osmańskiej: po jednej na każdy kąt pokoju; zakładając oczywiście, że ów pokój nie byłby okrągły… Czyli co? Frywolny harem, tęczowa balanga od zmierzchu aż po świt i seks dla przyjemności? Naprawdę? A co wobec tego z cnotami niewieścimi absolwenta „najświętszej uczelni w Rzeczypospolitej’ post-marksistowskiego impertynenta Czarnka?
Potencjalne dylematy można by mnożyć, bo my przecie zazwyczaj tacy cisi, głusi i niemi – totalne głupki z nas i w ogóle. Od lat tolerujemy obelgi, którym właściwie nie ma końca: kanalie, mordy zdradzieckie (naj)gorszego sortu itd. Piszę to wszystko rzecz jasna „poza trybem”. Piszę, więc jestem i w coraz większe osłupienie wprawiają mnie te węgiersko-tureckie kazania naszej nadwiślańskiej trupy objazdowej z wymownym gestem posłanki Lichockiej w tle, a jakże. À propos, za „gest Lichockiej” pokazany w przestrzeni publicznej idzie się na przykład w takim omlaskiwanym raz-po-raz Dubaju „z automatu” na 30 dni do paki…
No i tak to już od lat brednia goni brednię, a historyczno-teraźniejsze dyrdymały wyrastają niczym grzyby po deszczu. W dodatku leje jak z cebra, bo jest jesień, a to oznacza, że będzie tylko gorzej. Ten nonsens zaczął się zresztą dosyć dawno od córki legendarnego władcy Kraka, księżniczki Wandy, co to Niemca nie chciała za męża, bo był on dla niej nie tylko „kulturowo”, ale przede wszystkim „lingwistycznie” obcy. Urażony do cna i zrozpaczony odrzuceniem alemański książę z zemsty najechał więc ze swą armią „ziemie polskie”, na co Wanda patriotycznie samobójczo rzuciła się w nurt Wisły – wiadomo: żeby nie prowokować dalszych najazdów. Niewątpliwie nie mogli się „młodzi” dogadać, a germański książę ponadto straszliwie się przeraził owych słowiańskich smoków, czyhających podstępnie na zachodnią niewinność i ziejących z paszcz piekielnym ogniem zawsze i wszędzie, ze wschodu ku zachodowi, ma się rozumieć; aż do 1945?
Domniemane poświęcenie Wandy na nic się zdało, bo – według prezesa Kaczyńskiego i jego akolitów – germańsko-słowiańska „kulturowa obcość” trwa do dzisiaj. Sytuacja jest zatem na tyle beznadziejna, że żadne, nawet najskrupulatniej wyliczone reparacje nic tu nie pomogą. Na szczęście, gdy już staniemy się mocarstwem, „szablą odbierzemy, co nam obca przemoc wzięła”. W międzyczasie zaś, o zgrozo, powstała Strefa Schengen, czyli przynajmniej formalnie nie ma już granicy polsko-niemieckiej. I to też chyba ma swoje zalety, co?
Dochodzę do wniosku, iż w 1989 roku nad-prezes doznał po prostu w Austrii wielowymiarowego szoku kulturowego, z którego nigdy nie wydobrzał. Być może też ta jego niechęć do Austrii i Austriaków (czyli prawie-Niemców) nastała zresztą znacznie później, odkąd jest on winien austriackiemu – nomen omen – architektowi Geraldowi Birgfellnerowi 1,3 mln euro za wykonanie projektu słynnych dwóch „srebrnych” wież w Warszawie?
Nie da się niestety jednoznacznie ustalić, w jakiej dokładnie czasoprzestrzeni kulturowej przebywali w roku 2022 Kaczyński, Ziobro, Macierewicz, Glapiński i Jacek Kurski (brat Jarosława).Teraz – w roku 2025 – przynajmniej w kwestii Romanowskiego i Ziobry sytuacja stała nieco bardziej klarowna (gdyż po prostu uciekli oni byli do Budapesztu szukać „azylu politycznego”, że co?! O tempora, o mores! – zawołałby na takie dictum z całą pewności Cyceron! Ale-ale, to właśnie dziś, czyli 5.12.2025 – w momencie powstawania tegoż tekstu – Ziobro „objawił się nagle w Warszawie zdalnie, na ekranie monitora”. Natychmiast też coś-tam-toś-tam w swoim zero-jedynkowym stylu zaczął pleść. Wynikało z bezczelnego ziobrowskiego ble-ble-ble mniej-więcej tyle, że „prawo i sprawiedliwość” skończyło się w Polsce wraz z wygranymi-ale-de-facto-przegranymi przez PiS wyborami w roku 2023. Dobre, nie? My na pańskie nieszczęście mamy jeszcze dobrą pamięć, panie Ziobro, czy „Zero”?
Tak naprawdę, to wspomniani PiSowscy funkcjonariusze sami chyba woleliby, byśmy nie zawracali sobie nimi głowy. To prawda, że być może lepiej, wygodniej i zdrowiej byłoby dla nas – niczym te słynne małpy – niczego ani nie widzieć, ani nie słyszeć. Jednakże od pewnego już czasu niewiedza przestała być siłą. Kto tam dziś zresztą czyta jeszcze Orwella, a szkoda? W latach 2015-2023 prawo coraz mniej kojarzyło się nad Wisłą ze sprawiedliwością, coraz bardziej zaś ze zwykłym cynizmem, hucpą i ordynarnym cwaniactwem. Już teraz wiemy, iż ewentualne „honorowe” wyjście z sytuacji (czyli na przykład patriotyczny skok w otchłań budapesztańskiego Dunaju) nie wchodzi w grę, ale azyl pod skrzydłami najbliższego kolesia Putina, faszysty Orbana – już tak.
Przypominamy jeszcze raz, że skoro Europa jest dla prezesa et consortes „obca kulturowo”, po drugiej stronie Bosforu z otwartymi ramionami czeka nań i jego świtę, emanująca dobrobytem i wolnością, wymarzona nieliberalna demokracja turecka. Latające dywany falują w trybie stendbaju, domniemany zaś wszechwładny prezes i spółka poczuliby się może gdzieś nareszcie swojsko i u siebie. Jest tylko jeden szkopuł – jak by tu szybko posiąść znajomość najpierw węgierskiego, a potem tureckiego? Czary-mary, hokus-pokus. No, ale przeca pono do niektórych rzeczy język jest wszak zupełnie niepotrzebny. Jedno jest za to pewne: Atatürk w grobie się przewraca i – na nasze szczęście w całym tym geopolitycznym cyrku – Turcja jest członkiem NATO.
Postscriptum: W 1683 miał być Stambuł w Wiedniu, potem długo-długo-nic i… nagle nadprezes zaczął śnić o Budapeszcie nad Wisłą. W 2024-2025 okazało się też, że jednak mamy Warszawę nad Dunajem, gdzie schronili się tymczasowo „nasi dzielni złodzieje i pseudo-azylanci” (czytaj: fujary-miękiszony), byli wysocy rangą przedstawiciele (tak, tak) Ministerstwa Sprawiedliwości właśnie, czyli Romanowski i Ziobro… Stamtąd zapewne odnajdą lada moment prostą drogę do białoruskiego Mińska, gdzie z kolei czerwony dywan rozwinie przed nimi z werwą eks-sędzia-zdrajca Szmydt? Trudno się w tym wszystkim połapać w Polsce AD 2025… A tymczasem nie ma dnia bez afery oraz lawinowo wpływających do prokuratury wniosków o to-tamto-i-owanto. Jaki kraj, takie i jego prawo i sprawiedliwość. Czyżby kolejny oksymoron?



