AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Krużganki oświaty: POLSKA DLA BOCIANÓW!

Wypatrujcie tęczy i czytajcie, a będzie Wam dane

Tym razem będzie na poważniej, albowiem niezbadane są wyroki niebios oraz szlaki, jakimi chadza nasza wyobraźnia. Niezbadane są horyzonty, z jakimi przychodzi się nam mierzyć w nudnawej codzienności. Ja zaś naiwnie wciąż dziwię się i dziwię, i nadziwić nie mogę. To trochę tak, jakbym był ciągle na początku, gdyż koniec raczej wymyka się mej percepcji. Jest mi zdecydowanie bliższa nieskończoność.

W ciągu blisko 35 lat emigracji widziałem wiele razy pustynię ogromną i step szeroki oraz prerię, których naturalnie nawet okiem sokolim zmierzyć nie dawało rady. Dookoła prawie wszystko było w ruinie. Nicość po prostu i tyle, taka jakby “ziemia ulro”, kraina wiecznego wydziedziczenia. Nie pozostawało zatem nic innego, jak czem prędzej wstawać z kolan i głowę (dumnie choć nieśmiało) unosić ku niebu, ażeby zaraz potem z zapartym tchem zerkać na horyzont. Metafizycznie ekscentryczny ma się rozumieć, bo gdy z rzadka raczej bywało tuż po deszczu, po którym zaraz wychodziło słońce, tęczy co raz wypatrywałem,. Tak działo się tylko po to, by niemal natychmiast zdać sobie sprawę, iż cóż z tego, że wkoło chwilowo tak kolorowo, skoro i tak nikt nie wołał, a przecież trzeba było jechać dalej. Fatamorgana, nudny bezruch i cisza to w sumie to samo.

Codzienny gwar panujący w sercu Europy jest także na swój sposób metafizyczny i ekscentryczny. Owe tysiące eurokratów mozolnie i z pasją starają się porządkować wszechobecny i wielowymiarowy chaos. Sprawnie poruszają się wewnątrz iście platońskiego labiryntu, gdzie definicje naszej europejskości jawią się niczym ulotne cienie na jego ścianach. Wszystko układa się w końcu w sugestywną całość, w coś, co można by zapewne nieco enigmatycznie nazwać pragmatycznym idealizmem ponowoczesnej Europy. Nie, nie stanowi on zagrożenia ani dla naszej niepodłegłości, ani tym bardziej suwerenności.

Europejska metafizyka metafizyką, a tymczasem nad Wisłą, 9 lipca 2025 roku stał się kolejnym dniem, który przeszedł do historii hańby polskiego parlamentaryzmu za sprawą powołania parlamentarnego zespołu Ruchu Obrony Granic. W jego skład weszła pokaźna grupa posłów PiSowskiej opozycji (bez zdolności ani koalicyjnej, ani honorowej), którzy w domniemanej „patriotycznej ekstazie” zaprosili doń luminarza polskiego nacjonalizmu i neofaszyzmu Roberta Bąkiewicza, pseudonim Bąk – będącego wszak świeżo po „wizytacji” granicy polsko-niemiecko-polskiej.

Niespodzianki nie było, obywatel Bąk dość bezrefleksyjnie i bezkarnie niesie od lat obłudny „krużganek oświaty”, ażeby chronić nas przed „hordami” hordami obcych kulturowo migrantów, oblegających ponoć granicę polsko-niemiecko-polską IV Rzeczypospolitej. Dla nas to fatamorgana, a dla miszcza-wieszcza et consortes rzeczywistość. Zacytujmy zatem jedno z jego sztandarowych wystąpień, ku przerażeniu umysłów i serc. Miszcz Bąk wieszczy następująco i pyta:

Jak ta nowa Polska będzie wyglądała? Czy zostanie nam tylko hymn i biało-czerwona, czy będziemy narodem i państwem silnym, gotowym nieść krużganek oświaty, chrześcijaństwa, cywilizacji łacińskiej na Zachód, którego mentalnie, moralnie, cywilizacyjnie już nie ma? Każdy z nas [dźwiga] tą kontrrewolucję, z którą powinniśmy pomaszerować, w Polskę i świat. Musimy zacząć od siebie, nie da się podnieść Polski na pięknych hasłach!

Cóż można na to powiedzieć? Nie tylko ja przekonałem się w moim kraju wielokrotnie, że cuda-wianki i zwidy (fatamorgany?) są niejako naszą narodową specjalnością. Mgła smoleńska nie opadła do dziś pomimo upływu ponad 15 lat. Polityka po/na trupach ma się dobrze. W jednym Bąkiewicz ma rację. Szpetny slogan „Bąk, Hono’ i Łojczyzna” nie ma raczej szans, aby skutecznie uratować „duszę” Polski i Europy.

Wszystko zresztą jest kwestią wyobraźni albo jej braku. Gdy nie ma granic, wszystko jest kwestią horyzontów. Póki co, jedno hasło metaforycznie rzuca na kolana i przebija pozostałe: „POLSKA DLA BOCIANÓW!” (ale tylko od wiosny do jesieni).

Oby wiatr historii (co lubi się powtarzać) nas uratował. Oby cuchnące cwaniacką i kibolską ignorancją „krużganki oświaty” przeminęły bezpowrotnie. I oby „bąkiewiczowskie złote myśli” nie trafiły przypadkiem pod strzechy, bo wtedy pozostanie nam już naprawdę tylko emigracja – na przykład do miejsc, gdzie fatamorgana nie jest luksusem.

Na koniec zaś tylko żaby będą szczęśliwe, że imię jego czterdzieści i cztery. Dość już zwidów i miszczów-wieszczów, do cholery. Dość obłędnej knajackiej fatamorgany.