Autor: Piotr Fajks

AktualnościNOTABENE 1985-2025

Drobne

Drobne wypadły praktycznie z obiegu. Leżą gdzieś zapomniane – w szufladach, puszkach, słoikach. Najbardziej chyba przydają się w fontannach. Rzadko używane, potrafią jednak czasem wywołać eksplozję radości u pani na poczcie czy w sobotę u pana na targu. Sięgam po takiego moniaka, wysupłuję go z pamięci i kładę przed Tobą na dowód, że to, czego doświadczyliśmy, jest skończone – ale ciągle istnieje.

3 maja 1988

Stary, kanciasty wagonik „siedemnastki”, wstrząsany dziwnymi drganiami, wziął zakręt ze Straszewskiego w prawo. Gdy tramwaj skręcał w ciasny łuk, ulica rozbrzmiewała przeszywającym piskiem metalu – jakby ktoś przeciągał gwoździem po tafli szkła. Aż ciarki przechodziły nam po plecach.

Tłum studentów zajmował całe Planty pod Collegium Novum, obserwując ten manewr wagonika z rosnącym zdumieniem, gdyż ulica, w którą skręcał, została zablokowana zwartym szpalerem zomowców uzbrojonych w długie pały i duże tarcze – w żargonie „hoplitów”. Rozstąpili się, a tramwaj powoli wjechał na prostą. To była jego stała trasa na Cichy Kącik. Przystanek znajdował się tuż za falangą i nikomu o zdrowych zmysłach nie przyszłoby do głowy, że tam się zatrzyma. A jednak.

Wysiadł jeden pasażer. Zatańczył po zejściu ze schodka pijacki taniec i złapał się latarni. „Siedemnastka” odjechała.

Między tłumem na Plantach a zomowcami trwała zażarta wymiana ciosów – z jednej strony leciał bruk, w drugą gaz. Harcownicy z parku podchodzili coraz bliżej kordonu, a kostki brukowe trafiały w tarcze coraz celniej i mocniej. Ktoś dał rozkaz, gliniarze odwrócili się w tył zwrot i w uporządkowanym szyku zaczęli się wycofywać.

Pijaczek, z opuszczoną głową, wyszedł im naprzeciw. Szedł powoli ku Plantom. Nagle stanął jak wryty, widząc kohortę zmierzającą wprost na siebie. Byli tuż przed nim. Otrzeźwiał w oka mgnieniu i kontynuował marsz prosto w zomowców. Chyba czuł, że chwila zawahania mogłaby go kosztować całą stawkę – musiał być pewny i naturalny w swoim kroku. Musiał wzbudzić wśród hoplitów szacunek, a przez szacunek – akceptację, a przez akceptację – przyzwolenie na przejście na drugą stronę.

To był PRL – „świętego pijaka” się nie tykało. To inna kategoria obywatela – nie agresywny student UJ, nie mściwy robotnik z Huty, nie „klecha” od Dominikanów. To był swój – masowy twór systemu.

Read More