Historia

AktualnościHistoriaNOTABENE 1985-2025

Czy Herling-Grudziński był punkowcem?

W tym samym czasie w „Żeromskim” wydawaliśmy gazetę „Notabene”. Naszą mentorką była profesor łaciny Małgorzata Kruszelnicka. Dawała nam wolną rękę, co przynosiło różne efekty, czasem mocno grafomańskie. Twórcą i pierwszym redaktorem „Notabene” był Konrad Cedro; w 1986 roku od Konrada przejęliśmy z Andrzejem Przychodnim redagowanie gazetki. Pisali do niej głównie uczniowie klasy „A” – o profilu klasycznym, ale do współpracy zapraszaliśmy uczniów innych szkół kieleckich, a nawet studentów (dość wspomnieć o Tomku Mercie, który studiował wtedy polonistykę na UW).

 „Notabene” drukowaliśmy w cementowni „Nowiny”. Jeździliśmy do tej zapomnianej już fabryki białego pyłu, pokrywającego z milimetrową dokładnością okoliczny las, z Agnieszką Olszowy. Numer trafiał do typa, który przeglądał gazetkę i stemplował imprimatur. Cenzorowi wręczaliśmy butelkę żytniej wódki. Gazetka szła do druku w 300 egzemplarzach, co dziś wydaje się przyzwoitym nakładem. Nie mieliśmy pojęcia, że komunizm dogorywa, gnije od środka, a cenzorowi z Nowin jest całkowicie obojętne, co chcą wydrukować jacyś gówniarze z liceum. Jednak „Notabene” ze stemplem cementowego tajniaka nie budziła wątpliwości partyjnej wierchuszki „Żeroma”. W gazetce przechodziły nie tylko mgliste aluzje do dyktatury ciemniaków, ale też teksty zakazanego barda – Jacka Kaczmarskiego.

Kiedy zatem dowiedzieliśmy się, że Gustaw Herling-Grudziński jest naszym „starszym kolegą szkolnym”, narodził się pomysł, żeby opublikować chociaż kilka jego tekstów w „Notabene”. Mam wrażenie, że w Kielcach o GHG mało kto wówczas słyszał, podobnie jak o punk-rocku. Dla mnie Herling, którego znałem z wydawnictw drugoobiegowych, był symbolem kontestacji komunizmu, choć na innym poziomie niż piosenki Dezertera czy Siekiery. Należał do głównych wrogów Sowietów, reżimu i cenzury. Zatem z jednej strony „Inny Świat” Herlinga, z drugiej – „Babilon upadł” Brygady Kryzys.

Read More
AktualnościHistoriaNOTABENE 1985-2025

Iluzja przemijania

Przeczuwałem to od dawna, ale dopiero mieszkając na Cyprze zauważyłem,  jak łudząca jest periodyzacja dziejów w nauce, dzielenie na przed i po, wyznaczanie granic, kiedy jedno się  kończy, a drugie zaczyna. Cypr jest dobrym laboratorium do badania ciągłości kultury. Historia tu nie przeminęła, ona się odłożyła. Jeśli tylko zdobędziemy się na mały wysiłek poznawczy, otworzymy się na doświadczenie, uruchomimy wyobraźnię i trochę pojeździmy po tej ziemi, to zobaczymy, jak to co archaiczne jest tu nadal obecne, żyje w  kulturze, religii i obyczaju, po prostu  spokojnie trwa od tysiącleci.

Piszę te słowa siedząc na balkonie, z którego roztacza się widok na odległą ode mnie o kilka kilometrów wieś Kouklia. Na niewielkim płaskowyżu i rysujących się za nim wzgórzach Lasu Orites zachodzące słońce kładzie długie cienie. 2300 lat temu wznosiły się tam mury starego Pafos – potężnego miasta-państwa, jednego z dwunastu królestw Cypru. Archeolodzy szacują, że zajmowało powierzchnię od 65 ha do 144 ha. Swoją sławę gród zawdzięczał Sanktuarium Afrodyty. Był to jeden z najważniejszych ośrodków kultu starożytnego świata. Corocznie w czerwcu z całego świata śródziemnomorskiego przybywały tu dziesiątki tysięcy pielgrzymów, aby oddać hołd bogini miłości, piękna i płodności.

Cypr zachował ciągłość kultury przez co najmniej 6 tysięcy lat. Z jednej strony prowincjonalny, ale z drugiej często znajdujący się w głównym nurcie wydarzeń miał też długie okresy, kiedy cieszył się kulturową niezależnością. Nawet w najmroczniejszych czasach panowania Franków, a po nich Wenecjan i Turków etniczną większość miała tu prawosławna ludność greckojęzyczna.  Pamięć o Afrodycie, opiekunce wyspy przetrwała w potajemnych wiejskich obyczajach, w chrześcijaństwie, który utożsamił ją z Bogurodzicą, w języku i kulturze świeckiej. Dzisiaj Afrodyta jest główną ikoną reklamową Cypru. I chociaż to banalny przekaz to  dzięki niemu bogini nie pozwala o sobie zapomnieć nawet tym których starożytność zupełnie nie interesuje. A ten, o którym pamiętamy nigdy nie umiera.

Read More
AktualnościHistoriaNOTABENE 1985-2025

Stąd do (świetlanej) nieśmiertelności

Jak zostać naukowcem, specjalistą od średniowiecznych rękopisów? Są różne drogi, wszystkie długie i zawiłe. Moja droga zaczęła się w „Żeromskim”. Historia, literatura, języki, pani profesor Anna Nowacka-Rzepa i jej anielska cierpliwość dla naszych gramatycznych niedociągnięć w angielskim, który nie był wtedy tak popularny jak dziś, nieoceniony profesor Adam Wypych, który wymaganiami i znakomitą metodą wbijał nam do głowy przepiękny język rosyjski i jego poezję. I oczywiście pani profesor Małgorzata Kruszelnicka: z jaką dumą uczyłam się łaciny i greki – z przekonaniem – z wysokości moich szesnastu lat- że klasa klasyczna jest wyjątkową, elitarną wyspą wiedzy i kultury. Tu nie chodzi jedynie o to, czego nas szkoła nauczyła.

„Pamiętaj, że człowiek co chce uczynić może” ten romantyczny slogan pióra naszego patrona zdobił w naszych czasach fasadę szkoły i co rano od 7:30 zachęcał nas, bardzo zaspanych, do działania. Dla redaktorów „Notabene” nie było rzeczy niemożliwych: przekonać pana dyrektora Różańskiego, że nowe szkolne pismo jest pedagogicznym desideratum, zapewnić quasi-naukowy poziom, nawiązać kontakty (dzięki Profesor Kruszelnickiej), z wydziałem literatury klasycznej Uniwersytetu Łódzkiego, czy brnąć przez śniegi na wojskowy poligon na Bukowce, ponieważ w latach stanu wojennego nawet pisma klasyczne były poddane cenzurze wojskowej – zresztą Pan Oficer bardzo sobie nasze pismo cenił. Ta ciekawość, dociekliwość, a także wolność tworzenia były dla nas, dla mnie osobiście, wianem na przyszłość, początkiem pasji, która stała się moim zawodem. A ponieważ mówimy o edukacji, po tym przydługim wstępie, niech wolno mi będzie podzielić się z Czytelnikiem kilkoma obserwacjami niejako „z mojej półki”.

Jak wyglądały szkoły w przeszłości, jak młodzież zdobywała wiedzę, jaką wiedzę i po co? Pytania, które sobie zadajemy dzisiaj były zawsze aktualne. Moje badania nad średniowiecznymi rękopisami hebrajskimi pozwoliły mi uchylić okna i zajrzeć do klasy w żydowskiej wspólnocie w Fustat (starym Kairze) w XI wieku. Nie jest łatwo odtworzyć życie i edukację dzieci i młodzieży sprzed tysiąca lat.

Read More
HistoriaNOTABENE 1985-2025

Zabytki czy zbytki?

Nasze ziemie dostarczają natomiast jeszcze innych dowodów na działalność ludzką, której skala wymagała z pewnością dobrej organizacji i zarządzania. Krzemień pasiasty wydobywany przez ponad dwa tysiąclecia na gruntach położonej w pobliżu obecnego Ostrowca Świętokrzyskiego dawnej wsi Krzemionki wydaje się ciekawym przykładem surowca, który mobilizował do wzmożonej i po części trudno wytłumaczalnej pracy. Zadziwiać może sama powierzchnia, na której notujemy relikty pradziejowych wyrobisk górniczych, bo wykracza ona zdecydowanie poza areał nieistniejącej obecnie wsi Krzemionki, obejmując ok. 70 ha.

Liczba pozostałości po kopalniach jest również niebagatelna. Sięga 4000 dotychczas zidentyfikowanych śladów po szybach i hałdach. Pole krzemionkowskie jest, co prawda, powierzchniowo największe, ale w jego pobliżu mamy potwierdzenie istnienia kolejnych kilkunastu pól eksploatacyjnych. Jedynie kolejne dwa – rozpoznane wstępnie przez badania archeologiczne, noszące nazwy Borownia i Korycizna – zostały wskazane we wniosku nominacyjnym na Listę UNESCO Krzemionkowskiego Regionu Prehistorycznego Górnictwa Krzemienia Pasiastego – jako kolejne jego komponenty.

Wzgórze „Gawroniec” w Ćmielowie zawierające relikty osady ludzi eksploatujących krzemionkowskie kopalnie stało się dopełnieniem ww. wniosku, który został pozytywnie przyjęty przez Komitet Światowy, a unikalność tego zespołu zabytków potwierdzono w roku 2019 wpisem na Listę Światowego Dziedzictwa.

Nasza świadomość jest cały czas ograniczona postrzeganiem świata z perspektywy zaledwie kilku pokoleń wstecz, a jednocześnie rzadko zmusza nas do spojrzenia na perspektywy pokoleń następnych. Po części przyzwyczailiśmy się, że te horyzonty wyznaczają za nas uwarunkowania geopolityczne i trendy.

Nasz jednostkowy wpływ na nie wydaje się często iluzoryczny lub wręcz żaden, pomimo, iż akurat jako społeczeństwo mamy szczęście funkcjonować w systemie demokratycznym. To ostatnio wymienione uwarunkowanie pozwala mi na wyrażenie ostrożnej, lecz jednak nadziei. Nadziei, że pomimo faktów, które mogłyby świadczyć o traktowaniu przez nas wielu zabytków jak nieistotnych dla naszej egzystencji zbytków, będziemy w stanie uchronić najważniejsze dla nas dziedzictwo podobne krzemionkowskim polom górniczym przed utratą należnego im statusu i degradacją.

Read More
HistoriaNOTABENE 1985-2025

Antoni Bieżanek – mój dyrektor w „Żeromskim”

Któż z nas Żeromszczaków – absolwentów tego sławnego liceum, nie wspomina z łezką w oku swoich nauczycieli, a przede wszystkim dyrektora. Moim był legendarny profesor Antoni Bieżanek. Funkcję dyrektorską sprawował od roku 1947 (do 1962). Kiedy rozpoczynałem w roku 1956 naukę w Państwowej Szkole Ogólnokształcącej Stopnia Licealnego im. Stefana Żeromskiego (od roku 1960 szkoła nosi nazwą I Liceum im. Stefana Żeromskiego) profesor Bieżanek był jedną z najbardziej znanych postaci Kielc, cieszącą się dużą  popularnością. Z drugiej strony zaufaniem darzyła go władza ludowa, której przedstawicielom nierzadko pomagał uzupełniać wykształcenie. Ogromny autorytet miał także u swoich współpracowników, którzy widzieli w nim rzeczywistego rzecznika i nierzadko przyjaciela.

A były to czasy samowładzy Związku Młodzieży Polskiej, okres tzw. kultu jednostki. Osobom posiadającym rzeczywisty autorytet moralny nie łatwo było realizować odpowiedzialne zadania. I chociaż od roku 1948 dyrektor Bieżanek należał do PZPR, a w latach 1948-49 był formalnym opiekunem ZMP, to wg opinii współpracowników i młodzieży, dzięki jego zdecydowanej postawie rzadko dochodziło do sytuacji dwuznacznych, drażliwych i konfliktowych. Dyrektor nie uprawiał nigdy hałaśliwej propagandy i nie dopuszczał do  jej  stosowania w kierowanej przez siebie szkole.

Był świetnym pedagogiem. Mnie uczył logiki, ale także prowadził lekcje z historii i języka polskiego. Niezwykle opanowany, wzór spokoju i pobłażliwości, a równocześnie stanowczości i konsekwencji w realizacji stawianych sobie celów. Umiał wywołać i poprowadzić dyskusję, a także zachęcić do pracy na rzecz szkoły i społeczności lokalnej. Na lekcjach nigdy nie podnosił głosu. Szanowaliśmy dyrektora, w pełni czując jego ojcowską rękę. I co ciekawe wierzyliśmy, że uwielbiany przez nas „dyro” nie ma wrogów. Dawało to tak potrzebny w tamtych czasach spokój i stabilizację. Pamiętam, że był niezwykle wyrozumiały w stosunku do naszych szkolnych wybryków, pobłażliwie traktując dowcipnisiów.

Read More
HistoriaLiteraturaNasz ŚwiatSTANISŁAW ŻAK

Łaska słowa. O Wiesławie Myśliwskim na 90-lecie urodzin

Wiesław Myśliwski dużo i często mówi o języku, jako tworzywie literatury, o jego i jej funkcjach społecznych, poznawczych i powołuje się na filozofa Ludwiga Wittgensteina: „granice mojego języka oznaczają granice mojego świata”. Sądzę, że bohater Nagiego sadu stąd wywiódł swój sceptycyzm: „może tylko opowiedziany jestem i temu zawdzięczam swoje istnienie? […] bo i tak w końcu każdy jest na tyle, na ile opowiedziany zostanie albo sam się innym opowie”.[…]
Ważnym wątkiem w powieściach i dramatach Wiesława Myśliwskiego są rozważania o nowoczesności, cywilizacji i tradycji, zwłaszcza tradycji kultury chłopskiej. To wypieranie starego nowym nie zawsze jest najlepsze, bo przede wszystkim trzeba się wyzbyć przyzwyczajenia…

Read More
HistoriaNasz ŚwiatPolecane

List pamiątka 1974

Dziadek mój Antoni Znojkiewicz miał brata Franciszka, który mieszkał w Częstochowie. Gdy byłem dzieckiem, zaraz po wojnie, odwiedził moją mamę, już wdowę, w Kielcach. Czasem przysyłał mi potem 100 złotych na książki w dniu imienin. W 1964 roku tuż po studiach pojechałem do Częstochowy go odwiedzić. Pamiętam mieszkał biednie, sam w małym mieszkaniu na ulicy Narutowicza 38. Emeryt, stary kawaler, po urzędniczej karierze przypomniał mi postać Rzeckiego z Lalki Prusa. To ostatni list od brata mojego dziadka, cenna pamiątka wysłana z Częstochowy do Montrealu w 1974 roku.

Read More
HistoriaLiteraturaNasz ŚwiatSTANISŁAW ŻAK

Maniek

Do tej niedzieli ślubu Maryśki i Janka wszyscy niemal podejrzewali, że ktoś donosi Niemcom, co dzieje się we wsi, kto z kim się kłóci, kto zabił świnię, albo cielę, bo zaraz podjeżdżali żandarmi i zabierali mięso, a nawet zdarzyło się, że przyjechali w dwa dni po zabiciu i zabrali wszystkie wyroby: kiełbasy, kiszki, salcesony, szynki. Prawie zawsze zabierali gospodarza i dobrze jak wracał po paru godzinach obity, posiniaczony, a zdarzyło się też, że nie wrócił ani tego dnia, ani następnego, a po miesiącu przyszła kartka, że przebywa na robotach przymusowych. Wszyscy więc podejrzewali, gadali o tym, szukali, kto by to był, ale na tym się kończyło.

Read More