Około 35 miliardów złotych…
W wielu miejscach powódź zniszczyła wszystko. Informacje przekazywane przez stacje telewizyjne pokazują obrazy totalnego zniszczenia. Zburzone lub zalane do pierwszego piętra lub pod sam dach domy, szkoły, przedszkola, pozrywane mosty, przeprawy drogowe, tory kolejowe. Nie ma do dziś w wielu miejscach wody, gazu, elektryczności. Zalane sklepy, punkty usługowe, restauracje, szpitale. Nazwy miast zniszczonych przez wielką wodę wszyscy zapamiętamy na długo. Głuchołazy, Kłodzko, Lądek Zdrój, Stronie Śląskie, Nysa, Lewin Brzeski – to tylko niektóre z nich.
Teraz wielka fala (w niektórych miejscach stany alarmowe przekroczone zostały nawet o trzy metry) idzie na Głogów. Po drodze do morza woda napotka jeszcze kilka miast i wiele mniejszych miejscowości. Stan zagrożenia, alarm przeciwpowodziowy, stan klęski żywiołowej to także słowa, które nieustannie ostatnio słyszymy. Teraz, po wielu latach (powódź tysiąclecia w 1997 i powódź w 2010), wraca dyskusja na temat zbiorników przeciwpowodziowych, polderów zalewowych, wałów, całego systemu, który ma chronić przed powodziami. Wielki zbiornik, jak ten w Raciborzu Dolnym, mogący pomieścić 185 milionów metrów sześciennych wody, zapełniony prawie w stu procentach, uratował Wrocław i Opole.
