NOTABENE 1985-2025

AktualnościHistoriaNOTABENE 1985-2025

Stąd do (świetlanej) nieśmiertelności

Jak zostać naukowcem, specjalistą od średniowiecznych rękopisów? Są różne drogi, wszystkie długie i zawiłe. Moja droga zaczęła się w „Żeromskim”. Historia, literatura, języki, pani profesor Anna Nowacka-Rzepa i jej anielska cierpliwość dla naszych gramatycznych niedociągnięć w angielskim, który nie był wtedy tak popularny jak dziś, nieoceniony profesor Adam Wypych, który wymaganiami i znakomitą metodą wbijał nam do głowy przepiękny język rosyjski i jego poezję. I oczywiście pani profesor Małgorzata Kruszelnicka: z jaką dumą uczyłam się łaciny i greki – z przekonaniem – z wysokości moich szesnastu lat- że klasa klasyczna jest wyjątkową, elitarną wyspą wiedzy i kultury. Tu nie chodzi jedynie o to, czego nas szkoła nauczyła.

„Pamiętaj, że człowiek co chce uczynić może” ten romantyczny slogan pióra naszego patrona zdobił w naszych czasach fasadę szkoły i co rano od 7:30 zachęcał nas, bardzo zaspanych, do działania. Dla redaktorów „Notabene” nie było rzeczy niemożliwych: przekonać pana dyrektora Różańskiego, że nowe szkolne pismo jest pedagogicznym desideratum, zapewnić quasi-naukowy poziom, nawiązać kontakty (dzięki Profesor Kruszelnickiej), z wydziałem literatury klasycznej Uniwersytetu Łódzkiego, czy brnąć przez śniegi na wojskowy poligon na Bukowce, ponieważ w latach stanu wojennego nawet pisma klasyczne były poddane cenzurze wojskowej – zresztą Pan Oficer bardzo sobie nasze pismo cenił. Ta ciekawość, dociekliwość, a także wolność tworzenia były dla nas, dla mnie osobiście, wianem na przyszłość, początkiem pasji, która stała się moim zawodem. A ponieważ mówimy o edukacji, po tym przydługim wstępie, niech wolno mi będzie podzielić się z Czytelnikiem kilkoma obserwacjami niejako „z mojej półki”.

Jak wyglądały szkoły w przeszłości, jak młodzież zdobywała wiedzę, jaką wiedzę i po co? Pytania, które sobie zadajemy dzisiaj były zawsze aktualne. Moje badania nad średniowiecznymi rękopisami hebrajskimi pozwoliły mi uchylić okna i zajrzeć do klasy w żydowskiej wspólnocie w Fustat (starym Kairze) w XI wieku. Nie jest łatwo odtworzyć życie i edukację dzieci i młodzieży sprzed tysiąca lat.

Read More
FilozofiaNOTABENE 1985-2025

Nowoczesne państwo z ducha sakralizacji

Na początku XX wieku kategoria sekularyzacji nabrała sensu metaforycznego i odnosiła się nie do transferu kościelnych ziem i nieruchomości, ale teologicznych pojęć. W 1905 roku niemiecki socjolog – Max Weber – wyjaśniał w ten sposób genezę „ducha kapitalizmu” – pisze Robert Pawlik w „Teologii Politycznej Co Tydzień”: „Przestrzeń (de)sekularyzacji”.

Sekularyzację uważa się za centralny fenomen nowoczesnego świata. W wersji skrajnej rozumiana jest dzisiaj jako teoria historiozoficzna, w myśl której stopniowe uwalnianie się kolejnych dziedzin od religii stanowi stałą cechę procesu dziejowego. Warto jednak przypomnieć, że sekularyzacji pierwotnie nie rozumiano jako „zaniku sacrum”.

Saecularisatio to termin techniczny z zakresu prawa kanonicznego, używany na oznaczenie przejścia zakonnika żyjącego we wspólnocie klasztornej do stanu duchownego świeckiego (saecularis). Nowego znaczenia słowo to nabrało w XVII stuleciu. W ramach pertraktacji toczących się wokół Traktatu Westfalskiego kończącego Wojnę Trzydziestoletnią, zaproponowano, aby majątki katolickie przejmowane przez protestantów nie uległy całkowitemu „odkościelnieniu”, lecz zostały „zsekularyzowane”; tj. przy zagwarantowaniu ewangelikom prawa do ich używania, zachowały status prawny „dóbr kościelnych”.

Tutaj zatem sekularyzacja oznaczała przechodzenie w świeckie ręce dóbr kościelnych, które jednak – z punktu widzenia prawnego – nadal pozostawały własnością Kościoła. Wraz z falą kasat klasztornych, która przetoczyła się przez Europę na przełomie XVIII i XIX wieku mianem „sekularyzacji” określano systematyczne przejmowanie przez państwo ziem i nieruchomości należących do Kościoła katolickiego.

Read More
HistoriaNOTABENE 1985-2025

Zabytki czy zbytki?

Nasze ziemie dostarczają natomiast jeszcze innych dowodów na działalność ludzką, której skala wymagała z pewnością dobrej organizacji i zarządzania. Krzemień pasiasty wydobywany przez ponad dwa tysiąclecia na gruntach położonej w pobliżu obecnego Ostrowca Świętokrzyskiego dawnej wsi Krzemionki wydaje się ciekawym przykładem surowca, który mobilizował do wzmożonej i po części trudno wytłumaczalnej pracy. Zadziwiać może sama powierzchnia, na której notujemy relikty pradziejowych wyrobisk górniczych, bo wykracza ona zdecydowanie poza areał nieistniejącej obecnie wsi Krzemionki, obejmując ok. 70 ha.

Liczba pozostałości po kopalniach jest również niebagatelna. Sięga 4000 dotychczas zidentyfikowanych śladów po szybach i hałdach. Pole krzemionkowskie jest, co prawda, powierzchniowo największe, ale w jego pobliżu mamy potwierdzenie istnienia kolejnych kilkunastu pól eksploatacyjnych. Jedynie kolejne dwa – rozpoznane wstępnie przez badania archeologiczne, noszące nazwy Borownia i Korycizna – zostały wskazane we wniosku nominacyjnym na Listę UNESCO Krzemionkowskiego Regionu Prehistorycznego Górnictwa Krzemienia Pasiastego – jako kolejne jego komponenty.

Wzgórze „Gawroniec” w Ćmielowie zawierające relikty osady ludzi eksploatujących krzemionkowskie kopalnie stało się dopełnieniem ww. wniosku, który został pozytywnie przyjęty przez Komitet Światowy, a unikalność tego zespołu zabytków potwierdzono w roku 2019 wpisem na Listę Światowego Dziedzictwa.

Nasza świadomość jest cały czas ograniczona postrzeganiem świata z perspektywy zaledwie kilku pokoleń wstecz, a jednocześnie rzadko zmusza nas do spojrzenia na perspektywy pokoleń następnych. Po części przyzwyczailiśmy się, że te horyzonty wyznaczają za nas uwarunkowania geopolityczne i trendy.

Nasz jednostkowy wpływ na nie wydaje się często iluzoryczny lub wręcz żaden, pomimo, iż akurat jako społeczeństwo mamy szczęście funkcjonować w systemie demokratycznym. To ostatnio wymienione uwarunkowanie pozwala mi na wyrażenie ostrożnej, lecz jednak nadziei. Nadziei, że pomimo faktów, które mogłyby świadczyć o traktowaniu przez nas wielu zabytków jak nieistotnych dla naszej egzystencji zbytków, będziemy w stanie uchronić najważniejsze dla nas dziedzictwo podobne krzemionkowskim polom górniczym przed utratą należnego im statusu i degradacją.

Read More
FilozofiaNOTABENE 1985-2025

Najważniejszy przedmiot w szkole

Instytucja szkoły w naszej cywilizacji ma bardzo długą tradycję, sięgającą czasów antycznych. Sama nazwa grecka (schole – czas wolny) wskazuje na specyfikę życia człowieka, w którym po wykonaniu wszystkich spraw koniecznych, związanych z zaspokojeniem podstawowych potrzeb (tu wymieniano jedzenie, ubranie i schronienie), pojawia się właśnie czas wolny, który trzeba właściwie zagospodarować. Jako że człowiek naturalnie pojawia się i rozwija w rodzinie, dzieci do pewnego wieku są pod opieką rodziców i nie muszą pracować, mając właśnie czas wolny.

To w tamtych czasach też pojawiła się koncepcja wychowania – paideia – rozumianego jako uprawa ducha ludzkiego, w kręgu łacińskim nazwana potem kulturą. Od początku bowiem zdawano sobie sprawę, ze człowiek posiada różnorodne zdolności, możliwości poznawania, działania i tworzenia, które można rozwijać.

Jak pisał Arystoteles, człowiek wydoskonalony jest najlepszą z istot żyjących, tak bez prawa i poczucia sprawiedliwości najgorszym ze wszystkich. Ta swoista uprawa wnętrza człowieka, podobnie do uprawy roli, co może dać większe i lepsze plony, jest właśnie jego kulturą.

Oczywiście proces takiego kształcenia i wychowania nie dotyczy tylko dzieci, wtedy nazywany był pedagogią (prowadzenie, kierowaniem dziecka przez pedagoga, potem nazwa zaczęła przysługiwać specjalnej dziedzinie nauki), ale także ludzi dorosłych, a wtedy przechodzi on już raczej w samowychowanie.

W ten sposób pojawiła się też myśl o maksymalnym możliwym dla danego człowieka rozwoju wszystkich zdolności ludzkich (optimum potentiae), a życie na miarę tego maksimum, czyli ich realizacja prowadziła do spełnienia się (szczęścia).

Read More
HistoriaNOTABENE 1985-2025

Antoni Bieżanek – mój dyrektor w „Żeromskim”

Któż z nas Żeromszczaków – absolwentów tego sławnego liceum, nie wspomina z łezką w oku swoich nauczycieli, a przede wszystkim dyrektora. Moim był legendarny profesor Antoni Bieżanek. Funkcję dyrektorską sprawował od roku 1947 (do 1962). Kiedy rozpoczynałem w roku 1956 naukę w Państwowej Szkole Ogólnokształcącej Stopnia Licealnego im. Stefana Żeromskiego (od roku 1960 szkoła nosi nazwą I Liceum im. Stefana Żeromskiego) profesor Bieżanek był jedną z najbardziej znanych postaci Kielc, cieszącą się dużą  popularnością. Z drugiej strony zaufaniem darzyła go władza ludowa, której przedstawicielom nierzadko pomagał uzupełniać wykształcenie. Ogromny autorytet miał także u swoich współpracowników, którzy widzieli w nim rzeczywistego rzecznika i nierzadko przyjaciela.

A były to czasy samowładzy Związku Młodzieży Polskiej, okres tzw. kultu jednostki. Osobom posiadającym rzeczywisty autorytet moralny nie łatwo było realizować odpowiedzialne zadania. I chociaż od roku 1948 dyrektor Bieżanek należał do PZPR, a w latach 1948-49 był formalnym opiekunem ZMP, to wg opinii współpracowników i młodzieży, dzięki jego zdecydowanej postawie rzadko dochodziło do sytuacji dwuznacznych, drażliwych i konfliktowych. Dyrektor nie uprawiał nigdy hałaśliwej propagandy i nie dopuszczał do  jej  stosowania w kierowanej przez siebie szkole.

Był świetnym pedagogiem. Mnie uczył logiki, ale także prowadził lekcje z historii i języka polskiego. Niezwykle opanowany, wzór spokoju i pobłażliwości, a równocześnie stanowczości i konsekwencji w realizacji stawianych sobie celów. Umiał wywołać i poprowadzić dyskusję, a także zachęcić do pracy na rzecz szkoły i społeczności lokalnej. Na lekcjach nigdy nie podnosił głosu. Szanowaliśmy dyrektora, w pełni czując jego ojcowską rękę. I co ciekawe wierzyliśmy, że uwielbiany przez nas „dyro” nie ma wrogów. Dawało to tak potrzebny w tamtych czasach spokój i stabilizację. Pamiętam, że był niezwykle wyrozumiały w stosunku do naszych szkolnych wybryków, pobłażliwie traktując dowcipnisiów.

Read More
NOTABENE 1985-2025Polityka

KIELCE. Tajemnice okręgu 33

15 września 2023

Stało się jasne, że pozostający zazwyczaj na uboczu okręg wyborczy nr 33 będzie jedną z ważniejszych, jeśli nie najważniejszą areną parlamentarnej kampanii.

Jak na region, który nawet nie ma prawdziwego lotniska, to województwo zawsze było ulubionym terenem spadochroniarzy. Rozkładali widowiskowo swoje czasze, a po wylądowaniu na długie miesiące lub lata znikali, by znów pojawić się na publicznym widoku przed kolejnymi wyborami. Krzysztof Bosak, Tomasz Kaczmarek (znany lepiej jako agent Tomek), Beata Kempa, Anna Krupka (nazywana przez złośliwych makijażystką prezesa), Tomasz Nałęcz, Grzegorz Schetyna, Bartłomiej Sienkiewicz, Paweł Zalewski czy Zbigniew Ziobro – to osoby, których realne związki z regionem ograniczały się zwykle do zdobycia mandatu. To nie Jarosław Kaczyński wymyślił, że Świętokrzyskie warte jest wyborczej mszy.

Pierwszym politykiem, który skutecznie odwołał się do mieszkającego w tej części Polski elektoratu i uczynił z niego trampolinę do ogólnopolskiego zwycięstwa, był Aleksander Kwaśniewski. Okręg wyborczy 33 to nieoczekiwane dziecko reformy administracyjnej, przeprowadzonej pod koniec lat 90. przez rząd Akcji Wyborczej Solidarność i Unii Wolności.

Premier Jerzy Buzek, przygotowując założenia podziału Polski na samorządowe województwa, nie przewidywał istnienia regionu ze stolicą w Kielcach. Świętokrzyskie miało stać się częścią Małopolski. Dopiero silny protest społeczny, wsparty wetem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, zmusił sejmową większość do wykrojenia na mapie Świętokrzyskiego. Nowy region pozbawiony został co prawda okolic Miechowa, ale zyskał tereny wokół Sandomierza i Staszowa, przynależące wcześniej do województwa tarnobrzeskiego.

Nieduży obszar i relatywnie niskie zaludnienie z 1,2 mln mieszkańców, a także brak poza Kielcami drugiego silnego ośrodka miejskiego sprawiły, że cały teren województwa został jednocześnie okręgiem wyborczym w wyborach do Sejmu. Z 16 mandatami do wzięcia jest dziś drugim największym okręgiem w kraju. Więcej mandatów poselskich można zdobyć jedynie w Warszawie.

Read More
FelietonyNOTABENE 1985-2025

Nie czekajmy na barbarzyńców

W połowie lat ’80 XX wieku, czyli w czasie, kiedy przekładaliśmy Horacego inne imperium chyliło się ku upadkowi i co zabawne ani jego przywódcy ani mieszkańcy też tego nie dostrzegali. W roku 1987 już jako student KUL-u uczestniczyłem w spotkaniu z pewnym profesorem socjologii z Freie Universität z Berlina Zachodniego. Zapytałem go jak długo przetrwa Związek Radziecki. Po namyśle odpowiedział, że jeszcze co najmniej 25 lat! Wszyscy się z nim zgodziliśmy.

Jak wiemy, bo mamy już odpowiednią perspektywę Związek Radziecki ani materialnie, ani duchowo nie wniósł do naszej cywilizacji nic pozytywnego. Przeciwnie pozostawił po sobie wirusa zniewolenie umysłu, który okazał się być trwalszy niż komunizm. Rosyjska Federacja – spadkobierca ZSRR  jest państwem mafijnym z zalegalizowanym  barbarzyństwem. Jak to wygląda w praktyce widzimy na ukraińskim froncie.
A dzisiaj, w tej chwili czyjego upadku nie jesteśmy świadomi? Zachodniej cywilizacji?  Stanów Zjednoczonych? Chin? A może III Rzeczypospolitej?

Read More