AktualnościLiteraturaProjekt kulturalny

Humanistyczne przesłanie „Zwyczajnego życia” Karela Čapka


Karel Čapek urodził się w roku 1890 w Malé Svatoňovicach. Miał siostrę Helenę oraz brata Józefa. Helena napisała monografię rodzinną, w której kładła szczególny nacisk na korzenie chłopskie, z których była dumna. Józef był uzdolniony plastycznie i artystycznie; razem z Karelem pisali swoje pierwsze bajki i opowiadania. We wspomnieniach Józefa można przeczytać, że matka była wrażliwą, energiczną i oczytaną osobą – co, dzięki domowej biblioteczce, rozwijało kulturowo całą rodzinę. Ojciec natomiast jawi się w monografii Heleny jako „dobrotliwy, pogodny olbrzym, od świtu do nocy pogrążony w pracy i spieszący na każde zawołanie ludziom z pomocą”.
Źródło: Halina Janaszek-Ivaničková, Karel Čapek, Warszawa 1985.

Karel był czeskim pisarzem, prozaikiem i dramaturgiem tworzący w XX wieku. Uważany był za pioniera fantastyki naukowej oraz za twórcę, który jako pierwszy wprowadził do literatury termin „robot” w swoim dramacie R.U.R. w 1921 roku. Jak piszę Halina Janaszek- Ivaničková w książce o Karelu Čapku, słowo to zostało wymyślone przez jego brata Józefa, a neologizm pochodzi od słowa „robota”, oznaczającego „przymusową pracę w feudalnym majątku”.

Dokonania naukowe Karela Čapka są imponujące: od opowiadań dla dzieci i relacji z podróży w formie listów, poprzez utwory fantastyczne, stanowiące najważniejszą część twórczości, aż po wywiady z pierwszym prezydentem Czechosłowacji Tomášem Masarykiem. W każdej z wymienionych form Čapek ukazywał swoje podejście do życia, a przede wszystkim do prawdy. Był zwolennikiem współdziałania i jednoczenia się ludzi oraz szerzenia dialogu międzykulturowego, co deklarował w 1925 roku będąc przewodniczącym sekcji Pen-Clubu czyli międzynarodowej organizacji pisarzy, mającej na celu promowanie literatury i obronę wolności słowa. Pozostawał zawsze lojalny wobec najbliższych, co udowodnił w roku 1921 opuszczając redakcję dziennika Národní listy w ramach protestu po wyrzuceniu z niej jego brata Józefa.

Zwyczajne życie jest krótkim opowiadaniem, trzecią i zarazem ostatnią częścią trylogii – Hardabul, Meteor, Zwyczajne życie. Meteor został odznaczony nagrodą państwową, a Zwyczajne życie zostało nominowane do Nagrody Nobla, jednak ostatecznie jej nie przyznano.

Cytaty pochodzą z książki: Karel Čapek Hardabul, Meteor, Zwyczajne życie, przeł. P. Hulka-Laskowski, Warszawa 1977. Dokładne numery stron zostaną podane w nawiasach bezpośrednio po cytatach.

W Zwyczajnym życiu, Karel skupia się na analizie procesu starzenia się i związanych z nim kwestiach moralnych. W opowiadaniu głównym bohaterem jest urzędnik Adam Kindy, który będąc już w podeszłym wieku, dokonuje podsumowania swojego życia, rozważając jego sens i wartość.

Bohater z początku, mówi o swoim życiu w sposób prosty – „co za piękne, zwyczajne, nieciekawe życie! Ani jednej przygody, ani jednej walki, nigdzie nic tragicznego czy wyjątkowego” (s. 302). Przypomina sobie sterty książek, które przeczytał o niesamowitych ludziach oraz podróżach, zwracając uwagę, dlaczego one tak wyglądają, skoro życie „nie jest nadzwyczajną i wyjątkową przygodą, ale prawem powszechnym” (s. 303).

Podczas wspominania lat młodzieńczych, ukazuje kim był jego ojciec i matka. Zwraca uwagę, że jako dziecko na podwórku jest się traktowanym zgodnie z szacunkiem, jakim darzony jest rodzic – im większy szacunek dla rodzica, tym większy dla jego dziecka. W szkole jest inaczej, rozróżnia się dzieciaki jedynie po ich nazwiskach, nie patrzy się na profesje rodziców. Opisuje przypadek rówieśników, gdzie jeden nie znalazł żadnej grupy, a gdy został pochwalony przez nauczyciela to się popłakał ze szczęścia, którego nigdy wcześniej nie zaznał. Kindy zaczyna wówczas dzielić światy, które opisuje, na świat dzieci i rodziców, świat szkolny, czy świat władzy i stanowisk (do którego zalicza proboszcza i nauczyciela). O miłości szkolnej mówił, że jest ona uczuciem „zbyt ciężkim i męczącym, więc czasem trzeba od niej odpocząć w zwyczajnej przyjaźni czy koleżeństwie” (s. 315).

Od ojca nauczył się, że „pieniądze są na to, żeby w nich było widać pracę, cnotę pilności i wyrzeczenie” (s. 319). To przekonanie towarzyszyło mu przez całe życie, dzięki czemu jako urzędnik wyróżniał się pracowitością i oszczędnością. O matce Kindy wspomina rzadziej, twierdził, że była „zbyt uczuciowa, przeżywała wszystko jakość dramatycznie” (s. 320). W jego pamięci pozostała jako osoba wiecznie zmagająca się z chorobą lub cierpieniem. Większe wrażenie robił na nim ojciec, który – jak sam to ujął – emanował siłą oraz zapachem tytoniu i męskości.

Swoją przyszłą pracę w życiu traktował bardzo poważnie, kochał ją i uważał, że receptą na szczęście w życiu jest, jak mówił, „żeby to co robimy robić z miłości dla sprawy” (s. 345). Porównał swoją pracę do zabawy mówiąc, że każdy z ludzi w życiu ma swój ogródek: „każdy z nich miał swoją własną grę i zabawę w rzemiosło, w gospodarstwo domowe, w miasteczko. Ale teraz, gdy już jesteśmy dorośli i poważni, bawimy się wspólnie, bawimy się w stację kolejową” (s. 348).

Po ślubie z Niemką, którą poznał podczas pracy na stacji, zamieszkali razem, a on przeniósł się na inną, dużą stację. Wspomina ten okres jako dobry i pełen siły – miał odpowiedzialną pracę oraz kochającą żonę, którą uważał za przyjaciela godnego zaufania, ten świat określał jako „świat zaufania, sympatii i porozumienia, a wszystkich innych pal diabli” (s. 357).

Po śmierci żony często ją wspominał. Nie lubił jednak wracać myślami do ostatnich chwil jej życia, gdy ciężko chorowała, za to okres wspólnego mieszkania na stacji pamiętał jako czas największego spokoju. Teraz Kindy ma gospodynie, ta troszczy się o niego jak umie, ale jak wspomina „gdy szukam choćby tylko chustki do nosa, albo gdy spod łóżka wyławiam trzewiki, wtedy dopiero, Boże mój, widzę, ile miłości i uwagi było w tym porządku i w tym wszystkim, i czuje się taki osierocony, aż mi się gardło ściska” (s. 363).

Po pewnym czasie, Kindy przyjął pracę na dworcu kolejowym w Pradze. Była to dla niego wielka szansa i awans. Czuł się jakby osiągnął cel swojego zwyczajnego życia. Jednakże po zmianie pracy jego stan zdrowotny i psychiczny uległ pogorszeniu. Wojna obrzydziła mu koleje, jak sam mówi czuł, że jest ona brudna i zapaskudzona. Pracy w ministerstwie nie znosił, nienawidził tej papierologii mimo, że był już grubą rybą, posiadał tytuł i wszyscy mu się kłaniali.

W dalszych rozdziałach opisywany jest wewnętrzny dialog, podsumowujący życie Adama Kindy’ego. W swoim życiu doszedł do mementu w którym, jest już „tylko on i nie ma nic oprócz niego: dom, uregulowane życie i miłość małżeńska, wszystko służy tylko jego wygodzie i wielkości. Jest panem i stacji, i domu. Prawda, że to malutki i zamknięty świat, ale to jest jego świat, który mu ulega” (s. 378). W tym opisie Kindy spiera się sam ze sobą, przyznając, że jest egoistą, samolubem i służbistą, że w jego życiu liczył się tylko on sam, jego cele i jego dom, a wszystko inne musiało być podporządkowane jego potrzebom. Podważa też, niektóre kłamliwe historię, które przedstawił nam wcześniej, na przykład swoje zauroczenie ciemnowłosą rówieśniczką w wieku ośmiu lat. Przyznaje, że nie była to niewinna fascynacja – to właśnie przy niej po raz pierwszy doświadczył rozkoszy zła, śledząc ją obsesyjne, choć ona czasem biła go, szarpała za włosy czy gryzła po uszach. jak wyznaje w dialogu wewnętrznym „zepsuła cię do gruntu, ośmioletniego smyka, i do tego czasu to zepsucie pozostało w tobie… przez całe życie” (s. 403).

Tocząc dalej wewnętrzną batalię, ujawnia, że w swoim życiu przybierał kilka różnych osobowości:
1. Szczęśliwy człowiek – spełniony zawodowy, mający wspaniałą pracę i kochającą żonę;
2. Człowiek o mocnych łokciach – dążący do tego, by jak najwięcej dla siebie zagarnąć;
3. Hipochondryk – odziedziczył tę cechę po matce, która wpędziła go w kompleks niskiej wartości;
4. Romantyk – po śmierci żony jego pogląd na miłość się zmienił; jako student pisał poezję, wspominając: „zupełnie jak z Arturem Rimbaud! Poezja, która zapłonie naglę niby meteor” (s. 389);
5. Życie wzgardzone – część siebie, którą chciał na zawsze wymazać z pamięci, ukrywając ją za innymi swoimi tożsamościami.

Sam Kindy nie jest w stanie zliczyć ile tych żywotów istnieje, a pomyśleć, że te wszystkie żywoty składają się na jego zwyczajne i proste życie. Zwraca uwagę, że „przez całe życie takie postacie walczą w nas ze sobą i załatwiają swoje nie kończące się porachunki” (s. 421).

W ostatnim rozdziale opowiadania ujawnia się humanizm – idea, której gorącym zwolennikiem był Karel Čapek i która, moim zdaniem, stanowi główne przesłanie utworu. Kindy mówi:

„Każdy z nas to my, każdy z nas jest tłumem nieprzeliczonym i gubiącym się w dali. Przyjrzyj się sobie dobrze, człowieku, i zrozum, że jesteś niemal całą ludzkością. I to jest takie straszne. Gdy grzeszysz, obciążasz winą ich wszystkich, a każdą boleść i małość twoją dźwiga cały ten wielki tłum. Nie wolno ci, nie wolo, prowadzić tylu ludzi drogą poniżenia i małości. Ty jesteś Ja, ty prowadzisz i jesteś za wszystkich odpowiedzialny. Wszystkich ich miałeś dokądś doprowadzić” (s. 433)

„Kimkolwiek jesteś, jesteś moim nieprzeliczonym ja. Jesteś czymś dobrym albo złym, co jest także we mnie. Nawet gdybym cię nienawidził, nie zapomnę nigdy o tym, jak strasznie jesteś mi bliski. Miłować będę bliźniego swego, jak samego siebie. I lękać go się będę jak samego siebie, i opierać się mu będę jak samemu sobie. Jego brzemię czuć będę na sobie, jego boleści trapić mnie będą i cierpieć będę nad bezprawiem, którego dopuszczają się na nim. Im bliższy mu będę, tym więcej odnajdywać będę samego siebie. Ograniczać będę egoistę, albowiem sam jestem egoistą, i służyć będę choremu, albowiem sam jestem chory. Nie ominę żebraka u drzwi świątyni, bo sam jestem ubogi jak on, i przyjaźnić się będę ze wszystkimi, którzy pracują, albowiem jestem jednym z nich” (s. 434-435)

Na samym końcu tej drogi czekał na Kindy’ego ostatni pociąg. „Zwyczajny pociążek, taka poczciwa ciuchcia, co zatrzymuje się na każdej stacji” (s. 436). To wizja śmierci jako naturalnej części życia – kończącego się tak samo zwyczajnie i spokojnie, jak toczy się każdego dnia.

Čapek poprzez postać Adama Kindy’ego podkreśla znaczenie refleksji nad sobą i akceptacji zarówno własnych zalet, jak i słabości. Przekazuje, że nawet w najbardziej zwyczajnym życiu kryją się momenty, które nadają mu sens i wartość, a każdy człowiek ma w sobie coś wyjątkowego. Autor zachęca do dostrzegania i doceniania tych zwyczajnych chwil, które często są fundamentem prawdziwego człowieczeństwa.