Iluzja przemijania
Przeczuwałem to od dawna, ale dopiero mieszkając na Cyprze zauważyłem, jak łudząca jest periodyzacja dziejów w nauce, dzielenie na przed i po, wyznaczanie granic, kiedy jedno się kończy, a drugie zaczyna. Cypr jest dobrym laboratorium do badania ciągłości kultury. Historia tu nie przeminęła, ona się odłożyła. Jeśli tylko zdobędziemy się na mały wysiłek poznawczy, otworzymy się na doświadczenie, uruchomimy wyobraźnię i trochę pojeździmy po tej ziemi, to zobaczymy jak to co archaiczne jest tu nadal obecne, żyje w kulturze, religii i obyczaju, po prostu spokojnie trwa od tysiącleci.
Piszę te słowa siedząc na balkonie, z którego roztacza się widok na odległą ode mnie o kilka kilometrów wieś Kouklia. Na niewielkim płaskowyżu i rysujących się za nim wzgórzach Lasu Orites zachodzące słońce kładzie długie cienie. 2300 lat temu wznosiły się tam mury starego Pafos – potężnego miasta państwa – jednego z dwunastu królestw Cypru. Archeolodzy szacują, że zajmowało powierzchnię od 65 ha do 144 ha. Swoją sławę gród zawdzięczał Sanktuarium Afrodyty. Był to jeden z najważniejszych ośrodków kultu starożytnego świata. Corocznie w czerwcu z całego świata śródziemnomorskiego przybywały tu dziesiątki tysięcy pielgrzymów, aby oddać hołd bogini miłości, piękna i płodności.
Tak Homer intonuje piąty hymn do Afrodyty, z pewnością śpiewany wtedy przez jej wyznawców:
Muzo, opowiedz mi czyny złotej Afrodyty Cypryjskiej, która wznieca słodką namiętność w bogach i ujarzmia plemiona śmiertelników i ptaki latające w powietrzu, i wszystkie liczne stworzenia, które hoduje suchy ląd i całe morze: wszyscy oni kochają czyny bogatej korony Cytherei.
Podczas Afrodyzjów, bo tak nazywano święto, pielgrzymi szli w procesji, rytualnie obmywali posąg w morzu i składali ofiary – malowane figurki zwierząt, perfumy, balsamy, libacje z miodu, naleśniki „ψαιστία” (psestia) i owoce. W świątynnym ogrodzie uprawiano też rytualną prostytucję. Kobiety przed zamążpójściem przynajmniej raz miały oddać się za pieniądze nieznajomemu mężczyźnie, a uzyskane wynagrodzenie ofiarowały Afrodycie. Dla antycznych Greków nie było w tym zwyczaju nic niestosowego. Starożytni akceptowali świat takim jakim stworzyli go bogowie. Płodzenie, cykl narodzin, życia i śmierci nie miały w sobie pierwiastka dobra czy zła. Człowiek mógł tylko płynąć z nurtem życia twardo trzymając się rzeczywistości. Chęć zasłużenia na przychylność bogini miłości i płodności była całkiem rozsądna.
Miasto, a wraz z nim sanktuarium powstały ok 1000 lat p.n.e. W IV w. p.n.e. król Nikokles zdecydował się wybudować całkiem nowe miasto i port nad położoną 15 km na zachód zatoką i tam powędrował ze swoim ludem. Sanktuarium Afrodyty zostało na starym miejscu. Jego kres nastąpił w 391 r. n.e., kiedy cesarz Teodozjusz wydał edykt zabraniający kultywowania pogaństwa w imperium.
Po kolejnych wiekach po sanktuarium nie zostało ani śladu. Dzisiaj teren świątyni jest przekształcony w muzeum z parkiem archeologicznym. Nie znajdziemy tam marmurowej świątyni, bo nigdy jej nie było. Był za to ogromny ogród. W jego centrum stał zadaszony ołtarz przed kamiennym stożkiem. Ten aikoniczny obiekt utożsamiano z Boginią. Jakimś cudem kamień przetrwał do naszch czasów i możemy go oglądać w jednej z sal wystawowych na terenie muzeum.
Czy triumf chrześcijaństwa rzeczywiście zamknął na zawsze rozdział o nazwie starożytność? Na Cyprze, a szerzej na Bliskim Wschodzie nie jest to takie oczywiste.
Nowy kult potrzebował dogmatów, liturgii i ikonografii. Chociaż cesarz i jego dwór byli chrześcijanami to nadal byli też Rzymianami. Język, kultura, sztuka, administracja, technologia, gospodarka nie uległy metamorfozie. Poza religią niewiele się zmieniło. Stolicę imperium przeniesiono do Konstantynopola, bo był bezpieczniejszy od zagrożonego najazdami barbarzyńców Rzymu. Za potężnymi murami miasta bronionego przez okalające go wody Morza Marmara i Bosforu zostało zamrożone dziedzictwo starożytnego imperium. Sztuka religijna całymi garściami czerpała ze starych technik, wzorców ikonograficznych oraz tradycji innych wyznań.
Grecki Cypr należał do bizantyjskiego świata. Jak grzyby po deszczu wyrosły tu dziesiątki bazylik. Niektóre monumentalne jak ta w starożytnej Salaminie, w Kurionie, czy w Amathus (tuż przy drodze do Limassol). Budynki nie miały w sobie nic oryginalnego. Naśladowały rzymskie obiekty sądowe. Inwazja arabska w VIII w oraz trzęsienia ziemi zburzyły wszystkie. Skalę i rozmach z jakim je budowano możemy nadal podziwiać dzięki archeologicznym odkrywkom.
W Pafos wiosenne Afrodyzje zastąpiono Zielonymi Świątkami, które pod nazwą pięćdziesiątnicy są jednym z 12 najważniejszych świąt kościoła prawosławnego. Pielgrzymi przynoszą ze sobą do cerkwi pęki ziół oraz ciasto z miodu. Z ikon spogląda na nich Bogarodzica siedząca majestatycznie na cesarskim tronie. Otacza ją bizantyjski dwór. Jego niebiańskimi urzędnikami są anioły i święci. Ich szaty mają rzymski krój. Matka Boga odziana w purpurę wskazuje na małego Jezusa dzierżącego starożytny zwój z pismem i bezgłośnie mówi – oto jest wasz Pan. Wieśniacy jak kiedyś petenci przybywający do urzędu proszą o deszcz, obfity plon, o płodność swoich trzód i błogosławieństwo posiadania dzieci.
Bizantyjska administracja oparta była na rzymskim prawie, ale dworski rytuał miał perski rodowód. Artyści podkreślali majestat władzy brakiem emocji, hieratycznością, brakiem cielesności postaci. Nadanie boskiego statusu królowi i jego rodzinie to koncepcja z zamierzchłej przeszłości, powszechnie kultywowana w cywilizacjach starożytnego wschodu. Cesarz i najwyżsi urzędnicy imperium nie byli ubóstwieni, ale towarzyszący im na świątynnych mozaikach święci i aniołowie zamieszkiwali Nowy Olimp. Cesarz podobnie jak sumeryjscy, asyryjscy czy egipscy kapłani był zaś pośrednikiem między ziemią, a niebem. Przykłady tej bizantyjską wizji ziemskiej i niebiańskiej hierarchii można podziwiać w kilkunastu kościołach w Górach Troodos. Nie są duże, ale za to bogato zdobione malarstwem ściennym. Najstarsze pochodzą z XII wieku i chociaż chronologicznie powstały już w średniowieczu to ikonograficznie czerpią ze starożytnej tradycji.
Kult Matki Ziemi – Matki Bogów ma chyba najdłuższy rodowód w dziejach ludzkości. Badacze spierają się o to, czy kult Afrodyty cypryjskiej rozwinął się jako autochtoniczny, czy został importowany z nieodległej Anatolii. Afrodyta pojawia się w homerowych hymnach w VIII w. p.n.e. jako Kiteryjka, a w cypryjskich źródłach pod swoim obecnym imieniem dopiero pod koniec IV wieku, czyli w czasach ptolemejskich. Wcześniej do bogini zwracano się Wanassa, co znaczyło niezależna. Poza Pafos czczono ją pod imieniem Asztarte w fenickim mieście – państwie Kition (dzisiaj Larnaka) oraz w królestwie Amatus (dzisiaj Limassol). Popularne było łączenie bogów w pary. Na Cyprze Afrodytę wiązano z Adonisem i Apollem. Legenda o Adonisie, jego śmierci i cyklicznym powrocie na ziemię z otchłani Hadesu, jak wiele innych podobnych przekazów nawiązuje do rytmu pór roku, nieskończonego trwania życia zwanego przez Greków Zoe. Chrześcijaństwo wyrosło na żyznej glebie tradycji religijnych Bliskiego Wschodu. Cypr z uwagi na swoje geograficzne położenie miał wyjątkowo uprzywilejowaną pozycję. Od zarania dziejów swój kulturowy depozyt składały tu wszystkie liczące się cywilizacje regionu. Co znamienne pomimo wojen, trzęsień ziemi, zaraz i innych nieszczęść ten dorobek nie został nigdy całkowicie zniszczony. Nawet chrześcijaństwo pomimo swojego opresyjno-biurokratycznego aparatu nie tylko wchłonęło, ale wręcz zbudowało swój system na zastanych wzorcach. Wiele takich przykładów znajdziemy w kolekcji ikon i fresków w Muzeum Bizantyjskim w Pafos- Giroskopu oraz w Nikozji. Oba muzea należą do Cypryjskiego Kościoła Prawosławnego. Oba zostały w ostatnim czasie odnowione, a to z Nikozji właśnie otwarto po remoncie w kwietniu tego roku.
Cypr zachował ciągłość kultury przez co najmniej 6 tysięcy lat. Z jednej strony prowincjonalny, ale z drugiej często znajdujący się w głównym nurcie wydarzeń miał też długie okresy, kiedy cieszył się kulturową niezależnością. Nawet w najmroczniejszych czasach panowania Franków, a po nich Wenecjan i Turków etniczną większość miała tu prawosławna ludność greckojęzyczna. Pamięć o Afrodycie, opiekunce wyspy przetrwała w potajemnych wiejskich obyczajach, w chrześcijaństwie, który utożsamił ją z Bogurodzicą, w języku i kulturze świeckiej. Dzisiaj Afrodyta jest główną ikoną reklamową Cypru. I chociaż to banalny przekaz to dzięki niemu bogini nie pozwala o sobie zapomnieć nawet tym których starożytność zupełnie nie interesuje. A ten, o którym pamiętamy nigdy nie umiera.

Witosław Stępień
Absolwent klasy o profilu klasycznym w I LO im. Stefana Żeromskiego w Kielcach (matura 1986). Współtworzył „Notabene” od pierwszych wydań pisma w latach 1985-1986. Z wykształcenia historyk sztuki (UJ). Zawodowo przeszedł długą drogę od dziennikarstwa (PAP, Gazeta Krakowska, Dziennik Polski) przez public relations (dyrektor polsko-amerykańskiej agencji CIC), marketing, aż po branżę winiarską, której jest ekspertem (dyrektor marketingu w Domu Wina). Jako fachowiec e-commerce – współpracuje z Teatrem Bagatela w Krakowie. Autor publikacji o komunikacji (PR w ochronie zdrowia) oraz wieloletni publicysta winiarski (Czas wina, Trybuszon, Magazyn Restauracja i wiele innych pism branżowych).
Prywatnie miłośnik kultury antycznej i Bliskiego Wschodu. Od lat zakochany w Cyprze, gdzie spędza każdą wolną chwilę.

