AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Kielecki kosmos. Refleksje pofestiwalowe

Kieleckość – podobnie jak świętokrzyskość – to jednak jest inny świat, który wymyka się precyzyjnym opisom i definicjom. To rzeczywiście jest takie miejsce z pogranicza, gdzie wszystko się miesza i lasuje, łącznie ze zdrowym rozsądkiem. Kielce to jest jaskinia, z której dawno wygnano Sokratesa i gdzie nawet Platon miałby problemy, o Arystotelesie nie wspominając.

W Kielcach ważne są pierogi, które najlepiej spożywać na dworcu autobusowym przypominającym latający kosmiczny spodek UFO. Wylądowało ono u nas w latach 70-tych ubiegłego wieku, niedawno je odrestaurowano i lada moment zarządzać nim będzie sztuczna inteligencja. Pierogi świętokrzyskie wysłaliśmy stąd w kosmos, aby nasz dzielny Sławosz, którego rodzina też z Kielc się wywodzi, nie umarł z głodu. Są to zresztą jedyne – jak dotąd – pierogi, które ponoć zachowują swój unikatowy wdzięk i smak nawet w stanie nieważkości, czyli można by powiedzieć, że już bardziej kreatywnego i inspirującego dania i miejsca na naszej planecie w tej chwili nie ma. Ewentualnie, że ze świecą by ich szukać.

W Kielcach ze świecą by także szukać prawdziwego dziennikarstwa, bo jak się jakiś lokalny redaktor obrazi (albo, nie daj boże, nie po drodze mu będzie z opcją polityczną potencjalnych i domniemanych bohaterów jego opowieści), to gleba – nie napisze o nich nigdy więcej. Zresztą najstarsza gazeta w mieście od lat niucha koniunkturę i pod nią układa dzień po dniu to, co ważne, a resztę przemilcza. Ponoć redaktor dyżurny wychodzi co rano na balkon, oblizuje wskazujący palec, unosi go dziarsko i sprawdza, z której strony akurat wieje wiatr oraz komu bije dzwon.  Taki świat, bo lepiej a priori antycypować to, co nam nawet nie przyszłoby do głowy. Faktycznie, to jest jakaś forma kreatywności, godnej pozazdroszczenia. No przecież.

Nie lepiej jest w lokalnym radiu publicznym, w latach 2015-2023 roku chyba trafnie nazywanym “Radiem Lipiec”. W wyborach 15 X zdecydowano co prawda, by kolejne lata były już bez Lipca, ale na salony wskoczył za to inny lokalny kacyk, poseł Gosek, który nęka nas odtąd niemalże codziennie quasi-elokwentnymi bon-motami. Miejmy się jednak na baczności, bo zapewne lud świętokrzyski wybierze go na kolejną kadencję. I co wtedy?

Tak jak u Edwarda Stachury “wszystko [było kiedyś] poezja”, tak w Kielcach wszystko [ciągle] jest polityka. Poezja i kultura też, więc wszystko znowu się zgadza. Samorządowi i rządowi włodarze przebijają się we wśród-obywatelskim lansie na przykład wysokością nagród literackich. Do zeszłego roku nagroda za felieton/opowiadanie “herlingowskie” wynosiła, ba, 5000 zł. W tym roku, przed Herlingiem pospiesznie ustanowiono Świętokrzyską Nagrodę Literacką w kwocie 20000 zł, czyli tak naprawdę 15000, gdyż te pozostałe pięć tysiaków zabrano i dołożono swojakom do owych piętnastu. Można? Można. Aż do tej zgrywy musiał dołączyć sam wojewoda świętokrzyski. Dlaczego jednak wojewoda, reprezentujący wszak władzę centralną Rzeczypospolitej, nie zdołał ustanowić nagrody w wysokości co najmniej 25000 zł, coby “przebić” pulę? A czemu nie? Kiepski ten poker jednak jest i nie do pojęcia dla nas maluczkich, że za poszczególnymi nagrodami stoją naturalnie włodarze z różnych poziomów nie tylko intelektu, ale i opcji polsko-polskiej politycznej barykady. Na ale przeca, kto ma kaasę, ten ma właaadzę dusz, bo nie samymi pierogami wszak człowiek żyje…

W Kielcach absurd goni absurd. Wszem i wobec obwieszczano, że V Festiwal Herlinga. Pociąg (a jakże) do literatury mknął w tym roku w dniach 5-15.09.2025, czyli całe dziesięć dni. W mediach społecznościowych jednakże – podług niezgłębionej i kuriozalnej logiki marketingowej – lansowano w 95% zaledwie pierwsze trzy dni. Ten lans firmowała też osobiście pani prezydent(ka) Kielc, w ramach stanu permanentnej autopromocji. I jak tu żyć, skoro Panel Kreatywny Stąd dotąd. Od Żeromskiego do Herlinga, wieńczący niejako tegoroczne około-herlingowskie pociągowe uniesienia, został umieszczony w programie 11.09.2025? Na pocieszenie – odbywał się jednakowoż jakby “bliżej kosmosu”, bo na najwyższym piętrze fascynującej UFO-Poczytalni na dVoRcu. Okazuje się, iż mimo to nie był on wystarczająco inspirujący dla współ-organizatorów jubileuszowej – piątej już – edycji Festiwalu Herlinga, skoro imponującą liczbę sponsorów flagowego kieleckiego wydarzenia kulturalnego wymieniono na wstępie z niemożliwie ponurą miną. Nie mogłem pojąć, o co chodzi aż do momentu, gdy pewna festiwalowa nad-decydentka niespodziewanie – zza węgła – oznajmiła, że oni tam wszyscy tego dnia po prostu “tłukli nadgodziny”, czyli przekazała nawet nie między wierszami, aby czem prędzej spływać… Taaak, no rzeczywiście finis coronat opus.

Tak, Kielce i świętokrzyskość to jest taki przaśny kosmos. Do tego, fantasmagoryczny. Niestety tym razem nie dowieźli pierogów. Ale za to pani ministra selektywnie medal dała.  I tylko to się liczy, co nie? Don’t give up… you’re in Kielce.

PS: Na koniec aż sam się ciśnie na myśl znany refren, który adekwatnie wpisuje się w tematykę festiwalowo-herlingowską: Jedzie pociąg z daleka, na nikogo nie czeka, konduktorze łaskawy, zawieź nas do Warszawy… A jak nie, to przynajmniej STĄD DOTAMTĄD, w kosmos może? Tylko czy w WARS-ie będą jeszcze pierogi? No i jak tu żyć, panie premierze?