AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Kosmos (nie tylko) o poranku

Czytajcie do KOŃca, a będzie Wam dane

Nie po raz pierwszy zapomniałem przewrócić się dziś rano na prawy bok. Wstałem więc lewą nogą i jestem 'cały chory’. Na metafory. Cóż za kolory! Sławosz już w kosmosie, a ja dłubię w nosie, bo sam nie dowierzam, że ten świat dokądś zmierza. Mam w sobie traumę, lecz się ogarnę. Choć w głowie pusto, patrzę w lustro. Mam dwie ręce, mam dwie nogi, jestem gotowy znów do drogi. Biorę podróżny worek stary, Sławosz w kosmosie je pierogi Z KIELC, no nie do wiary! W mym worku są butelki coli dwie, traa-ta-ta-traaa-ta-te. Zresztą – kogo to obchodzi, chyba że w Łodzi?

Nie, to nie pierwszy raz, gdy wpatruję się w swą zaspaną twarz. Być może prysznic (zimny) ocuci mnie? Mieszkam blisko stacji, więc nie jest źle. Bylejaki pociąg zaraz podjedzie, nie mam biletu, jakoś to będzie, ale czy zawsze, ale czy wszędzie?

Zerkam w sufit, kosmosu widzę noc. Stamtąd widać lepiej, w tym jego moc. I marzę, oj marzę, marzę bez końca, sky is not the limit, ufff jak gorrrąco. Pot mi z czoła spływa, a na peronie niestety syczy niecierpliwa, niesyta swego piękna kosmiczna lokomotywa, nad dziewczyną, która uklękła. Z rozkoszy drga jej warga, gdy czuła kolejarka, ranną racją oliwy, maści (bez)namiętnie tłoki lokomotywy.*** Tak to naprawdę drzewiej bywało – czy coś się stało?… >>> Tuuuuu staaacja Kielce Główne.. Wsiadać proszę, drzwi zamykać, niech pędzi w kosmos muzyka ta, 'wszyscyśmy bracia’, tra-ta-ta, tra-ta-ta, tra-ta-ta-ta-ta-taaa… Toż to Miles Davis na trąbce gra, nie tylko wszak dla 'czułej kolejarki’, traaa-taa-ta-ta, łoj gra.

Zapytali mnie kiedyś studenci w Rijadzie, co myślę o Arabii Saudyjskiej, gdzie pomimo zielonej flagi narodowej z pobożnym mottem ze Świętej Księgi, dominującymi kolorami w przestrzeni publicznej są jednak biały i czarny. Wiadomo: obywatele – ubrani na biało, obywatelki zaś – na czarno; no bo jakiż może być lepszy kolor dla kobiety, gdy wkoło jest raczej nie-wesoło, za to strrrasznie gorrrąco? Bo bliżej słońca, żar nie ma końca.

Wyobraziłem sobie wtedy, co też widać z kosmosu, gdy patrzy się w dół na Półwysep Arabski. Pogrążony w wyszukanych pustynnych metaforach, pomyślałem i powiedziałem, iż przypomina ów półwysep taką-jakby śliczną i gigantyczną zebrę. Biało i czarno, czarno i biało, jakby innych kolorów nie stało… Na takie dictum zapanowała w auli kosmiczna konsternacja, czyli mniej więcej trzydziestosekundowa cisza… Ale jak to, ale co jest, panowie Arabowie???!

Po głębszym oddechu, jeden ze studentów wyjaśnił mi nieśmiało, że choć wkoło jest tak czarno-biało, to dla Saudyjczyków (i nie tylko) zebra jest osłem (czyli ‘donkey’). Aaaaaaa, to przepraszam, otwieram oczy ze zdumienia, bo dla nas zebra (gdy wychodzi z cienia) to przecież czarno-biały koń (czyli ‘horse’). ‘Teacher, teacher, SAUDIA NO DONKEY, SAUDIA HORSE! (Nauczycielu, Arabia Saudyjska to nie osioł, lecz koń!). Eureka kulturowa! Oto jeszcze jeden dowód na to, że podróże (nie tylko w kosmos) naprawdę kształcą.

Wracając na ziemię, już od jakiegoś czasu nie mamy złudzeń i 'nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne-czarne’. Wszystko jasne: POLSKA TO NIE ZEBRA, POLSKA TO KOŃ! Hej-hej ułani, szable w dłoń…

Na koniec: czy ktoś-kiedyś widział latającego osła, czyli zebrę? Latającego konia (pegaza) już prędzej. Zresztą nasz POLSKI KOŃ jaki jest, każdy widzi (nawet ten, co udaje, że ma klapki na oczach). Dość już leniwej ściemy, co nas czeka i tak nie wiemy… Sławosz wraca za dwa tygodnie. Iiii-haaaaa…, co u licha? Pamiętacie? Jaki kraj, takie i jego patataj…

O 8:08 26.06.2025

*** Adam Ważyk, Widokówka z miasta socjalistycznego, 1953