AktualnościHistoriaNOTABENE 1985-2025

Stąd do (świetlanej) nieśmiertelności

Jak zostać naukowcem, specjalistą od średniowiecznych rękopisów? Są różne drogi, wszystkie długie i zawiłe. Moja droga zaczęła się w „Żeromskim”. Historia, literatura, języki, pani profesor Anna Nowacka-Rzepa i jej anielska cierpliwość dla naszych gramatycznych niedociągnięć w angielskim, który nie był wtedy tak popularny jak dziś, nieoceniony profesor Adam Wypych, który wymaganiami i znakomitą metodą wbijał nam do głowy przepiękny język rosyjski i jego poezję. I oczywiście pani profesor Małgorzata Kruszelnicka: z jaką dumą uczyłam się łaciny i greki – z przekonaniem – z wysokości moich szesnastu lat- że klasa klasyczna jest wyjątkową, elitarną wyspą wiedzy i kultury. Tu nie chodzi jedynie o to, czego nas szkoła nauczyła.

Owszem, gdy w roku 1994 wylądowałam pierwszy raz w Petersburgu w celu zbadania kolekcji rękopisów hebrajskich Rosyjskiej Biblioteki Narodowej (a moja walizka nie doleciała), z wdzięcznością myślałam o pedagogicznym geniuszu profesora Wypycha. To dzięki niemu w tym kryzysowym momencie słowa ja pateryała moj cziemadan wyłoniły się cudem z mojej podświadomości, pomogły odzyskać zagubiony bagaż i udowodniły mi, że profesor Wypych naprawdę nauczył mnie rosyjskiego. Ale tu chodzi o coś więcej niż wiedza. Cztery lata w Żeromskim pobudziły moją ciekawość i szacunek dla kultury i historii. I nie byłam w tym odosobniona. Pismo „Notabene”, pod „dowództwem” Konrada Cedro, zostało stworzone przez takich jak ja, młodych pasjonatów kultury klasycznej i humanizmu.

„Pamiętaj, że człowiek co chce uczynić może” ten romantyczny slogan pióra naszego patrona zdobił w naszych czasach fasadę szkoły i co rano od 7:30 zachęcał nas, bardzo zaspanych, do działania. Dla redaktorów „Notabene” nie było rzeczy niemożliwych: przekonać pana dyrektora Różańskiego, że nowe szkolne pismo jest pedagogicznym desideratum, zapewnić quasi-naukowy poziom, nawiązać kontakty (dzięki Profesor Kruszelnickiej), z wydziałem literatury klasycznej Uniwersytetu Łódzkiego, czy brnąć przez śniegi na wojskowy poligon na Bukowce, ponieważ w latach stanu wojennego nawet pisma klasyczne były poddane cenzurze wojskowej – zresztą pan oficer bardzo sobie nasze pismo cenił. Ta ciekawość, dociekliwość, a także wolność tworzenia były dla nas, dla mnie osobiście, wianem na przyszłość, początkiem pasji, która stała się moim zawodem. A ponieważ mówimy o edukacji, po tym przydługim wstępie, niech wolno mi będzie podzielić się z Czytelnikiem kilkoma obserwacjami niejako „z mojej półki”.

Jak wyglądały szkoły w przeszłości, jak młodzież zdobywała wiedzę, jaką wiedzę i po co? Pytania, które sobie zadajemy dzisiaj były zawsze aktualne. Moje badania nad średniowiecznymi rękopisami hebrajskimi pozwoliły mi uchylić okna i zajrzeć do klasy w żydowskiej wspólnocie w Fustat (starym Kairze) w XI wieku. Nie jest łatwo odtworzyć życie i edukację dzieci i młodzieży sprzed tysiąca lat. Historyczne kroniki, przywileje, dokumenty czy kompendia prawa, teologii i filozofii zachowane przez setki lat w kolekcjach i bibliotekach rzadko się interesują młodzieżą. To nie znaczy, że najmłodsi członkowie średniowiecznych społeczności nie pisali. Po prostu ich „dzieła” się nie zachowały. Ale są wyjątki. Między nimi na pierwszym miejscu figuruje „Geniza Kairska”. Hebrajskie słowo Geniza oznacza miejsce chowania starych ksiażek i dokumentów, które wyszły z użytku, są nieaktualne i podniszczone, ale ich właściciele nie mają serca ich wyrzucić. Zresztą w kulturze żydowskiej nie wolno niszczyć czy w ogóle traktować bez szacunku jakichkolwiek książek czy pism.

Kult religijny Żydów jest zorganizowany wokół Świętej Księgi – Pięcioksięgu Biblii czytanego co tydzień po kawałku w synagogach, jeszcze dzisiaj z pergaminowego zwoju. Liturgiczne księgi przede wszystkim, ale też inne pisma, mogą zawierać Tetragramaton, litery świętego imienia Boga, których nie wolno sprofanować. Stąd od prawie dwóch tysięcy lat aż do dzisiaj, Żydzi mają Genizę.  Geniza jest specjalnym miejscem – np. kawałkiem strychu lub piwnicy w synagodze, lub grobowcem na cmentarzu, gdzie stare, niepotrzebne papiery są składane i naturalnie niszczeją przez lata bez profanującej interwencji ludzi. Takie cmentarzyska starych ksiąg istniały w wielu dużych wspólnotach. Geniza ze średniowiecznej synagogi w Starym Kairze jest jedyną, która się zachowała z tak odległych czasów.

Odkryta dla europejskiej nauki w połowie XIX-ego wieku, Geniza Kairska jest dzisiaj jednym z najważniejszych źródeł średniowiecznej historii Egiptu, Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki. Mimo że pergaminy były przez setki lat ucztą dla myszy, papiery – dla korników, a co lepiej zachowane fragmenty stały się łupem handlarzy antykami, zachowało się prawie trzysta tysięcy fragmentów, które są dzisiaj dumą aż siedemdziesięciu bibliotek na świecie, w tym najwięcej przechowywanych jest w Cambridge, Oxfordzie, Paryżu, Budapeszcie i Petersburgu.  Najciekawsze jest to, że Geniza nie jest biblioteką bądź też archiwum, gdzie trzyma się ważne księgi, lecz raczej cmentarzyskiem lub „świętym śmietnikiem makulatury”. Papiery, które zostały tam umieszczone są to nie tylko książki, ale też osobiste dokumenty, notatki, korespondencja, listy zakupów oraz… szkolne zeszyty sprzed setek lat. Te zeszyty i prace domowe pokazują jak młode pokolenia uczyły się pisać i czytać.

Cambridge University Library, T-S K 5.10 Kolorowe abecadło, Egipt, XII wiek • Reprodukcja za pozwoleniem Syndics of Cambridge University Library

Jak dowiadujemy się z dzieł sławnego lekarza, rabina i filozofa Majmonidesa, który zresztą też wyrzucał swoje brudnopisy do Kairskiej Genizy (był on naczelnym rabinem tej egipskiej wspólnoty do swojej śmierci w 1204 roku), dzieci szły do szkoły w wieku lat siedmiu. Chodziło przede wszystkim o chłopców: średniowieczni autorzy feministami nie byli. Nie zabraniając kobietom nauki, uważali jednak, jak Majmonides, że umysł dziewcząt nie nadaje się do studiowania. Lekcje odbywały się w lokalu przy synagodze lub w domu nauczyciela. Rodzice płacili czesne, ale sieroty oraz dzieci najbiedniejszych też miały prawo i nawet obowiązek nauki. Za nich pensje nauczycieli wypłacała gmina.

Cambridge University Library T-S K5.13 Zeszyt z przedstawieniem menory, Egipt, XI wiek • Reprodukcja za pozwoleniem Syndics of Cambridge University Library

Setki fragmentów szkolnych zeszytów, ćwiczeń w pisaniu po hebrajsku i arabsku (który był ojczystym językiem Żydów w krajach arabskich) odkrytych w Genizie Kairskiej pokazują nie tylko, że dzieci się uczyły, ale też jakie były metody nauki. Nauka zaczynała się od alfabetu. Jak w innych językach semickich, pismo nie wymaga samogłosek, ponieważ nie zmieniają one rdzennego sensu słów. Dlatego pismo polega na spółgłoskach, a samogłoski mogą być dodane dla ułatwienia wymowy jako kropki i kreski pod i nad literami. Dzieci ze świata Genizy uczyły się spółgłosek w alfabetycznym porządku od aleph do tav, a następnie musiały opanować podstawowe zasady kryptografii. Uczyły się pisać i czytać kodem, zastępując pierwsza litere alfabetu – aleph – ostatnia -tav, druga – beth i przedostatnia – shin i tak do konca, lub raczej do srodka „abecadla”, które w hebrajskim zawiera symetryczna ilość dwudziestu dwóch liter. Kody się komplikowały w miarę postępów w nauce: pierwsza litera zamieniała się miejscami z trzecią, druga z szósta i tak dalej. 

Cambridge University Library, T-S H 5.19 Ćwiczenia pisania alfabetu: znudzony uczeń rysuje demony i menorę, Egipt, XI wiek • Reprodukcja za pozwoleniem Syndics of Cambridge University Library

Ruchy mistyczne, jak np. średniowieczna Kabała czy polski chasydyzm używały technik kryptografii do interpretacji mistycznych sekretów boskich, ale te na pozór skomplikowane gry literowe były po prostu starą techniką pedagogiczną. Zresztą Żydzi jej nie wymyślili, starożytni Rzymianie też uczyli się pisać i czytać po łacinie i grecku, bawiąc się przy tym literowymi permutacjami. W czasach bez internetu i Netflixa, czytanie było nie tylko źródłem informacji, ale też formą zabawy. Kodowanie informacji, rebusy, anagramy i akrostychy, owszem utrudniały szybkie czytanie, ale za to gimnastykowaly intelekt. Czym „skorupka za młodu nasiąknie…” – lepiej od dziecka uczyć się czytać i pisać w różnych kombinacjach. I najlepiej też czytać od góry do dołu. Książki były wtedy drogie i trudne do wykonania, albowiem pisano je ręcznie i niewiele egzemplarzy było dostępnych dla młodocianych początkujących. 

W orientalnej średniowiecznej szkole, kilkoro dzieci siedziało na podłodze dookoła jednej książki. Trzeba było nauczyć się czytać we wszystkich kierunkach, zależnie od miejsca, gdzie dane dziecko posadził nauczyciel. Element zabawy, przyjemności dla umysłu i oka był ważnym elementem szkolenia: tak jak nasze kolorowe szlaczki w podstawówce, kolorowe pigmenty pomagały uczniom opanować pierwsze arkana czytelnictwa. Nauczyciele przygotowywali nawet ozdobne zeszyty, jak ten fragment udekorowanej złoto-karminowej menory (kandelabru jerozolimskiej świątyni), zawierający przykłady pisma do naśladowania różnymi kolorami. Były tam również krótkie teksty, cytaty biblijne lub błogosławieństwa, które uczniowie kopiowali, usiłując pisać tak jak ich nauczyciel, naśladując jego styl. Indywidualizm i oryginalność nie były ani zalecane, ani tym bardziej pożądane.

Kto wie, być może za tysiąc lat jakiś zbłąkany i ciekawy przeszłości odkrywca, być może „Żeromszczak” – bo przecież życzymy naszej szkole nieśmiertelności – znajdzie ten i poprzednie numery „Notabene”. Ciekawe, co też będzie w stanie powiedzieć o naszej edukacji?

Judyta Olszowy-Schlanger

Profesor Judyta Olszowy-Schlanger jest absolwentką klasy klasycznej Liceum Ogólnokształcącego im. Stefana Żeromskiego w Kielcach (1986). Studiowała hebraistykę i orientalistykę w Warszawie, w Paryżu oraz w Cambridge, gdzie napisała doktorat. Jest profesorem hebrajskiej paleografii średniowiecznej w École pratique des hautes études, Sorbonne, Paris-Sciences-Lettres w Paryżu i na Uniwersytecie w Oxford, gdzie jest też Fellow Corpus Christi College i dyrektorem Oxford Centre for Hebrew and Jewish Studies. Jest członkiem Akademii Brytyjskiej i korespondentem Medieval Academy of America. Judyta jest autorem wielu książek i artykułów na temat rękopisów hebrajskich i jest odpowiedzialna za międzynarodowe projekty naukowe „Books within Books” i „HebrewPal”. Judyta jest mężatką, ma trzy córki i mieszka w Paryżu, Oksfordzie i Skrzelczycach. Judyta współtworzyła pierwszą redakcję „Notabene” w latach 1985-1986. Podobnie jak 40 lat temu – nadal poszukuje swojej „Atlantydy”.