Czy Herling-Grudziński był punkowcem?
W tym samym czasie w „Żeromskim” wydawaliśmy gazetę „Notabene”. Naszą mentorką była profesor łaciny Małgorzata Kruszelnicka. Dawała nam wolną rękę, co przynosiło różne efekty, czasem mocno grafomańskie. Twórcą i pierwszym redaktorem „Notabene” był Konrad Cedro; w 1986 roku od Konrada przejęliśmy z Andrzejem Przychodnim redagowanie gazetki. Pisali do niej głównie uczniowie klasy „A” – o profilu klasycznym, ale do współpracy zapraszaliśmy uczniów innych szkół kieleckich, a nawet studentów (dość wspomnieć o Tomku Mercie, który studiował wtedy polonistykę na UW).
„Notabene” drukowaliśmy w cementowni „Nowiny”. Jeździliśmy do tej zapomnianej już fabryki białego pyłu, pokrywającego z milimetrową dokładnością okoliczny las, z Agnieszką Olszowy. Numer trafiał do typa, który przeglądał gazetkę i stemplował imprimatur. Cenzorowi wręczaliśmy butelkę żytniej wódki. Gazetka szła do druku w 300 egzemplarzach, co dziś wydaje się przyzwoitym nakładem. Nie mieliśmy pojęcia, że komunizm dogorywa, gnije od środka, a cenzorowi z Nowin jest całkowicie obojętne, co chcą wydrukować jacyś gówniarze z liceum. Jednak „Notabene” ze stemplem cementowego tajniaka nie budziła wątpliwości partyjnej wierchuszki „Żeroma”. W gazetce przechodziły nie tylko mgliste aluzje do dyktatury ciemniaków, ale też teksty zakazanego barda – Jacka Kaczmarskiego.
Kiedy zatem dowiedzieliśmy się, że Gustaw Herling-Grudziński jest naszym „starszym kolegą szkolnym”, narodził się pomysł, żeby opublikować chociaż kilka jego tekstów w „Notabene”. Mam wrażenie, że w Kielcach o GHG mało kto wówczas słyszał, podobnie jak o punk-rocku. Dla mnie Herling, którego znałem z wydawnictw drugoobiegowych, był symbolem kontestacji komunizmu, choć na innym poziomie niż piosenki Dezertera czy Siekiery. Należał do głównych wrogów Sowietów, reżimu i cenzury. Zatem z jednej strony „Inny Świat” Herlinga, z drugiej – „Babilon upadł” Brygady Kryzys.
