Nie ma, jak na wsi. Być, czyli mieć
Często nad ranem z Kielc do Lublina zmierzam – przez Sycynę, Zwoleń i Czarnolas. Po drodze – jak zawsze – mijam małą wieś Szczęście, nazwaną tak zapewne na cześć Jana Kochanowskiego.
Tak właśnie sobie wyobrażam “wieś spokojną, wieś wesołą”, gdzie mimo chłodu, nie ma głodu, a faunowie skaczą radośnie po lesie, szczęśliwi gospodarze zaś wieczorami liczą wracające z pola ekstatycznie ryczące bydło.
Od czasów wieszcza wiele się tu zmieniło, bo obecnie w Szczęściu – bez względu na porę – ze świecą szukać by bydła jakiegoś. No właśnie, gdzie się podziały te krowy szczęśliwe i święte? Pewnie śpią jeszcze bądź też wyemigrowały. Wyklęte?
Skoro o szczęściu mowa, nie sposób nie poddać się metafizyce i nie wspomnieć o Arystotelesie. Według niego być szczęśliwym, to “dobrze żyć i dobrze się mieć”. Szczęście zatem to bardziej sposób życia niż stan materialny. Szczęście to najwyższe pragnienie wszelkich istot ludzkich.
Skoro zatem szczęście jest w nas, to droga do niego prowadzi poprzez rozważne pielęgnowanie w sobie cnót najszlachetniejszych. Indywidualne szczęście splecione jest też ze szczęściem zbiorowym, z troską o dobro wspólne.
Im bardziej sami jesteśmy szczęśliwi, tym szczęśliwszymi czynimy naszych współobywateli. Być szczęśliwym, to mieć szczęście i potrafić się nim dzielić. Wtedy nigdy nam szczęścia nie zabraknie.
