Wysłuchawszy cierpliwie sylwestrowego orędzia prezydenta RP, natychmiast zamarzył mi się długi spacer po Domu Historii Europejskiej w Brukseli. A wszystko po to, by uciec choćby na chwilę (i jak najdalej) od przaśnego i siermiężnego prezydenckiego przekazu ostatniego dniu roku 2025. Tenże „Dom Europy” jest miejscem doskonałym i na swój sposób wyzwalającym. Myśląc bowiem o historii nabieramy niezbędnego dystansu, by mierzyć się raz po raz z nabzdyczoną, nudnawą, usilnie zakłamywaną nadwiślańską codziennością.
Dla równowagi oddaję się zatem magii metafor, symboli, legend i mitów. Naturalnie od razu przychodzi mi na myśl Owidiusz i jego mitologiczne metamorfozy, w których to z chaosu – po wielu przemianach i perypetiach – zawsze wyłania się w końcu jakaś spójna i szczęśliwa całość. I zapewne – mimo wszystko – tak też będzie z naszą czasoprzestrzenią kulturową w roku 2026.
Jeśli wierzyć Owidiuszowi, porwana przez (zmienionego w dorodnego Byka) Zeusa przepiękna Europa wydaje się być wystraszona i zachwycona jednocześnie, jakby zdając sobie sprawę, iż pomimo podróży w nieznane wszystko i tak dobrze się skończy. Na Krecie. Zapytajcie przy okazji współczesnych Kreteńczyków o tajemniczą grotę, która stała się schronieniem dla Europy, uwiedzionej przez niewątpliwie zakochanego w niej po uszy Zeusa.
Ktoś powie, że to było dawno i nieprawda, że to wszystko są opowieści dziwnej treści, na miarę na przykład tych z tysiąca i jednej nocy. Szeherezada to Szeherezada, a Europa to Europa, Miłość to Miłość, koniec i kropka, i nie ma tu nad czym się rozwodzić. Wszystko i tak znajdzie prędzej czy później swój kres – czego na razie nie przyjmuje do wiadomości rozkrzyczany prezydent Nawrocki vel Trumpski… Poczekamy, ale czy doczekamy? Oto jest pytanie.
Nie można jednak spokojnie myśleć o końcu bez refleksji nad początkiem. Nie można zrozumieć tego, co jest, bez znajomości tego, co za nami. Pomiędzy jest droga, na której przebycie jesteśmy skazani. Ciągle idziemy, nie zawsze wiedząc dokąd i po co. Życie to jest taki niekończący się peripatetikon. Lecz warto iść aż po horyzontu kres (mimo łez), bo podróże kształcą.
Read More