Felietony

AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Nie ma, jak na wsi. Być, czyli mieć

Często nad ranem z Kielc do Lublina zmierzam – przez Sycynę, Zwoleń i Czarnolas. Po drodze – jak zawsze – mijam małą wieś Szczęście, nazwaną tak zapewne na cześć Jana Kochanowskiego.

Tak właśnie sobie wyobrażam “wieś spokojną, wieś wesołą”, gdzie mimo chłodu, nie ma głodu, a faunowie skaczą radośnie po lesie, szczęśliwi gospodarze zaś wieczorami liczą wracające z pola ekstatycznie ryczące bydło.

Od czasów wieszcza wiele się tu zmieniło, bo obecnie w Szczęściu – bez względu na porę – ze świecą szukać by bydła jakiegoś. No właśnie, gdzie się podziały te krowy szczęśliwe i święte? Pewnie śpią jeszcze bądź też wyemigrowały. Wyklęte?

Skoro o szczęściu mowa, nie sposób nie poddać się metafizyce i nie wspomnieć o Arystotelesie. Według niego być szczęśliwym, to “dobrze żyć i dobrze się mieć”. Szczęście zatem to bardziej sposób życia niż stan materialny. Szczęście to najwyższe pragnienie wszelkich istot ludzkich.

Skoro zatem szczęście jest w nas, to droga do niego prowadzi poprzez rozważne pielęgnowanie w sobie cnót najszlachetniejszych. Indywidualne szczęście splecione jest też ze szczęściem zbiorowym, z troską o dobro wspólne.

Im bardziej sami jesteśmy szczęśliwi, tym szczęśliwszymi czynimy naszych współobywateli. Być szczęśliwym, to mieć szczęście i potrafić się nim dzielić. Wtedy nigdy nam szczęścia nie zabraknie.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Tako rzecze DJ Trump, czyli w oparach absurdu…

Wenezuelski dyktator Nicolas Maduro obalony, a mija dopiero rok, odkąd DJ Trump usiłuje nas przekonać, że mimo tego coś jednak „źle się dzieje” w państwie duńskim… Widać, słychać, a i czuć to zresztą na ulicach takiej na przykład Kopenhagi. Pomimo zimowej pory porozbierane nieprzyzwoicie Lego-syrenki, przykucnięte przy nabrzeżach, bujają się mimo wszystko frywolnie, z całą pewnością nieświadome, że Dania juz niebawem może znaleźć się w centrum kolejnego poważnego kryzysu międzynarodowego – na skalę wprost nie-wy-o-bra-żal-ną.

A wszystko to za sprawą legotycznie komiksowego prezydenta Trumpa oraz rzeczywistej, będącej duńskim terytorium zależnym, Grenlandii, którą tenże chciałby „sobie wziąć” i uczynić zeń raczej „Amerykę” niż „EUropę” – choćby nawet tego bardzo nie chciała (?).

Coś się zmieniło jednak od roku 2019, gdy Trump gotów był Grenlandię kupić, chociaż nie była wystawiona na sprzedaż ani wtedy, ani teraz. Jak to NIE na sprzedaż? Powiedzenie NIE amerykańskiemu hucpiarzowi urasta niestety ni-stąd-ni-zowąd w dzisiejszych czasach do rangi dyplomatycznego faux pas.

Skoro okazało się, iż o jakimkolwiek „biznesie” w kwestii grenlandzkiej nie było i nie może być mowy, czekamy teraz na kolejnego focha naszego anty-bohatera, który w 2019 odwołał w trybie pilnym planowaną wtedy wizytę oficjalną w Lego-Królestwie Danii. Nie, to nie!

Lego-Królowa Małgorzata naturalnie bardzo się tym przejęła i wpadła w rozpacz tak wielką, iż czem prędzej zarządziła ogólnonarodową Lego-fiestę, która zakończy się (a jakże) konkursem i balem charytatywnym, podczas którego dumni poddani stworzą z klocków gigantyczną Lego-Grenlandię?

Read More
FelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Maskarada

Pora wstawać, bo mam dziś znowu urodziny. Imieniny także kiedyś miałem dziś, ale kilka lat temu przeniosłem je na czerwiec, no bo po co świętować raz, skoro można i dwa, i trzy, i cztery, i tak dalej. Jak co rano, wkładam maskę i sprawdzam w lustrze, czy wszystko ze mną OK. Głowa jest. Dwie ręce są, dwie nogi też, więc pora wziąć sie do pracy. Spróbuję jeszcze po drodze złapać przynajmniej kilka myśli ulotnych. Zanim bezpowrotnie przewieje je wiatr. Skoro jestem dziś homo sapiens (człowiek „myślący”), robię co głowa na myśl przyniesie. Ależ to jest maskarada urodzić się w Dzień Konrada.

Nie tak dawno w Krakowie w tymże dniu znowu były “Dziady”. Konrad zaś improwizował – jak zawsze – w samotności, tamtym razem (w 2022) jako niewiasta i stąd tak kategoryczne były żądania co niektórych, by przedstawienie zdjąć z afisza albo przynajmniej nie pokazywać go młodzieży. Nie wnikając w meritum sporu, lepszą reklamę w tym wypadku trudno było sobie wyobrazić. 

Domniemany patriotyczny homo ludens (człowiek bawiący się) czyli Mickiewicz i jego dzieło w ogóle mają u nas wyjątkowego pecha, tudzież „wielkie szczęście”. Mówienie “Dziadami” – odkąd stało się modne – miało się wszak skończyć w roku 1968. Oburzył się był wtedy nań – i to nie na żarty – sam homo „sovieticus” (człowiek sowiecki). Wtedy odprawianie “Dziadów” bezskutecznie wybijano z głowy protestującym obywatelom, studentów zapędzając “do nauki”, literatów zaś – “do pióra”. I tak to za sprawą Konrada wciąż trwa w najlepsze ta nasza swojska, trochę kowbojska i nabzdyczona maskarada.

Read More
AktualnościFelietonyNasz Świat

Chatham-Kielce: Marry, Magda i Ewa

Kiedy czekałam na koniec pracy męża, uwagę moją zwracała  jak gdyby przeniesiona z  horroru przeraźliwie chuda, kobieca postać z nogami owiniętymi grubym bandażem, stojąca przy taśmie z ruchami jakby w zwolnionym tempie, za to wciąż rozprawiająca po angielsku bez względu czy ktoś  słuchał czy nie jej ciągłego gderania…

Spytałam męża – co to za zjawisko? To Marry! Ponad osiemdziesięcioletnia kobieta, która w pralni pracowała od lat czterdziestych tj. momentu założenia fabryki. Czy nie ma z czego żyć ? Musi pracować? Przecież system socjalny dawał godziwe warunki egzystencji emerytom!

-Nie, odpowiedział mąż, nie musi! To przywilej jaki otrzymała Marry od właścicieli i managerów zakładu. Ma prawo przychodzić i stać przy taśmie w miejscu gdzie  spędziła ponad 50 lat swojego życia!
Dziwne zwyczaje  w kapitalizmie, w którym rzekomo  panował  wyzysk i brak szacunku dla pracowniczych przywilejów, pomyślałam Przecież tak wbijano do głowy mnie i mojemu pokoleniu..

Minęło 24 lata od widoku Marry i nie sądziłam, że kiedykolwiek jej postać stanie mi przed oczyma, a jednak dzisiejsza debata dotycząca red. Magdaleny Smożewskiej-Wójcikiewicz oraz red. Ewy Okońskiej przywołuje obraz osoby, która całe swoje życie poświęciła jednemu miejscu,  a prawa do niego nie ośmielił się jej zabrać ani kapitalistyczny wyzysk, ani ekonomiczny rachunek i  nieubłagana starość, która naznaczyła ją mocnym piętnem!

Dedykuję to wspomnienie, odpowiedzialnym za wszystkie  podejmowane decyzje w Radio Kielce. Te, które nie mieszczą się w katalogu zysku także…

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

O wschodzie słońca. Brzmienie ciszy…

13. stycznia 2026r. w przededniu siódmej rocznicy zamordowania prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza znów jest ciemno, smutno i cicho. Wsłuchując się w ciszę, paradoksalnie czuję, że jestem pod ścianą płaczu. Wydaje się, iż przed tą nieznośną przeznaczoną nam ciszą nie ma ucieczki. W ciszy można jednak jeszcze coś szeptać. Cisza jest modlitwą. Modlitwa jest ciszą.

Według wyklętego poety Edwarda Stachury “życie to jest (i nie jest) teatr.” Wobec piękna, miłości i kolorowej “maskarady” życia, blednie zaś nawet sama śmierć. Na scenie życia wszyscy jesteśmy niczym zakochany i boski antyczny Chór. Arystoteles powiedziałby, iż jesteśmy “idealnymi widzami”, tańcem i muzyką wyrażającymi zarówno radość jak i smutek.

W tragedii greckiej kluczowym i najważniejszym momentem jest katharsis, oczyszczenie, które choć przeszywa na wskroś niepojętym bólem, to jednak pozwala żyć dalej. Reszta jest milczeniem i ciszą. Nie pozostaje nic innego, jak wsłuchać się w jej brzmienie, po to by codziennie przezwyciężać wszechobecny hejt…

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Bee happy! Życie na pograniczu

Jak to na pograniczu, przy porannej kawie czytam z zapartym tchem po raz kolejny “Nieznośną lekkość bytu” Milana Kundery. I co z tego? Ano picie kawy tylko wtedy ma sens, gdy towarzyszą mu szalone emocje. Tylko wtedy ta banalna z pozoru czynność staje się przeżyciem głęboko egzystencjalnym.

Einmal ist keinmal (raz to tyle, co nic), dlatego tak ważnym staje się staranne kultywowanie codziennych rytuałów. W innym przypadku życie przecieknie nam mimowolnie przez palce, a na końcu tej drogi jest już tylko nuda i bezsens – a do tego dopuścić nie możemy.

Gdy wszystko wokół przemija niczym sen, tak czy inaczej szukamy w pamięci jakichś trwałych punktów odniesienia do przeszłości, pozwalających przetrwać to, co niespodziewanie zsyła nam los.

Nie mają oczywiście większego sensu jakiekolwiek próby użalania się nad sobą. Albowiem tak jak nie można zatrzymać czasu, nie można też uciec ani przed sobą, ani przed przeznaczeniem. Warto zatem ot tak, po prostu dać się ponieść owej nieznośnej fali błogiej tymczasowości. Jak to na pograniczu.

To oczywiste, że nie można zmienić przeszłości, a teraźniejszość na pograniczu okazuje się w gruncie rzeczy wieloznacznym i nieznośnym półsnem. Jedyne zatem, co trzyma nas przy życiu tu i tam, i wszędzie, to dająca nadzieję przyszłość.

W miarę upływu lat zmagania z codziennością kończą się u mnie zawsze konstatacją, iż w gruncie rzeczy „ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy”, gdyż tylko na nie czekamy i tylko to, co przed nami można zmienić na lepsze. Szczęśliwego Nowego Roku 2026!

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Czas bałwanów, czyli odwilż?

Kiedy rozum śpi, budzą się demony. Gdy przychodzi zima, budzą się bałwany. Typowy bałwan jest uśmiechnięty, ma czarne oczy z węgielków, pomarańczowy nos z marchewki, czapkę lub kapelusz, a w ręku trzyma kij lub miotłę. Bawi i straszy jednocześnie, ale nie u nas. Ten nasz bardziej straszy niż bawi, w każdej chwili gotów, by absurdalnie pogrążyć się w nicości…

XVIII-wieczny hiszpański artysta Francisco Goya, twórca “kapryśnych” satyrycznych miedziorytów z pewnością nie spodziewał się, iż jego oświeceniowa frywolność nabierze z czasem wymiaru quasi-uniwersalnego. Goya ze strachu przed Inkwizycją zniszczył znaczną część swoich prac. Podobno obawiał się demonów, które trwale tkwią w każdym z nas. Bałwany zaś są tylko sezonowe, tak jak pingwiny i bociany.

Strach ma podobno wielkie oczy, a ja spoglądam niepewnie na stojąca w kącie wielką i ciężką walizkę w kolorze pomarańczowym, której nie mam odwagi otworzyć już od prawie 20 lat. Spakowałem ją przed laty w Arabii Saudyjskiej i omijam od tej pory szerokim łukiem niczym lampę Aladyna. Po prostu boję się, oj boję, tego dżinna, który mógłby zeń wyskoczyć. Był kiedyś taki radziecki film Magiczna lampa Aladyna, nakręcony w roku mojego urodzenia… Lepiej więc włożyć czapkę niewidkę i iść dalej, niźli mierzyć się z przeszłością ukrytą w magicznej walizce. Bałwany, pingwiny i bociany też mają swoje tajemnice. I niech tak zostanie.

Wiara w dżinny jest ciągle żywa w ludowej tradycji muzułmańskiej. Mieszkają one na pustyni. Są dobre i złe. Posiadają nadnaturalną moc, są niewidzialne i mogą przybierać dowolne postacie. Dobre służą Allahowi, złe zaś szkodzą. Do złych dżinnów zalicza się Szatana. Zgodnie z ludowymi przekazami, człowiek może podporządkować sobie dżinna przy pomocy tajemnych zaklęć i na przykład uwięzić go w butelce (albo w walizce?)…

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Węgiersko-tureckie sny o potędze?

Strach pomyśleć, co by było, gdyby Jan III Sobieski wraz z husarią w 1683 roku pałał równie wielką „obcością kulturową” do Wiednia, co prezes Kaczyński et consortes w roku 1989. Zapewne w konsekwencji siedzielibyśmy dzisiaj wszyscy elegancko (nad Dunajem) „po turecku” i to nie na jakichś-tam patriotycznie ograniczonych ławkach, lecz – w najlepszym razie – na latających dywanach. Najprawdopodobniej, mielibyśmy też już teraz nad Wisłą jakąś formę zdecydowanie nieliberalnej republiki teokratycznej. A chyba nie o to chodziło, co?

Problematyczną zaletą takiego stanu rzeczy byłoby ewentualne „pojmanie” czterech niewiast za żony – wedle ludowej mądrości osmańskiej: po jednej na każdy kąt pokoju; zakładając oczywiście, że ów pokój nie byłby okrągły… Czyli co? Frywolny harem, tęczowa balanga od zmierzchu aż po świt i seks dla przyjemności? Naprawdę? A co wobec tego z cnotami niewieścimi ministra Czarnka?

Potencjalne dylematy można by mnożyć, bo my przecie zazwyczaj tacy cisi, głusi i niemi – totalne głupki z nas i w ogóle. Od lat tolerujemy obelgi, którym właściwie nie ma końca: kanalie, mordy zdradzieckie (naj)gorszego sortu itd. Piszę to wszystko rzecz jasna „poza trybem”. Piszę, więc jestem i w coraz większe osłupienie wprawiają mnie te tureckie kazania naszej nadwiślańskiej trupy objazdowej z wymownym gestem posłanki Lichockiej w tle, a jakże. À propos, za „gest Lichockiej” pokazany w przestrzeni publicznej idzie się na przykład w takim Dubaju „z automatu” na 30 dni do paki…

Przypominamy, że skoro Europa jest dla prezesa et consortes „obca kulturowo”, po drugiej stronie Bosforu z otwartymi ramionami czeka nań i jego świtę, emanująca dobrobytem i wolnością, wymarzona nieliberalna demokracja turecka. Latające dywany falują w trybie standby’u, domniemany zaś wszechwładny prezes i spółka poczuliby się gdzieś nareszcie swojsko i u siebie. Jest tylko jeden Broblem – jak tu szybko posiąść znajomość najpierw węgierskiego, a potem tureckiego? Czary-mary, czary-mary. Podobno jednak do niektórych rzeczy język jest zupełnie niepotrzebny. Jedno jest pewne: Atatürk w grobie się przewraca, ale – na szczęście w całym tym geopolitycznym cyrku – Turcja jest członkiem NATO.

Read More
FelietonyLiczby i Fakty

271,7 mld złotych

Grudzień to nie tylko czas świąteczny, ale także miesiąc, w którym pojawia się wiele informacji o rozwiązaniach wpływających w przyszłym roku na koszty naszych domowych budżetów. Najnowsza wiadomość pochodzi z Ministerstwa Energii. Po pierwsze — od stycznia 2026 r. nie wzrośnie opłata kogeneracyjna, pozostanie na poziomie 3 zł za MWh. Po drugie — od stycznia zlikwidowana zostanie opłata przejściowa. Oba rozwiązania oznaczają częściowe obniżenie naszych rachunków za energię.
Zwiększono również nakłady na ochronę zdrowia — mają wynieść 247,8 mld zł, czyli 6,81% PKB, co oznacza wzrost o 25 mld zł. Zwiększono środki na in vitro do 600 mln zł oraz zasiłek pogrzebowy — z 4 tys. do 7 tys. zł.

Zaplanowano też rekordowe 200,1 mld zł na obronę narodową, co stanowi 4,81% planowanego PKB na 2026 r. Dodatkowo złożono do Komisji Europejskiej wniosek o płatność z programu SAFE na dozbrojenie. Rząd liczy na 43,7 mld euro.

Ograniczono wydatki wielu instytucji państwowych. I tak: obniżono wydatki Kancelarii Prezydenta RP o 12,75 mln zł (przy tegorocznym budżecie 298,8 mln zł), budżet Kancelarii Sejmu zmniejszono o 16,6 mln, Kancelarii Senatu — o 28,2 mln, a budżet Sądu Najwyższego obcięto o 30 mln. Łącznie cięcia mają przynieść 569,6 mln zł oszczędności. Środki te zostaną przeznaczone m.in. na szkolnictwo wyższe, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencję Wywiadu. Niestety, mimo tych działań projekt przyszłorocznego budżetu — przy dochodach 647,2 mld zł i wydatkach ok. 918,9 mld zł — wciąż zakłada deficyt na poziomie 271,7 mld zł.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Obce we wsi! Paszcze w puszczy

Skoro wszystko już było, nie warto się powtarzać. Jednakże, gdy wokół wojna, trudno nie ulec mrocznym rozmyślaniom. To niesamowite zresztą, jak niewiele przez lata zmieniło się w naszej zbiorowej wyobraźni. Do tego niełatwo jednoznacznie stwierdzić, dlaczego tak się dzieje. Do niedawna wydawało się, że po roku 1989 wpadliśmy po prostu w jakiś wir błędnej czarnej dziury, z której nijak nie możemy się wydostać.

Podczas  zakupów kieleckim Lewiatanie, po raz kolejny dopadły mnie dylematy XVII-wiecznego angielskiego filozofa Thomasa Hobbes’a, który niedługo po wojnie domowej w Anglii w roku 1651 wyartykułował słynne antyczne powiedzenie Homo homini lupus est (Człowiek człowiekowi wilkiem).

Według Hobbes’a „życie człowieka jest samotne, biedne, bez słońca, zwierzęce i krótkie,” wobec czego nie pozostaje nam nic innego, jak się dogadać i stworzyć suwerenną wspólnotę, która pozwoliłaby ten permanentny w dżungli stan walki o przetrwanie, czyli „wojny wszystkich ze wszystkimi” trwale przezwyciężyć. 

Lewiatan Hobbes’a to potwór z ludzką twarzą, który paradoksalnie daje nadzieję na zbudowanie lepszego jutra. Przewodzi on wyimaginowanej (politycznej) wspólnocie, stworzonej oczywiście ze strachu. Tak, jak straszą nas od wieków wyobrażenia, m. in. Williama Blake’a o makabrycznej i szatańskiej w istocie Paszczy Lewiatana, który chciałby na wszelkie sposoby pożreć resztki ludzkiego rozumu i zdrowego rozsądku.

Read More