NOTABENE 1985: Pretekst i kontekst
Nie wiem, czy widzę więcej, wiem, że widzę inaczej. Wiem także, że nie mogę się zgodzić z rolą, jaką chciano by mi wyznaczyć w tym jakby-wodewilu, który dzieje się wokół, i który – mimo iż tyle razy plajtował – wciąż wystawiany jest na nowo i wciąż tak samo: z liryczną, śpiewaną ekspozycją, optymistycznym punktem kulminacyjnym i pozornym happy-end’em nafaszerowanym obłudą. Za każdym razem przekonują nas, że to premiera, że tego jeszcze nie było. Ale nie, to nieprawda!… Gardzi się mądrą maksymą o tym, że historia vitae magistra est (historia jest nauczycielką życia); najchętniej wymazano by ją z ludzkiej pamięci.
Nie mogę więc zaakceptować roli tzw. milczącego ortodoksa. Nie mogę zaaprobować zdania kogoś, niewątpliwie mądrego, że jak milczący, to na pewno ortodoks. Milczenie nie jest oznaką zgody! W wielu wypadkach milczenie jest po prostu koniecznością, rzekłbym nawet – tragiczną… Ja też milczę, bo to, co czytacie teraz, to jest milczenie, to nie krzyk, jeszcze raz powtarzam: to milczenie!
W 1983 roku, przebywając w jednej ze stolic europejskich (niestety nie w Warszawie) miałem sposobność zobaczyć film (rock-operę) pt. „Jesus Christ Superstar”, który wstrząsnął był mną do głębi. To niezapomniane wrażenie, jakie zachowałem w swej duszy do dziś, zainspirowało mnie i stało się punktem wyjścia przy tworzeniu koncepcji pisma „Notabene”.
