O głupocie
Głupota! Wszechobecna, przytłaczająca głupota! Żyjemy w czasach olbrzymiego renesansu głupoty. Głupota bezwstydnie panoszy się wokół, puszy się i wynosi sama siebie na ołtarze. Głupota niepodważalnie króluje, dominuje i sprawuje rząd dusz. Głupota odrodzona, odrestaurowana, sprytna i bezczelna doczekała się swego panowania w każdej sferze życia, a szczególnie zaś w życiu publicznym, tym toczącym się w przestrzeni wirtualnej.
Czasy, kiedy bycie głupim było największym powodem do wstydu i przyczyną ostracyzmu społecznego, gdy bycie głupim i obnażenie się z głupoty, oznaczało wykluczenie i marginalizację, nie tylko dawno odeszły do lamusa, ale zostały zastąpione erą z prawidłem przeciwnym. Oto współcześnie to mądry musi chronić się i ukrywać bo głupia, rozrechotana, butna, intelektualnie prymitywna tłuszcza wnet zakrzyczy, stłamsi i zadepcze go, przedtem wyśmieje, wyzwie, napiętnuje, odżegna od czci i wiary i symbolicznie wykluczy ze mainstreamowej wspólnoty.
Wreszcie owo nieznośne dla głupoty, elitarystyczne ewolucyjne prawo, mówiące że żeby przetrwać trzeba być mądrym zastąpił bolszewicki zakon: „W kupie siła”. Ten jest praw (czytaj: ten ma rację), kto ma za sobą większy tłum. Głupota czekała na całe wieki by się rozpanoszyć i wreszcie dać łupnia tej wyrafinowanej arystokratce mądrości, owej wyniosłej, jakże zarozumiałej w swym przekonaniu o własnej wyjątkowości nieznośnej tyranii, która przez tysiąclecia rościła sobie prawo do dyktowania praw i kierunku człowieczego marszu.
Oczywiście – jak powszechnie wiadomo – głupota jest wieczna, była jest i będzie, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości, takie jest po prostu prawo natury, tak mówi statystyka. Tyle tylko, że głupota dawna, przedinternetowa była głupotą prywatną, całkowicie można rzec osobistą, wręcz intymną. Jeśli się człowiek należycie pilnował (a było to w jego żywotnym interesie) nie przynosiła większych szkód na skalę masową.
Głupota współczesna, ta właśnie której poświęcony jest ten tekst, to głupota jawna, publiczna, głupota rozchełstana i bezwstydna, usilnie dążąca do całkowitego obnażenia, mająca potrzebę ciągłej manifestacji. Czekała długo trzymana przez całe stulecia w ukryciu, w ciemnym lochu wstydu i braku społecznego przyzwolenia. Przyczajona w swoistej anabiozie cierpliwie trwała! I w końcu dostała od swej lepszej siostry mądrości doskonałe narzędzie. Oto jest! Habemus Internet! I od tego momentu nastąpił jakościowy przełom. Odtąd obraz świata rysują nam tępe intelektualnie indywidua, o iście troglodycich(a może „troglotycich”) horyzontach myślowych. Osobniki będące w zdecydowanej większości, znacznie bardziej rzucające się w oczy i głośniejsze od tej niewątpliwie cichszej, zdecydowanie mniej licznej (krzywa Gausa) i obarczonej niezliczonymi etycznymi, kulturowymi i obyczajowymi ograniczeniami reszty.
Osobniki głupie, z natury obdarzone są bowiem mniejszymi, albo wręcz żadnymi hamulcami obyczajowymi, za to są najczęściej niezwykle toporne w obejściu, skuteczne do bólu w przeforsowywaniu swoich racji i oczywiście całkowicie odporne na jakąkolwiek krytykę. Są też konsekwentne w bezkompromisowym dążeniu do zdominowania przeciwnika (w końcu ewolucja nie toleruje słabości), którym jest każdy kto ośmiela się myśleć samodzielnie, nieco inaczej, albo po prostu ciut głębiej. Warcząc i strasząc, suto obdarowując niewybrednymi epitetami w mediach społecznościowych, które są podstawową współczesną areną komunikacji,, zapędzają intelektualistów do ich egzystencjalnego kąta, spychając ich swym spektakularnie wytatuowanym ramieniem do ciasnej kulturowej niszy. Tak pozyskana władza, w sensie symbolicznym ale i konkretnym daje im niekwestionowane profity i rzeczywistą dominację w przestrzeni społecznej.
To w dalszej perspektywie pompuje wszelkie radykalne nurty, jak i oczywiście stymuluje populizm, na skutek czego w polityce do władzy dochodzą coraz bardziej ekstremistyczni radykałowie, politycy stricte konfrontacyjni, a uśpione dotąd demony podnoszą głowę. Współcześnie coraz częściej wybuchają nowe/stare wojny (dotychczas będące w stanie hibernacji) i rodzi się nieprzyjemne wrażenie graniczące z pewnością, że świat zdaje się stawać na krawędzi jakiejś nieodwracalności.
To nasilające się panoszenie się głupoty w życiu społecznym sprawia, że świat wichruje się i dialektycznie upraszcza, degradując się poprzez narzucony mu przez głupotę redukcjonizm poznawczy. Wszystko musi być proste (a już szczególnie argumentacja), albo zostaje z dyskursu wykluczone. W tej rozgrywce liczy się jedynie doraźny zysk, szybki sukces z perspektywą zaledwie na dziś i pół jutra. Niewątpliwym paradoksem tej sytuacji jest także to, że to właśnie przyniesiona przez intelektualne giganty rewolucja technologiczna, zamiast pchnąć naprzód taczki postępu również w sferze światopoglądowej, w praktyce oddała głos głupocie, pokazała światu jej mnogość i siłę.
Efektem tego jest postępująca degradacja kultury w stronę tej populistycznej, sprzyjającej najniższym instynktom, kultury w jej formie najbardziej sprzedajnej, łatwej, wychodzącej naprzeciw potrzebie dostarczenia jedynie prostej rozrywki i pretekstu do odreagowania trudów dnia codziennego. Wszystko co ciut trudniejsze, ciut mądrzejsze, odrobinę głębsze, a więc bardziej elitarne, bo wymagające odrobinę wysiłku, stało się wstrętne, odpychające, nieopłacalne, nie przynoszące zysków, a więc po prostu niepożądane. Powiecie: no i co, co z tego?
Widocznie tak właśnie mielą młyny ewolucji, ona wie wszak najlepiej, co nam się opłaci jako gatunkowi. Otóż nieprawda! To jedynie ślepy biologiczny zegarmistrz (to cytat z klasyka doskonale obrazujący niedeterministyczny charakter mechanizmu ewolucyjnego). W ujęciu czysto biologicznym można dyskutować nad prawdziwością tej tezy, natomiast myśląc o egzystencji ludzkiej jako procesie nieustannego definiowania człowieczeństwa, ten zalew głupoty w życiu publicznym jest ewidentnie społecznie destrukcyjny. Wkrótce (a może nawet ciut prędzej) straszliwie zemści się na nas wszystkich owo lenistwo z jakim podchodzimy do tego zjawiska i z całą pewnością, prędzej niż później, wszyscy poniesiemy owego spłycenia kultury, sprymitywizowania wartości, zmarginalizowania siły intelektu na rzecz przeforsowanego płytkiego obrazu świata i systemu wartości, dotkliwe skutki.
Głupota zawsze jest najdroższa i zawsze płaci się za nią najwyższą cenę. Cenę tę zapłacą przyszłe pokolenia. Jej królowanie będzie bolesne dla wszystkich, nie tylko tych mądrych (tej elity, która z konieczności zmuszona jest udać się na emigrację wewnętrzną), dla mniej mądrych także. Tyle, że ci zorientują się ciut później. Za to wszyscy, jak jeden mąż, odczujemy ją bardzo boleśnie. Bo głupota, zawsze w konsekwencji oznacza bałagan, chaos i rozpad. Jeśli (za co trzymajmy wspólnie kciuki) nie dla całego gatunku, np. w postaci kataklizmu w rodzaju wojny nuklearnej, to z pewnością w sensie utraty jakości człowieczeństwa.
Głupota jako niezdolność rozumienia prawideł świata i wiążącym się z nią nieustannym usiłowaniem ich pogwałcania, jest po prostu cechą samookaleczającą. To próba narzucania swej „prawdy” wbrew faktom, logice, autorytetom, słowem, wbrew wszystkiemu, ze zdrowym rozsądkiem na czele. „Prawdy” która najczęściej przybiera formę ideologii/religii, do której wyznawania wystarczy ślepa wiara i silna determinacja. To nie może się dobrze skończyć. I jak pokazuje cierpliwa nauczycielka życia historia — to nigdy nie kończy się dobrze.
A ponieważ rzeczona historia kołem się toczy i lubi się powtarzać, nie pozostaje nam nic innego jak wystosować tyleż żałosny, co jedyny możliwy w tej sytuacji apel. Droga, szanowna, goniąca coraz bardziej w piętkę dwudziestopierwszowieczna ludzkości: zatrzymaj się choć na moment, w swym forsownym marszu w stronę przepaści. Masz jeszcze krótką chwilę do namysłu. Naprawdę tylko chwilę, zanim sprawy całkowicie i tym razem już nieodwracalnie wymkną Ci się spod kontroli.

