Na antypodach
Cudowny lud świętokrzyski okrutnie boi się uchodźców, których hordy – niczym barbarzyńcy – ponoć osaczają już granice Świentostanu. Stoją natrętnie u naszych bram z dzidami, maczetami i czym-tam-chceta. Też to widzicie? Jeśli nie, to stańcie teraz posłusznie na głowie, by empirycznie i antypodycznie zbliżyć się do prawdy. Jak mawiał ks. Tischner – w naszym świecie prawdy som aż trzy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda. Sami zdecydujcie, która kategoria prawdy jest wam najbliższa.
Kiedy rozum śpi, budzą się demony. XVIII-wieczny hiszpański artysta Francisco Goya, twórca “kapryśnych” satyrycznych miedziorytów z pewnością nie spodziewał się, iż jego oświeceniowa frywolność nabierze z czasem wymiaru quasi-uniwersalnego. Goya ze strachu przed Inkwizycją zniszczył znaczną część swoich prac. Podobno obawiał się demonów, które trwale tkwią w każdym z nas.
Strach ma podobno wielkie oczy, a ja spoglądam niepewnie na stojąca w kącie wielką i ciężką walizkę w kolorze pomarańczowym, której nie mam odwagi otworzyć już od prawie 20 lat. Spakowałem ją przed laty w Arabii Saudyjskiej i omijam od tej pory szerokim łukiem niczym lampę Aladyna. Po prostu boję się, oj boję, tego dżina, który mógłby zeń wyskoczyć. Był kiedyś taki radziecki film Magiczna lampa Aladyna, nakręcony w roku mojego urodzenia… Lepiej więc włożyć czapkę niewidkę i iść dalej, niźli mierzyć się z przeszłością ukrytą w magicznej walizce. Też mam swoje traumy i tajemnice, a bo co?
