Patatajnia. Bumerang historyczny
Bruksela, Berlin, Paryż i Wiedeń to takie miejsca, gdzie naprawdę trudno uciec przed samym sobą, a tym bardziej przed rozpędzoną, bohaterską polską husarią. Po kolejnej nadwiślańskiej anty-europejskiej szarży niektórzy nadal twierdzą, że wygrali „bitwę”, ale przegrywają „wojnę” polsko-polską. 15 X 2023 suweren na szczęście w końcu przemówił, że ma dosyć haniebnej i cynicznej propagandy sukcesu, absurdalnej megalomanii, ordynarnej hucpy, kłamstwa i złodziejstwa w majestacie prawa (i sprawiedliwości). Macchiavelli przewidziałby zapewne, iż to wszystko nie mogło się dobrze skończyć. Na nic się zdała dogmatyczna szarża ideologicznie nabzdyczonych i zaślepionych post-liberalnych „rycerzy Apokalipsy”. W amoku samozadowolenia zapomniano, że żadna władza nie trwa wiecznie. Nie da się bezkarnie poniewierać i upokarzać obywateli, którzy inaczej pojmują istotę współczesnego patriotyzmu. Coś w tym jest, że jaki kraj, takie i jego patataj-patataj-patataj.
Ostatnimi czasy niczym bumerang wracają do nas najobrzydliwsze i raczej dawno zapomniane demony przeszłości. Antyimigrancka histeria, antysemickie wybryki europosła Brauna oraz nacjonalistyczne kibolskie marsze nie wróżą niczego dobrego na przyszłość. Na naszych oczach cyniczny populizm przepoczwarza się w ordynarny faszyzm i lada moment będzie za późno, by go powstrzymać. Nie pomogą tu żadne – choćby najbardziej wyszukane – analizy politologiczne. Skrajna prawica kontra skrajna lewica prowadzą nas na manowce. W obliczu niekończącej się wojny w Ukrainie oraz polsko-polskich ustawek tym bardziej ogarnia przerażenie, co dalej. To prawda, że jaki kraj, takie i jego patataj-patataj-patataj. Zaczyna to jednak brzmieć coraz bardziej złowieszczo.
