Oj dana-dana. Módl się i pracuj
Prawdziwy sezon ogórkowy w tym roku zaczął się od gruntownej rekonstrukcji rządu, w nadziei, iż – pomimo wizerunkowej klęski ostatnich dwóch lat – wszystko uda się jeszcze zmienić i na przykład wygrać wybory parlamentarne w roku 2027. Czekamy na cud. Modlimy się i myślimy o tym już teraz z przekonaniem, że nie wszystko jeszcze stracone, czyli że nie są to jedynie pobożne życzenia. Oj dana-dana.
Są wakacje, więc ja do stolicy pociągiem jadę. Zanim w drodze do reszty stracę mą duszę: słowiańską oraz fantazję: ułańską, na głowę kapelusz wkładam. Słomiany. Pociąg mknie przez pola łany. W tle chochoły tańczą, cymbaliści grają. A ja cóż? Skromnie siadam w kąciku i modlę się, modlę gorliwie, a potem poezję czytam, bo mi wolno. W przerwach gadam też coś albo do siebie, albo myśli wymieniam z ludem bożym z okolic mojej małej ojczyzny, leżącej niepozornie w samym Sercu Europy. A bije ono rytmicznie i bynajmniej nie monotonnie. Po świętokrzysku. Oj dana-dana.
Przy najbliższej okazji wybierzcie się w góry nasze świętokrzyskie i podumajcie przez chwilę o herbie naszego regionu, którego najważniejszym elementem jest Krzyż Łysogórskich Benedyktynów. To właśnie od nich pochodzi ta myśl złota, o której jakże często zapominamy: Ora et labora (Módl się i pracuj). No i wyszło kazanie…, ale może coś w tym jest? Cierpliwości. Jak mawiał (i rysował) poeta – Nie martwcie się, jutro będzie gorzej, ale za to pojutrze… Tak kilka dni temu mówili też współpasażerowie pociągu na dobrze znanej trasie. Oj dana-dana. Zygzakiem.
