Krużganki oświaty: POLSKA DLA BOCIANÓW!
Tym razem będzie na poważniej, albowiem niezbadane są wyroki niebios oraz szlaki, jakimi chadza nasza wyobraźnia. Niezbadane są horyzonty, z jakimi przychodzi się nam mierzyć w nudnej codzienności. Naiwnie wciąż dziwię się i dziwię, i nadziwić nie mogę. To trochę tak, jakbym był ciągle na początku, gdyż koniec raczej wymyka się mej percepcji. Jest mi zdecydowanie bliższa nieskończoność.
Widziałem wiele razy pustynię ogromną i step szeroki a także prerię, których naturalnie nawet okiem sokolim zmierzyć nie dawało rady. Dookoła zaś prawie wszystko było w ruinie. Nicość po prostu, taka trochę “ziemia ulro”. Nie pozostawało zatem nic innego, jak czem prędzej wstawać z kolan i głowę (dumnie choć nieśmiało) unosić ku niebu, coby zaraz potem z zapartym tchem zerkać na horyzont. Metafizycznie ekscentryczny ma się rozumieć, bo gdy z rzadka raczej bywało tuż po deszczu, po którym zaraz wychodziło słońce, tęczy co raz wypatrywałem,. Tak było po to tylko by natychmiast zdać sobie sprawę, iż cóż z tego że wkoło tak kolorowo, skoro i tak nikt nie woła, a i tak trzeba było jechać dalej. Fatamorgana, nudny bezruch i cisza to w sumie to samo.
Codzienny gwar panujący w sercu Europy jest także na swój sposób metafizyczny i ekscentryczny. Owe tysiące eurokratów mozolnie i z pasją starających się porządkować wszechobecny wielowymiarowy chaos. Sprawnie poruszają się wewnątrz iście platońskiego labiryntu, gdzie definicje naszej europejskości jawią się niczym ulotne cienie na jego ścianach. Wszystko układa się potem w dość przekonywującą całość, w coś, co można by zapewne nieco enigmatycznie nazwać pragmatycznym idealizmem ponowoczesnej Europy.
