Autor: C VEL K

FelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Nieznośna tymczasowość

Skoro więc nie da się zmienić przeszłości, a teraźniejszość okazuje się w gruncie rzeczy wieloznacznym i nieznośnym pół-snem, jedyną rzeczą trzymającą nas przy życiu jest wciąż dająca nadzieję przyszłość. W miarę upływu lat zmagania z codziennością kończą się u mnie zawsze konstatacją, iż w gruncie rzeczy ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy, gdyż tylko na nie czekamy i tylko to, co przed nami można jeszcze jakoś zmienić. To, co przemija pozostanie lada moment (w najlepszym wypadku) miłym wspomnieniem bez wad.

Przy porannej kawie czytam z zapartym tchem po raz kolejny “Nieznośną lekkość bytu” Kundery. I co potem? Picie kawy tylko wtedy ma sens, gdy towarzyszą mu szalone emocje. Tylko wtedy ta banalna z pozoru czynność staje się przeżyciem głęboko egzystencjalnym. Einmal ist Keinmal (raz to tyle, co nic), dlatego tak ważnym staje się staranne kultywowanie codziennych rytuałów. W innym wypadku wszystko przecieknie nam mimowolnie (nim się zorientujemy) przez palce, a na końcu tej drogi jest już tylko nuda i bezsens.

Przełączam kanał radiowy zanim znowu zagrają Zenka albo Sławomira. Niech lepiej dalej lecą Grechuta, Turnau albo Cohen. Codzienna i nieznośna tymczasowość również mają w sobie jakiś głęboko ukryty sens. Wspominam lekkość sanatoryjnej rzeczywistości w Busku-Zdroju, która jest przecież pozorna. Wszechobecne egzystencjalne cierpienie oraz fizyczny ból mniej lub bardziej chorych współkuracjuszy miały sens, gdyż wszyscy myślą o lepszym i zdrowszym życiu.

Read More
FelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Oj dana-dana. Módl się i pracuj

Prawdziwy sezon ogórkowy w tym roku zaczął się od gruntownej rekonstrukcji rządu, w nadziei, iż – pomimo wizerunkowej klęski ostatnich dwóch lat – wszystko uda się jeszcze zmienić i na przykład wygrać wybory parlamentarne w roku 2027. Czekamy na cud. Modlimy się i myślimy o tym już teraz z przekonaniem, że nie wszystko jeszcze stracone, czyli że nie są to jedynie pobożne życzenia. Oj dana-dana.

Są wakacje, więc ja do stolicy pociągiem jadę. Zanim w drodze do reszty stracę mą duszę: słowiańską oraz fantazję: ułańską, na głowę kapelusz wkładam. Słomiany. Pociąg mknie przez pola łany. W tle chochoły tańczą, cymbaliści grają. A ja cóż? Skromnie siadam w kąciku i modlę się, modlę gorliwie, a potem poezję czytam, bo mi wolno. W przerwach gadam też coś albo do siebie, albo myśli wymieniam z ludem bożym z okolic mojej małej ojczyzny, leżącej niepozornie w samym Sercu Europy. A bije ono rytmicznie i bynajmniej nie monotonnie. Po świętokrzysku. Oj dana-dana.

Przy najbliższej okazji wybierzcie się w góry nasze świętokrzyskie i podumajcie przez chwilę o herbie naszego regionu, którego najważniejszym elementem jest Krzyż Łysogórskich Benedyktynów. To właśnie od nich pochodzi ta myśl złota, o której jakże często zapominamy: Ora et labora (Módl się i pracuj). No i wyszło kazanie…, ale może coś w tym jest? Cierpliwości. Jak mawiał (i rysował) poeta – Nie martwcie się, jutro będzie gorzej, ale za to pojutrze… Tak kilka dni temu mówili też współpasażerowie pociągu na dobrze znanej trasie. Oj dana-dana. Zygzakiem.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Ulotny globalno/lokalny świat

Nie ma drugiego takiego miejsca na ziemi, jak Tallin. Wbrew pierwszemu skojarzeniu, iż nazwa miasta ma coś wspólnego ze Stalinem, okazuje się że Tallin to po prostu „duńskie miasto”, z najstarszą i najlepiej zachowaną średniowieczną fortecą w Europie. Prawdziwe serce Europy jest właśnie tutaj, gdyż każdy może w Estonii wirtualnie zamieszkać. Od 2019 roku Estonia oferuje jedyną na świecie e-rezydencję, co czyni ją najbardziej  wielokulturowym krajem współczesnej Europy.

Europejska wielokulturowość ma długą tradycję. Estońska karta e-rezydenta nadaje jej jednak szczególny i nigdzie indziej niespodziewany wymiar. Z małego i zimnego bałtyckiego kraju prowadzi działalność gospodarczą na skalę globalną już niemal osiem tysięcy firm. Sami zaś e-rezydenci Tallina pochodzą aż ze 175 krajów.

Można powiedzieć, że estoński e-eksperyment idzie z duchem czasu, gdzie coraz więcej z nas Europejczyków zadaje sobie pytania o naszą tożsamość narodową, o to, jak właściwie ją zdefiniować. Estończycy jak zdecydowali za nas, że być może nie ma właściwie takiej potrzeby, i że przyszłość trwałości i dalszego rozwoju europejskiego projektu nie tkwi wcale w tym, ile krajów przyjmie wspólna walutę czy też będzie w stanie swobodnie fizycznie przemieszczać się z miejsca na miejsc w przestrzeni bez granic. W Estonii kulturowych granic już nie ma i właściwie każdy może zostać Estończykiem (?).

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Carpe diem: Od ody do ody

W lipcu 2014 roku niespodziewanie znalazłem się w Urugwaju. Z okien restauracji El viejo y el mar (Stary człowiek i morze) w Montevideo w chłodne lipcowe późne popołudnie świat wygląda inaczej. Pierwszy właściciel był podobno zaprzyjaźniony z Ernestem Hemingwayem i stąd wzięła się nazwa miejsca, położonego dokładnie u ujścia Rio de La Plata do południowego Atlantyku.

Wpatruję się we wzburzone fale nieopodal i wsłuchuję się w ich szum… Nie jestem pewien, jakiego dokładnie marlina (może pasiastego?) złowił Santiago z pełnego alegorii opowiadania Hemingwaya. Wiadomo, że była to Wielka Ryba złowiona przez Starego Rybaka po kilkudziesięciu nieszczęśliwych dniach bezowocnej pracy na morzu.

Mimo przeciwności stary Santiago walczy, wierząc że w końcu coś złowi. Santiago nie poddaje się i dlatego zwycięża. Wierzy, że jako człowieka fizycznie można go zniszczyć, jednakże nie można pokonać jego ducha i woli przetrwania. Ratuje go metafizyka. Po prostu. Gdyby opowieść Hemingwaya napisać wierszem, musiałaby mieć formę ody. Byłaby to Oda o potędze ludzkiego ducha.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

KIELCE. Szczury w mieście. Nieopodal Ogrodu Wolności

Z przerażniem obserwowałem dzisiaj mieszkańców także i naszego miasta, ubranych w koszulki z rysunkiem „gaśnicy antyhanukkowej” oraz napisem „Drużyna Brauna – Świętokrzyskie”, „dumnie” trzymających przed Urzędem Wojewódzkim w Kielcach transparent: „Stop inwazji imigrantów!!!”.

Tak było też w innych miastach. Wszem i wobec polskie echo poniosło rytmiczne rasistowskie okrzyki: „Wiel-ka–Pol-ska–dla–Pol-ak-ów!!!”

W Kielcach brzmią one niczym makabryczny „rechot historii”. Demonstracja odbyła się wszak po przeciwnej stronie ulicy od powstałego niedawno „Ogrodu Wolności”, w którym kręte ścieżki prowadzą do dawnej Synagogi oraz zaledwie około 150 metrów od ul. Planty 7, czyli od miejsca niechlubnego Pogromu Kieleckiego, którego 79. rocznicę obchodziliśmy niespełna 2 tygodnie temu, 4 lipca 2025 roku.

Bez względu na przeróżne interpretacje oraz motywy-nie-motywy brutalnego mordu na naszych żydowskich współobywatelach w 1946 roku, uczestniczyli w tej zbrodni m. in. ówcześni mieszkańcy Kielc. Podobno sam pogrom został sprowokowany dla odwrócenia uwagi od sfałszowanych wyników referendum z 30 czerwca 1946 roku.

W dzisiejszych Kielcach, tak blisko miejsca hańby po wieczne czasy, współcześni neofaszyści antyimigrancką retoryką wydają się mobilizować swój elektorat już teraz, w nadziei na zwiększenie szans wyborczych w roku 2027.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Patatajnia. Bumerang historyczny

Bruksela, Berlin, Paryż i Wiedeń to takie miejsca, gdzie naprawdę trudno uciec przed samym sobą, a tym bardziej przed rozpędzoną, bohaterską polską husarią. Po kolejnej nadwiślańskiej anty-europejskiej szarży niektórzy nadal twierdzą, że wygrali „bitwę”, ale przegrywają „wojnę” polsko-polską. 15 X 2023 suweren na szczęście w końcu przemówił, że ma dosyć haniebnej i cynicznej propagandy sukcesu, absurdalnej megalomanii, ordynarnej hucpy, kłamstwa i złodziejstwa w majestacie prawa (i sprawiedliwości). Macchiavelli przewidziałby zapewne, iż to wszystko nie mogło się dobrze skończyć. Na nic się zdała dogmatyczna szarża ideologicznie nabzdyczonych i zaślepionych post-liberalnych „rycerzy Apokalipsy”. W amoku samozadowolenia zapomniano, że żadna władza nie trwa wiecznie. Nie da się bezkarnie poniewierać i upokarzać obywateli, którzy inaczej pojmują istotę współczesnego patriotyzmu. Coś w tym jest, że jaki kraj, takie i jego patataj-patataj-patataj.

Ostatnimi czasy niczym bumerang wracają do nas najobrzydliwsze i raczej dawno zapomniane demony przeszłości. Antyimigrancka histeria, antysemickie wybryki europosła Brauna oraz nacjonalistyczne kibolskie marsze nie wróżą niczego dobrego na przyszłość. Na naszych oczach cyniczny populizm przepoczwarza się w ordynarny faszyzm i lada moment będzie za późno, by go powstrzymać. Nie pomogą tu żadne – choćby najbardziej wyszukane – analizy politologiczne. Skrajna prawica kontra skrajna lewica prowadzą nas na manowce. W obliczu niekończącej się wojny w Ukrainie oraz polsko-polskich ustawek tym bardziej ogarnia przerażenie, co dalej. To prawda, że jaki kraj, takie i jego patataj-patataj-patataj. Zaczyna to jednak brzmieć coraz bardziej złowieszczo.

Read More
FelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

W winie prawda, w wodzie zdrowie?

To Tacyt opisał kiedyś, jak to ludy germańskie miały w zwyczaju pić wino w trakcie narad plemiennych. Wierzyły, że w stanie nietrzeźwości nikt nie potrafi skutecznie kłamać. Według Herodota z kolei, starożytni Persowie stosowali zasadę, że decyzje podjęte na trzeźwo, należało potem na nowo przemyśleć po pijanemu. Alkohol pomagał zatem w zbliżaniu się do prawdy, co niekoniecznie było zdrowe. Stąd wzięło się powiedzenie: „W winie jest prawda, w wodzie zdrowie” (In vino veritas, in aqua sanitas)…

Na świętokrzyskiej wsi znowu przykładam do oczu lornetkę, aby lepiej przyjrzeć się peryferyjno-centralnej codzienności po drugiej stronie. Im dłużej patrzę, tym więcej piję i tym bardziej pogrążam się w zadumie. Cóż mi z tego, że na Łysej Górze beztrosko harcują czarownice, a w okolicznych lasach Makosz z Makoszą nabożnie odprawiają swe tajemne rytualne pląsy. W przerwach pajączki delikatnie oplatające roznamiętnioną Makoszę, przepowiadają Makoszowi przyszłość. Na szczęście nie brakuje wina sandomierskiego, a w razie czego, dopóki jest woda, poprosimy o cud. Zewsząd słychać także fantastycznie jazzujące klezmerskie kapele. Nic dodać, nic ująć – po prostu: wino, kobiety i muzyka.

Wszelkie powiewy peryferyjnej sielanki w zestawieniu z centralnie inspirowaną antyimigrancką histerią należy jednak traktować z daleko idącym sceptycyzmem. Niestety ów iluzoryczny wakacyjny spokój zakłócają rasistowskie pomruki rodzimego neofaszyzmu. O zgrozo, im więcej antysemickich wyskoków europosła Grzegorza Brauna, tym szybciej rosną notowania jego partii! Żerowanie na najniższych instynktach ludu stało się u nas sposobem na życie i polityczne przetrwania kanalii wszelkiego autoramentu. W dodatku to rodzime, nadwiślańskie ścierwo eksportowe pasożytuje na wikcie europejskich podatników, czyli również naszym.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Poranna medytacja w deszczu

Gdy pada deszcz, najlepiej napić się wina i – oczywiście – oddać się medytacji. Przeminęły wszak w końcu nieznośne upały i nawet w Opolu już dawno po festiwalu. Wraz z nadejściem kalendarzowego lata miało być normalniej. Właściwie to cudnie byłoby tak od razu wskoczyć na rower i udać się gdzieś w siną dal. Wraz z nadejściem lata miało być natychmiast tyle słońca w całym mieście. Popatrz, no po prostu popatrz, ile szczęścia niosą z sobą zakochani. Taaak, najlepsze są medytacje przy winie w objęciach zakochanej kobiety. Chyba, że jest się listonoszem.

Niestety u nas na wsi też ciągle leje jak z cebra, przez co utknął na dobre wśród tych łąk zielonych nasz czuły listonosz (niczym ów narrator ze słynnego eseju noblistki). Przy małej kapliczce pod wiatą przycupnął, zadumany w medytacji nad naszym losem, onieśmielony nieco pobożnym patosem. Wiejska droga rozmokła zupełnie i wkoło błota tyle, że nie sposób złapać jakąkolwiek równowagę i jechać dalej. A to przecież i tu, i tam ludzie listy piszą oraz na listy czekają.

Chwilowo krajobraz zrobił się szwedzki. Wozy kolorowe pędzą, nie zważając na wszechobecne kałuże. A tu wypadałoby może na chwilę zdjąć nogę z gazu i przyklęknąć. Ale gdzie tam… Zwłaszcza, że torba listonosza jest dziś równie ciężka jak i głowa jego – od myśli nieznośnych. Nasz listonosz musi jeszcze zręcznie trzymać parasol, żeby przynajmniej one nie przemokły. Cóż innego ma począć, skoro świat dokoła taki przemoczony i zamroczony.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Na antypodach

Cudowny lud świętokrzyski okrutnie boi się uchodźców, których hordy – niczym barbarzyńcy – ponoć osaczają już granice Świentostanu. Stoją natrętnie u naszych bram z dzidami, maczetami i czym-tam-chceta. Też to widzicie? Jeśli nie, to stańcie teraz posłusznie na głowie, by empirycznie i antypodycznie zbliżyć się do prawdy. Jak mawiał ks. Tischner – w naszym świecie prawdy som aż trzy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda. Sami zdecydujcie, która kategoria prawdy jest wam najbliższa.

Kiedy rozum śpi, budzą się demony. XVIII-wieczny hiszpański artysta Francisco Goya, twórca “kapryśnych” satyrycznych miedziorytów z pewnością nie spodziewał się, iż jego oświeceniowa frywolność nabierze z czasem wymiaru quasi-uniwersalnego. Goya ze strachu przed Inkwizycją zniszczył znaczną część swoich prac. Podobno obawiał się demonów, które trwale tkwią w każdym z nas.

Strach ma podobno wielkie oczy, a ja spoglądam niepewnie na stojąca w kącie wielką i ciężką walizkę w kolorze pomarańczowym, której nie mam odwagi otworzyć już od prawie 20 lat. Spakowałem ją przed laty w Arabii Saudyjskiej i omijam od tej pory szerokim łukiem niczym lampę Aladyna. Po prostu boję się, oj boję, tego dżina, który mógłby zeń wyskoczyć. Był kiedyś taki radziecki film Magiczna lampa Aladyna, nakręcony w roku mojego urodzenia… Lepiej więc włożyć czapkę niewidkę i iść dalej, niźli mierzyć się z przeszłością ukrytą w magicznej walizce. Też mam swoje traumy i tajemnice, a bo co?

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Tekturowy folwark w samo południe

Ogary poszły w las… Chociaż wszystkie polnische Schweine dawno już odleciały (na Zachód), nach Deutschland, für Deutschland, smród i tak się wylewa z polskiego chlewa. Hej, co się porobiło z tą krainą złą (?) – jak śpiewa Kazik. Upał rozgrzewa dziś do czerrrwoności polską politykę. Na polsko-niemiecko-polskie pogranicze – niczym karaluchy – wypełzają Bąkowicze. Hej.

Prawdziwa polityka zawsze jest gorrrąca i dzieje się wszak na pograniczu miłości i nienawiści, czyli strachu. Jak zwykł mawiać Machiawelli, jeśli lud nie może nas jednocześnie kochać i nienawidzić, niechaj przynajmniej truchleje ze strachu. Cel uświęca środki, a gdy z nieba bucha, najlepsza jest pseudopatriotyczna rozpierducha, od ucha do ucha. Hej.

Machiaweliczni kataryniarze znów chwycili wiatr w żagle, a my maluczcy pytamy, jak żyć, by nie oślepiły nas przebłyski ich cynicznej inteligencji. Jak żyć w tym amoku, by nie stracić wzroku? A może o to właśnie chodzi, byśmy z miłości do wodza oślepli i przy okazji stracili rozum? Jednak nie ma takiej opcji, bo nikt nas nie przekona, że nasz świat jest czarno-biały albo tym bardziej biało-czarny. Nasz świat jest kolorowy i takim zostanie. Nie chcemy przecież szarych plam na słońcu. Hej.

Read More