Nieznośna tymczasowość
Skoro więc nie da się zmienić przeszłości, a teraźniejszość okazuje się w gruncie rzeczy wieloznacznym i nieznośnym pół-snem, jedyną rzeczą trzymającą nas przy życiu jest wciąż dająca nadzieję przyszłość. W miarę upływu lat zmagania z codziennością kończą się u mnie zawsze konstatacją, iż w gruncie rzeczy ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy, gdyż tylko na nie czekamy i tylko to, co przed nami można jeszcze jakoś zmienić. To, co przemija pozostanie lada moment (w najlepszym wypadku) miłym wspomnieniem bez wad.
Przy porannej kawie czytam z zapartym tchem po raz kolejny “Nieznośną lekkość bytu” Kundery. I co potem? Picie kawy tylko wtedy ma sens, gdy towarzyszą mu szalone emocje. Tylko wtedy ta banalna z pozoru czynność staje się przeżyciem głęboko egzystencjalnym. Einmal ist Keinmal (raz to tyle, co nic), dlatego tak ważnym staje się staranne kultywowanie codziennych rytuałów. W innym wypadku wszystko przecieknie nam mimowolnie (nim się zorientujemy) przez palce, a na końcu tej drogi jest już tylko nuda i bezsens.
Przełączam kanał radiowy zanim znowu zagrają Zenka albo Sławomira. Niech lepiej dalej lecą Grechuta, Turnau albo Cohen. Codzienna i nieznośna tymczasowość również mają w sobie jakiś głęboko ukryty sens. Wspominam lekkość sanatoryjnej rzeczywistości w Busku-Zdroju, która jest przecież pozorna. Wszechobecne egzystencjalne cierpienie oraz fizyczny ból mniej lub bardziej chorych współkuracjuszy miały sens, gdyż wszyscy myślą o lepszym i zdrowszym życiu.
