Kosmos (nie tylko) o poranku
Zapytali mnie kiedyś moi studenci w Rijadzie, co myślę o Arabii Saudyjskiej, gdzie pomimo zielonej flagi narodowej z mottem ze Świętej Księgi, dominującymi kolorami są biały i czarny (wiadomo: obywatele ubrani na biało, obywatelki zaś – na czarno). Wyobraziłem zatem sobie wtedy, co widać z kosmosu, gdy patrzy się w dół na Półwysep Arabski. Pogrążony już wtedy w wyszukanych pustynnych metaforach, pomyślałem i powiedziałem, iż przypomina ów półwysep taką-jakby gigantyczną zebrę. Czarno i biało, biało i czarno. Na takie dictum zapanowała w auli kosmiczna mniej-więcej-trzydziestosekundowa cisza… Konsternacja? O co chodzi???
Po głębszym oddechu jeden ze studentów wyjaśnił mi nieśmiało, że choć wkoło jest tak czarno-biało, to dla Saudyjczyków (i nie tylko) zebra to osioł (czyli ‘donkey). Aaaa, to przepraszam, otwieram oczy ze zdumienia, że dla nas zebra (gdy wychodzi z cienia) to czarno-biały koń (czyli ‘horse’). ‘Teacher, teacher, SAUDIA NO DONKEY, SAUDIA HORSE! (Arabia Saudyjska to nie osioł, lecz koń!). Eureka kulturowa! Oto jeszcze jeden dowód, że podróże (nie tylko w kosmos) naprawdę kształcą.
