KIELCE. Historia i teraźniejszość
To, co dziś jest stare, kiedyś było nowe. To, co dziś jest nasze, kiedyś nasze nie było. Nie było też cudze, bo w powszechnym mniemaniu było niczyje – a skoro niczyje, to wszyscy mieli to gdzieś.
Jesteśmy pokoleniem naprawdę szczęśliwym, gdyż na naszych oczach dokonały się w Polsce po roku 1989 przemiany, o jakich wielu przed nami mogło tylko pomarzyć. Wydawało się, że poprzez przystąpienie do NATO oraz Unii Europejskiej nareszcie udało nam się wydostać z geopolitycznego koszmaru Europy Środkowo-Wschodniej. Dzisiaj niestety po raz kolejny przychodzi nam stawić czoła „niezamierzonym konsekwencjom” dopiero co odzyskanej wolności.
Niespełna miesiąc temu – 26 lipca 2025 roku – w samo południe – przez główną ulicę Kielc przemaszerował pochód przeciwko „nielegalnej imigracji” oraz powstaniu w naszym mieście Centrum Integracji Cudzoziemców, zorganizowany przez „Kieleckich Patriotów”.
Ich patronem i bohaterem jest m. in. Janusz Waluś – polski emigrant do RPA, zwolennik apartheidu i morderca czarnoskórego Chrisa Haniego w roku 1993. W haniebnym i skandalicznym pochodzie domniemani lokalni patrioci przemaszerowali z Walusiem na czele, wraz z piłkarskimi kibicami Korony Kielce oraz wyborcami faszysty i – pochodzącego ze świętokrzyskich Mirogonowic – antysemity europosła Grzegorza Brauna.
Demonstracja przeszła od kieleckiego dworca PKP do Świętokrzyskiego Urzędu Wojewódzkiego, po drodze mijając miejsce powojennego pogromu żydowskich mieszkańców Kielc (4 lipca 1946 roku). Cokolwiek należałoby dodać do tej krótkiej relacji, nie ma usprawiedliwienia dla antysemityzmu oraz rasizmu, które w sposób uwłaczający nam wszystkim objawiają się coraz dobitniej w polskim życiu publicznym. Nie powinno być w nim miejsca dla Walusiów, Braunów i Bąkiewiczów!
Tak oto budzą się w naszym kraju dawno zapomniane demony przeszłości, tak oto na naszych oczach odradza się faszyzm. Czyżbyśmy byli świadkami kolejnej „ucieczki od wolności”? A może chodzi raczej o – jak mawia nadprezes Kaczyński – „syndrom sztok-sztook-sztoookholmski”? Trudno powiedzieć. Mam jednak nieodparte wrażenie, iż pewna część naszego społeczeństwa nie może po prostu żyć bez babrania się w bagnie historii. I to nie tylko w Kielcach.
