Aktualności

AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Krużganki oświaty: POLSKA DLA BOCIANÓW!

Tym razem będzie na poważniej, albowiem niezbadane są wyroki niebios oraz szlaki, jakimi chadza nasza wyobraźnia. Niezbadane są horyzonty, z jakimi przychodzi się nam mierzyć w nudnej codzienności. Naiwnie wciąż dziwię się i dziwię, i nadziwić nie mogę. To trochę tak, jakbym był ciągle na początku, gdyż koniec raczej wymyka się mej percepcji. Jest mi zdecydowanie bliższa nieskończoność.

Widziałem wiele razy pustynię ogromną i step szeroki a także prerię, których naturalnie nawet okiem sokolim zmierzyć nie dawało rady. Dookoła zaś prawie wszystko było w ruinie. Nicość po prostu, taka trochę “ziemia ulro”. Nie pozostawało zatem nic innego, jak czem prędzej wstawać z kolan i głowę (dumnie choć nieśmiało) unosić ku niebu, coby zaraz potem z zapartym tchem zerkać na horyzont. Metafizycznie ekscentryczny ma się rozumieć, bo gdy z rzadka raczej bywało tuż po deszczu, po którym zaraz wychodziło słońce, tęczy co raz wypatrywałem,. Tak było po to tylko by natychmiast zdać sobie sprawę, iż cóż z tego że wkoło tak kolorowo, skoro i tak nikt nie woła, a i tak trzeba było jechać dalej. Fatamorgana, nudny bezruch i cisza to w sumie to samo.

Codzienny gwar panujący w sercu Europy jest także na swój sposób metafizyczny i ekscentryczny. Owe tysiące eurokratów mozolnie i z pasją starających się porządkować wszechobecny wielowymiarowy chaos. Sprawnie poruszają się wewnątrz iście platońskiego labiryntu, gdzie definicje naszej europejskości jawią się niczym ulotne cienie na jego ścianach. Wszystko układa się potem w dość przekonywującą całość, w coś, co można by zapewne nieco enigmatycznie nazwać pragmatycznym idealizmem ponowoczesnej Europy.

Read More
AktualnościNOTABENE 1985-2025

Krzysiek

Poznaliśmy się na początku 1990 roku. Jako grupa kandydatów na radnych uczestniczyliśmy w szkoleniach, na których uczyliśmy się „miasta”. Między innymi tworzenia budżetu, gospodarki finansami, zasad urbanistyki gospodarki komunalnej, a przede wszystkim nowej ustawy o samorządzie. Wykłady prowadzili merytorycznie świetni wykładowcy. Dyskutowaliśmy, padały różne pomysły, co powinniśmy zmienić, jak będziemy tworzyć ten nowy dla wszystkich samorząd.

Już wtedy w wielu dyskusjach nie mieliśmy wątpliwości, że to właśnie Krzysztof powinien być przewodniczącym Rady.  Startowaliśmy  z list Kieleckiego Komitetu Obywatelskiego Solidarność w pierwszych wolnych wyborach samorządowych,  które odbyły się  27 maja 1990 roku.

Zwyciężyliśmy. Z naszych list wybranych zostało 40 z 50 radnych. Wśród wybranych radnych – oprócz Krzysztofa i mnie – byli jeszcze inni Żeromszczacy: Arkadiusz Płoski, którego  Rada Miasta wybrała  na pierwszego prezydenta miasta w nowym samorządzie, Jerzy Jermak, Andrzej Bobiński – w następnej kadencji przewodniczący Rady Miasta, Maciej Szydłowski. 

Po pierwszej kadencji Krzysztof zrezygnował z pracy w samorządzie. – Stanąłem przed wyborem: albo zrezygnuję całkowicie z działalności adwokackiej, albo poświęcę się samorządowi. Tego nie dało się połączyć – mówił po latach „Wyborczej”.

To była trudna decyzja, był przecież działaczem Komitetu Obywatelskiego w czasie transformacji ustrojowej.  Należał do grona liderów reform wprowadzających do życia społecznego nowe zasady, przede wszystkim dotyczące działania samorządu po 1989 roku.

Z wyboru jednak był adwokatem i kochał swój zawód. Bronił m.in. opozycjonistów w okresie PRL, później pomagał w uzyskaniu zadośćuczynienia osobom represjonowanym. Brał też udział w akcjach bezpłatnych porad prawnych.

Read More
AktualnościNOTABENE 1985-2025

Drobne

Drobne wypadły praktycznie z obiegu. Leżą gdzieś zapomniane – w szufladach, puszkach, słoikach. Najbardziej chyba przydają się w fontannach. Rzadko używane, potrafią jednak czasem wywołać eksplozję radości u pani na poczcie czy w sobotę u pana na targu. Sięgam po takiego moniaka, wysupłuję go z pamięci i kładę przed Tobą na dowód, że to, czego doświadczyliśmy, jest skończone – ale ciągle istnieje.

3 maja 1988

Stary, kanciasty wagonik „siedemnastki”, wstrząsany dziwnymi drganiami, wziął zakręt ze Straszewskiego w prawo. Gdy tramwaj skręcał w ciasny łuk, ulica rozbrzmiewała przeszywającym piskiem metalu – jakby ktoś przeciągał gwoździem po tafli szkła. Aż ciarki przechodziły nam po plecach.

Tłum studentów zajmował całe Planty pod Collegium Novum, obserwując ten manewr wagonika z rosnącym zdumieniem, gdyż ulica, w którą skręcał, została zablokowana zwartym szpalerem zomowców uzbrojonych w długie pały i duże tarcze – w żargonie „hoplitów”. Rozstąpili się, a tramwaj powoli wjechał na prostą. To była jego stała trasa na Cichy Kącik. Przystanek znajdował się tuż za falangą i nikomu o zdrowych zmysłach nie przyszłoby do głowy, że tam się zatrzyma. A jednak.

Wysiadł jeden pasażer. Zatańczył po zejściu ze schodka pijacki taniec i złapał się latarni. „Siedemnastka” odjechała.

Między tłumem na Plantach a zomowcami trwała zażarta wymiana ciosów – z jednej strony leciał bruk, w drugą gaz. Harcownicy z parku podchodzili coraz bliżej kordonu, a kostki brukowe trafiały w tarcze coraz celniej i mocniej. Ktoś dał rozkaz, gliniarze odwrócili się w tył zwrot i w uporządkowanym szyku zaczęli się wycofywać.

Pijaczek, z opuszczoną głową, wyszedł im naprzeciw. Szedł powoli ku Plantom. Nagle stanął jak wryty, widząc kohortę zmierzającą wprost na siebie. Byli tuż przed nim. Otrzeźwiał w oka mgnieniu i kontynuował marsz prosto w zomowców. Chyba czuł, że chwila zawahania mogłaby go kosztować całą stawkę – musiał być pewny i naturalny w swoim kroku. Musiał wzbudzić wśród hoplitów szacunek, a przez szacunek – akceptację, a przez akceptację – przyzwolenie na przejście na drugą stronę.

To był PRL – „świętego pijaka” się nie tykało. To inna kategoria obywatela – nie agresywny student UJ, nie mściwy robotnik z Huty, nie „klecha” od Dominikanów. To był swój – masowy twór systemu.

Read More
AktualnościNOTABENE 1985-2025

Wspomnienie o nas „Pani Nauczycielki”

Wspomnienie „żeromskich czasów” w moim życiu nie jest zadaniem łatwym z wielu powodów, z których dzielące mnie trzydzieści pięć lat od zakończenia wieloletniej pracy w tym liceum  wydaje się najbardziej banalne. Dwadzieścia lat funkcjonowania jako nauczycielka języka polskiego i literatury oznacza, że miałam możliwość poznania około ośmiuset młodych ludzi, a w ciągu ich czteroletniej edukacji, doświadczać  razem z nimi wielu niezwykłych przeżyć wynikających nie tylko z analizy dzieł literackich, ale również z postrzegania świata, oceniania rzeczywistości, która nigdy nie jest jednoznaczna i oczywista.

Tym razem jednak przytoczę relację z dwóch wydarzeń, które były związane nie tyle z dość bezwzględnie egzekwowanym od nauczyciela stosowaniem procesu dydaktycznego, ile raczej z poszukiwaniem sposobu, jak ten proces ominąć. 

Pierwsza historia wiąże się z analizą II części „Dziadów”  Adama Mickiewicza. Nawiązując do  genezy dramatu zaproponowałam uczniom, żebyśmy wspólnie po prostu odczytali ten utwór w starej kaplicy, którą wcześniej wybrałam na jednym z  cmentarzy zarządzanym przez kancelarię kieleckiego kościoła katedralnego. Nie byłam pewna, do kogo konkretnie powinnam się zwrócić, by odnależć właścicieli, ale uczniowie zapewnili mnie, że sami o to zapytają podczas lekcji religii, na którą uczęszczają właśnie do tego kościoła.

Reperkusje tej lekcji były znamienne:  z jednej strony nastapiła reprymenda od dyrektora za „narażanie uczniów na niebezpeczeństwo i czy rodzice wiedzieli” (a oczywiście wiedzieli) i „dlaczego nie zapytałam przełożonych o pozwolenie” (a oczywiście nie zapytałam). Z drugiej strony zaczęli się do mnie zgłaszać uczniowie z równoległych klas z pytaniem, czy oni też by mogli odbyć taką lekcję jak tamta klasa  i to pytanie powtarzało się jeszcze przez parę kolejnych roczników, że słyszeli i że też by chcieli…

Drugie wydarzenie, które jeszcze bardziej zapisało się w mojej pamięci to przygotowanie wspólnie z uczniami widowiska w modnej wówczas konwencji „światło i dźwięk” w oparciu o „Puszczę Jodłową”, przepięknego oratorium napisanego przez Stefana Żeromskiego krótko przed śmiercią w hołdzie dla jego „gór domowych”.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Fatum, sacrum i profanum. Wojna czy pokój?

Za sprawą Rosji ponownie znaleźliśmy się w owym przeklętym geopolitycznym trójkącie historii, którego ramy wyznaczają fatum (to, co nieuniknione), sacrum (to, co święte), które wszak jest brukane przez nieprzewidywalne profanum (to, co ludzkie, niedoskonałe).

Autor słynnej rosyjskiej epopei narodowej “Wojna i pokój” Lew Tołstoj był przekonany, że historią rządzi ślepy los, fatum, którego w żaden sposób nie da się uniknąć.

Nie jest ono bowiem zależne od jakichkolwiek ludzkich działań. Jego wykonawcami nie są wybieralni “genialni wodzowie”, lecz narodowe masy, na czele których stają władcy wypełniający z woli boga i narodu misję dziejową. W ten sposób uzasadniano wszelkie imperialne podboje. 

Podobną pokrętną logiką zdaje się podążać Władimir Putin, który wraz z aneksją Krymu w lutym 2014 roku samozwańczo stał się imperatorem tzw. Noworosji. Jej integralną część stanowił kiedyś Półwysep Krymski, ale przecież to było dawno. W 1954 roku Nikita Chruszczow “podarował” Krym Ukrainie i tak to powinno było pozostać już na zawsze.

Jeszcze niedawno anachroniczne i barbarzyńskie wojenne zakusy Putina wobec Ukrainy w dłuższej perspektywie nie miały szans powodzenia. Jako przywódca wojny niesprawiedliwej Putin stał się uosobieniem zła, którą to rolę w czasach opisywanych przez Tołstoja pełnił Napoleon Bonaparte.

Agresja Rosji wobec Ukrainy służy tylko i wyłącznie zaspokojeniu chorych ambicji imperatora. Ma też wiele wspólnego z wydumanym historycznym pseudo-patriotyzmem i domniemaną dziejową koniecznością. Oderwany od rzeczywistości Władimir Putin najwyraźniej nie doczytał niestety do końca dzieła Lwa Tołstoja.

Read More
AktualnościHistoriaNOTABENE 1985-2025

Iluzja przemijania

Przeczuwałem to od dawna, ale dopiero mieszkając na Cyprze zauważyłem,  jak łudząca jest periodyzacja dziejów w nauce, dzielenie na przed i po, wyznaczanie granic, kiedy jedno się  kończy, a drugie zaczyna. Cypr jest dobrym laboratorium do badania ciągłości kultury. Historia tu nie przeminęła, ona się odłożyła. Jeśli tylko zdobędziemy się na mały wysiłek poznawczy, otworzymy się na doświadczenie, uruchomimy wyobraźnię i trochę pojeździmy po tej ziemi, to zobaczymy, jak to co archaiczne jest tu nadal obecne, żyje w  kulturze, religii i obyczaju, po prostu  spokojnie trwa od tysiącleci.

Piszę te słowa siedząc na balkonie, z którego roztacza się widok na odległą ode mnie o kilka kilometrów wieś Kouklia. Na niewielkim płaskowyżu i rysujących się za nim wzgórzach Lasu Orites zachodzące słońce kładzie długie cienie. 2300 lat temu wznosiły się tam mury starego Pafos – potężnego miasta-państwa, jednego z dwunastu królestw Cypru. Archeolodzy szacują, że zajmowało powierzchnię od 65 ha do 144 ha. Swoją sławę gród zawdzięczał Sanktuarium Afrodyty. Był to jeden z najważniejszych ośrodków kultu starożytnego świata. Corocznie w czerwcu z całego świata śródziemnomorskiego przybywały tu dziesiątki tysięcy pielgrzymów, aby oddać hołd bogini miłości, piękna i płodności.

Cypr zachował ciągłość kultury przez co najmniej 6 tysięcy lat. Z jednej strony prowincjonalny, ale z drugiej często znajdujący się w głównym nurcie wydarzeń miał też długie okresy, kiedy cieszył się kulturową niezależnością. Nawet w najmroczniejszych czasach panowania Franków, a po nich Wenecjan i Turków etniczną większość miała tu prawosławna ludność greckojęzyczna.  Pamięć o Afrodycie, opiekunce wyspy przetrwała w potajemnych wiejskich obyczajach, w chrześcijaństwie, który utożsamił ją z Bogurodzicą, w języku i kulturze świeckiej. Dzisiaj Afrodyta jest główną ikoną reklamową Cypru. I chociaż to banalny przekaz to  dzięki niemu bogini nie pozwala o sobie zapomnieć nawet tym których starożytność zupełnie nie interesuje. A ten, o którym pamiętamy nigdy nie umiera.

Read More
AktualnościHistoriaNOTABENE 1985-2025

Stąd do (świetlanej) nieśmiertelności

Jak zostać naukowcem, specjalistą od średniowiecznych rękopisów? Są różne drogi, wszystkie długie i zawiłe. Moja droga zaczęła się w „Żeromskim”. Historia, literatura, języki, pani profesor Anna Nowacka-Rzepa i jej anielska cierpliwość dla naszych gramatycznych niedociągnięć w angielskim, który nie był wtedy tak popularny jak dziś, nieoceniony profesor Adam Wypych, który wymaganiami i znakomitą metodą wbijał nam do głowy przepiękny język rosyjski i jego poezję. I oczywiście pani profesor Małgorzata Kruszelnicka: z jaką dumą uczyłam się łaciny i greki – z przekonaniem – z wysokości moich szesnastu lat- że klasa klasyczna jest wyjątkową, elitarną wyspą wiedzy i kultury. Tu nie chodzi jedynie o to, czego nas szkoła nauczyła.

„Pamiętaj, że człowiek co chce uczynić może” ten romantyczny slogan pióra naszego patrona zdobił w naszych czasach fasadę szkoły i co rano od 7:30 zachęcał nas, bardzo zaspanych, do działania. Dla redaktorów „Notabene” nie było rzeczy niemożliwych: przekonać pana dyrektora Różańskiego, że nowe szkolne pismo jest pedagogicznym desideratum, zapewnić quasi-naukowy poziom, nawiązać kontakty (dzięki Profesor Kruszelnickiej), z wydziałem literatury klasycznej Uniwersytetu Łódzkiego, czy brnąć przez śniegi na wojskowy poligon na Bukowce, ponieważ w latach stanu wojennego nawet pisma klasyczne były poddane cenzurze wojskowej – zresztą Pan Oficer bardzo sobie nasze pismo cenił. Ta ciekawość, dociekliwość, a także wolność tworzenia były dla nas, dla mnie osobiście, wianem na przyszłość, początkiem pasji, która stała się moim zawodem. A ponieważ mówimy o edukacji, po tym przydługim wstępie, niech wolno mi będzie podzielić się z Czytelnikiem kilkoma obserwacjami niejako „z mojej półki”.

Jak wyglądały szkoły w przeszłości, jak młodzież zdobywała wiedzę, jaką wiedzę i po co? Pytania, które sobie zadajemy dzisiaj były zawsze aktualne. Moje badania nad średniowiecznymi rękopisami hebrajskimi pozwoliły mi uchylić okna i zajrzeć do klasy w żydowskiej wspólnocie w Fustat (starym Kairze) w XI wieku. Nie jest łatwo odtworzyć życie i edukację dzieci i młodzieży sprzed tysiąca lat.

Read More