Ten Marcin to Marcin Pawłowski. Najkrócej mówiąc – kolega. I Miecugowa, i Sianeckiego. Sporo młodszy od nich, ale wcale nie szczawikowaty. Doświadczony dziennikarz. Pod pewnymi względami nawet bardziej niż oni.
Zanim bowiem trafił jako członek założyciel (tak nazywa się nieoficjalnie tych, którzy są w stacji od pierwszego dnia emisji programu) do TVN, zaliczył wszystkie rodzaje mediów. Gazety różne, ale głównie redakcje sportowe, na przykład istniejący kiedyś “Nowy Świat”.
Radio to Radio Kolor, w czasach Wojciecha Manna i Krzysztofa Materny było nobilitujące. Na początku Panowie M rzeczywiście stworzyli radio wnoszące wiele świeżości na polskim rynku medialnym.
Wywodzą się stamtąd, oprócz Marcina: Wojciech Cejrowski, Beata Pawlikowska, Beata Sadowska i inni.
Przed TVN zahaczył też o inną telewizję – WOT, czyli Warszawski Ośrodek Telewizyjny. Robił także programy o filmach z Karoliną Korwin-Piotrowską. Bardzo eksperymentalne programy.
Spadali z wysoka na ławeczki, rozmawiali z anonimowymi postaciami i w ogóle zachowywali się dość ekstrawagancko. Szczególnie jak na pierwszą połowę lat dziewięćdziesiątych. „Filmidło” nadawała telewizja publiczna. Portali internetowych jeszcze wtedy nie było, więc ich nie zaliczył.
Sianecki wiedział, jak wygląda Marcin właśnie z tego programu. Nie znali się osobiście. Pierwszy raz spotkali sie w TVN. Jeszcze przed startem stacji. Agnieszka Ejerman (zatrudniona przez Miecugowa w TVN koleżanka z programu trzeciego), Grzegorz i Tomasz wyszli z dyrektorskiego gabinetu (ani chybi po jakimś knuciu) i natknęli sie na Pwałowskiego.
Spojrzał na nich i powiedział: “O! Banda Trojga”. W jednym stwierdzeniu nawiązał i do Chin Ludowych, i do Trójki, do knucia, do zaistniałej sytuacji. Ot tak, po prostu.
Glukhovsky często krytykował w swoich wypowiedziach politykę Rosji i rząd Władimira Putina, co przysporzyło mu problemów w kraju. W 2022 roku został wpisany na listę osób poszukiwanych przez rosyjskie władze za swoje antywojenne stanowisko wobec inwazji na Ukrainę.
Futu.re – to książka, która powstałą w roku 2013. Fabuła osadzona jest w dystopijnym świecie przyszłości. Książka łączy science fiction z refleksją filozoficzną i społeczną. Autor porusza w niej temat nieśmiertelności, przeludnienia oraz moralnych i etycznych kosztów postępu technologicznego.
Subiektywnie mogę powiedzieć, że jest to najlepsza, a zarazem najgorsza książka jaką czytałem w życiu. Przez jej emocjonalny charakter, nie byłem w stanie przeczytać więcej niż dwa rozdziały na raz. To podróż do świata pełnego obłudy, odwróconych wartości, świata zakłamanego, skorumpowanego i przerażającego.
Cała powieść, opiera się na tym, że ludzkość wymyśliła lek na śmierć. Każdy obywatel jest nieśmiertelny, może pozostać wiecznie młody i zdrowy, jeśli oczywiście się podporządkuje do panujących standardów. “Człowiek przestał być stworzeniem i stał się twórcą” (s. 46). Sprawia to jednocześnie problem w kwestii miejsca dla przyszłych pokoleń, które jest ograniczone. Aby ktoś się urodził, inny członek jego rodziny musi umrzeć.
Pojawiają się niezarejestrowane ciąże, które są surowo karane przez specjalne oddziały nieśmiertelnych w maskach Apollina. Ludzkość ma dodatek do życia jakim są pigułek szczęścia, które sprawiają, że ich ból i smutek odchodzi w zapomnienie. O działaniu pigułek wspomina główny bohater mówiąc: „jakby dokwaterowali ci do głowy kogoś obcego. Innym to odpowiada, ale mnie drażni”
Sto siedem lat później czas by znowu napisać coś o miłości, co nie zna granic, o wierze, co góry przenosi oraz nadziei, co nie jest jedynie matką głupich i naiwnych. 11 listopada 2018 r. siedzałem w zadumie wewnątrz ogromnej Bazyliki Brukselskiej (Basilique du Sacré-Cœur à Koekelberg), gdzie w Wielkim Roku 1989 Freddie Mercury wyśpiewał ze swym królewskim zespołem Bohémską rapsódię. Wracam oczyma wyobraźni do tamtych czasów. Gdy Freddie śpiewał Bismillah! (w imię Boga!), Mamma mia (skądkolwiek wieją wiatry), w Polsce też już było po wyborach, a pod Kolumną Zygmunta tańczono poloneza i zewsząd pobrzmiewało rapsodyczne Kochajmy się! Tak było.
Na odzyskanie przez Polskę niepodległości 107 lat temu kilka pokoleń musiało czekać 123 lata. Kolejne pokolenia czekały na ostateczny rapsodyczny upadek żelaznej kurtyny, aż do roku 2004, czyli do rozszerzenia Unii Europejskiej na Wschód. To wszystko wiemy, ale czy rozumiemy? Hasło tegorocznego Marszu Niepodległości w Warszawie przeraża tym bardziej, że identyfikuje się z nim tak wiele osób, od prezydenta RP pozynając. „Jeden naród, silna Polska!” wydaje się być okrzykiem już nie tylko nacjonalistycznym, ale też symptomem rodzącego się na naszych oczach neofaszyzmu. Ponad 100 tysięcy uczestników wydaje się popierać anachroniczne idee, tak jakbyśmy nie przynależeli do Unii Europejskiej, której fundamentem jest przecież różnorodność i otwartość. Bezduszny rów mentalny wykopany przez polityczną sektę po katastrofie smoleńskiej w 2010 roku jest nadal metodycznie pogłębiany w świadomości obecnego pokolenia.
Od początku tygodnia, choć to jeszcze wrzesień, pogoda przypomina listopad. Zimno, deszcz, porywisty wiatr, a nocami temperatury spadają niemal do zera. Synoptycy obiecują jeszcze złotą polską jesień z dwudziestostopniowym słońcem, ale coraz trudniej w to wierzyć. Nic dziwnego, że w wielu miastach włączono już ogrzewanie. Niestety wraz z rozpoczęciem sezonu grzewczego przyszły i złe wiadomości: instytucje odpowiedzialne za dostawy ciepła ostrzegają, że rachunki w tym sezonie wzrosną o 20–35 procent. Jedynie niektóre osiedlowe kotłownie zapowiadają, że nie podniosą cen – ale to raczej wyjątki niż reguła.
Od 1 października w Polsce zaczyna też działać system kaucyjny. Stajemy się siedemnastym krajem w Europie, który zdecydował się na ten krok. Z systemów kaucyjnych korzysta już 180 milionów Europejczyków. W wielu sklepach pojawiły się już automaty do zwrotu butelek PET i puszek. Do każdej butelki plastikowej i puszki doliczona będzie kaucja: 50 groszy za plastik lub puszkę. Od 1 stycznia 2026 roku system obejmie także butelki szklane do pojemności 1,5 litra, tu kaucja wyniesie 1 złotówkę Pieniądze odzyskamy, jeśli oddamy opakowanie nieuszkodzone do punktu zbiorczego. Cel jest ambitny: do 2029 roku osiągnąć 90% poziom selektywnej zbiórki opakowań, a do 2030 roku zwiększyć udział recyklingu w produkcji z 25 do 30 procent.
Tymczasem za naszą wschodnią granicą trwa już 1317. dzień wojny. Rosja nie ustaje w atakach – bombarduje infrastrukturę energetyczną i kolejową, pozbawiając setki tysięcy Ukraińców prądu i wody. Kreml wciąż powtarza, że to Rosja jest ofiarą agresji NATO i całego Zachodu.