W nocy spadł śnieg.
I jak zawsze w Nowym Jorku, była to fantastyczna wiadomość.
Jęzor zimna, który już wcześniej przywlókł się z Kanady, mimo że sypnął śniegiem, miał powoli odpuszczać i nowojorczycy już od rana mieli powód, by zadzwonić do przyjaciół i wspólnie pozastanawiać się, czy to już ostatni tego roku atak zimy na Manhattanie.
Była niedziela, 13 lutego 1983 roku.
Ludzie wyciągnęli biegówki i gdy szedłem w stronę stacji metra, zaraz zobaczyłem, jak kilku entuzjastów szusuje po zaśnieżonej 3 Alei.
Autobusy nie jeździły, samochody stały przysypane białym puchem, ruch zamarł, miasto znieruchomiało i ucichło…
Nagle poczułem się tak, jakbym wszedł do bajki o Królowej Śniegu i musiałem rozejrzeć się wkoło, by uświadomić sobie, że to jest ciągle Nowy Jork drugiej połowy XX wieku, a ja po prostu, mimo niedzieli, idę do pracowni skończyć pilny projekt. To tylko śnieg…
Na skwerze Cooper Union stał brodaty Afroamerykanin w burym płaszczu, beżowym kapeluszu i znoszonych butach. Na chodniku przed nim leżał afrykański dywanik w kolorowe paski, a na nim ułożone stopniowo, różnej wielkości białe kule. Ludzie przechodzili – tu już było tłoczniej – przystawali, o coś pytali, odchodzili, wzruszając ramionami, ktoś się roześmiał. Już dochodziłem do niego, gdy wpatrzony w to, co leżało na macie, zrozumiałem, że są to po prostu całkiem zgrabnie ulepione śnieżne piguły.
Nowy Jork jest pełen szaleńców, ale tego to naprawdę jeszcze nie było!
– Co pan sprzedaje? – wolałem jednak dopytać.
– Kule śniegowe – odpowiedział, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
Manekin z tekturowym wnętrzem, nie mający wpływu na wystawę, z twarzą bez wyrazu, rekami nigdy nie mogacymi zacisnąć się w
Read MoreWenezuelski dyktator Nicolas Maduro obalony, a mija dopiero rok, odkąd DJ Trump usiłuje nas przekonać, że mimo tego coś jednak „źle się dzieje” w państwie duńskim… Widać, słychać, a i czuć to zresztą na ulicach takiej na przykład Kopenhagi. Pomimo zimowej pory porozbierane nieprzyzwoicie Lego-syrenki, przykucnięte przy nabrzeżach, bujają się mimo wszystko frywolnie, z całą pewnością nieświadome, że Dania juz niebawem może znaleźć się w centrum kolejnego poważnego kryzysu międzynarodowego – na skalę wprost nie-wy-o-bra-żal-ną.
A wszystko to za sprawą legotycznie komiksowego prezydenta Trumpa oraz rzeczywistej, będącej duńskim terytorium zależnym, Grenlandii, którą tenże chciałby „sobie wziąć” i uczynić zeń raczej „Amerykę” niż „EUropę” – choćby nawet tego bardzo nie chciała (?).
Coś się zmieniło jednak od roku 2019, gdy Trump gotów był Grenlandię kupić, chociaż nie była wystawiona na sprzedaż ani wtedy, ani teraz. Jak to NIE na sprzedaż? Powiedzenie NIE amerykańskiemu hucpiarzowi urasta niestety ni-stąd-ni-zowąd w dzisiejszych czasach do rangi dyplomatycznego faux pas.
Skoro okazało się, iż o jakimkolwiek „biznesie” w kwestii grenlandzkiej nie było i nie może być mowy, czekamy teraz na kolejnego focha naszego anty-bohatera, który w 2019 odwołał w trybie pilnym planowaną wtedy wizytę oficjalną w Lego-Królestwie Danii. Nie, to nie!
Lego-Królowa Małgorzata naturalnie bardzo się tym przejęła i wpadła w rozpacz tak wielką, iż czem prędzej zarządziła ogólnonarodową Lego-fiestę, która zakończy się (a jakże) konkursem i balem charytatywnym, podczas którego dumni poddani stworzą z klocków gigantyczną Lego-Grenlandię?
Kiedy czekałam na koniec pracy męża, uwagę moją zwracała jak gdyby przeniesiona z horroru przeraźliwie chuda, kobieca postać z nogami owiniętymi grubym bandażem, stojąca przy taśmie z ruchami jakby w zwolnionym tempie, za to wciąż rozprawiająca po angielsku bez względu czy ktoś słuchał czy nie jej ciągłego gderania…
Spytałam męża – co to za zjawisko? To Marry! Ponad osiemdziesięcioletnia kobieta, która w pralni pracowała od lat czterdziestych tj. momentu założenia fabryki. Czy nie ma z czego żyć ? Musi pracować? Przecież system socjalny dawał godziwe warunki egzystencji emerytom!
-Nie, odpowiedział mąż, nie musi! To przywilej jaki otrzymała Marry od właścicieli i managerów zakładu. Ma prawo przychodzić i stać przy taśmie w miejscu gdzie spędziła ponad 50 lat swojego życia!
Dziwne zwyczaje w kapitalizmie, w którym rzekomo panował wyzysk i brak szacunku dla pracowniczych przywilejów, pomyślałam Przecież tak wbijano do głowy mnie i mojemu pokoleniu..
Minęło 24 lata od widoku Marry i nie sądziłam, że kiedykolwiek jej postać stanie mi przed oczyma, a jednak dzisiejsza debata dotycząca red. Magdaleny Smożewskiej-Wójcikiewicz oraz red. Ewy Okońskiej przywołuje obraz osoby, która całe swoje życie poświęciła jednemu miejscu, a prawa do niego nie ośmielił się jej zabrać ani kapitalistyczny wyzysk, ani ekonomiczny rachunek i nieubłagana starość, która naznaczyła ją mocnym piętnem!
Dedykuję to wspomnienie, odpowiedzialnym za wszystkie podejmowane decyzje w Radio Kielce. Te, które nie mieszczą się w katalogu zysku także…
13. stycznia 2026r. w przededniu siódmej rocznicy zamordowania prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza znów jest ciemno, smutno i cicho. Wsłuchując się w ciszę, paradoksalnie czuję, że jestem pod ścianą płaczu. Wydaje się, iż przed tą nieznośną przeznaczoną nam ciszą nie ma ucieczki. W ciszy można jednak jeszcze coś szeptać. Cisza jest modlitwą. Modlitwa jest ciszą.
Według wyklętego poety Edwarda Stachury “życie to jest (i nie jest) teatr.” Wobec piękna, miłości i kolorowej “maskarady” życia, blednie zaś nawet sama śmierć. Na scenie życia wszyscy jesteśmy niczym zakochany i boski antyczny Chór. Arystoteles powiedziałby, iż jesteśmy “idealnymi widzami”, tańcem i muzyką wyrażającymi zarówno radość jak i smutek.
W tragedii greckiej kluczowym i najważniejszym momentem jest katharsis, oczyszczenie, które choć przeszywa na wskroś niepojętym bólem, to jednak pozwala żyć dalej. Reszta jest milczeniem i ciszą. Nie pozostaje nic innego, jak wsłuchać się w jej brzmienie, po to by codziennie przezwyciężać wszechobecny hejt…