Horror liczb…
Niedziela Palmowa, 46 dzień wojny. Ten tydzień wydaje mi się znacznie krótszy, niż był naprawdę. Trzy wydarzenia zdominowały wszystko, co wydarzyło się w ciągu całego tygodnia. Zbrodnie w Buczy na Ukrainie, zwycięstwo Orbana na Węgrzech i dzisiejsze wybory we Francji.
Każdy konflikt zbrojny, każda wojna pozostawia w pamięci historycznej świata nazwę miejsca, które staje się symbolem. Pamiętamy chociażby Sarajewo, Srebrenicę w Bośni i Aleppo w Syrii, Grozny w Czeczenii, dziś obok Buczy jest Irpień, Hostomel, Borodzianka, Charków czy Mariupol. Te dwa ostatnie ciągłe się bronią, otoczone przez wojska rosyjskie. Ludzie pozbawieni są żywności, wody, elektryczności, leków. Domy bombardowane w dzień i w nocy, ciągłe. Nie znajduję słów, które mogą opisać barbarzyństwo i okrucieństwo zbrodni popełnionych przez Rosjan wobec ludności cywilnej. Kobiety gwałcone na oczach dzieci, potem zabijane. Gwałcone dzieci. Torturowani ludzie, mordowani ze związanymi rękami. Strzałem w głowę. Trupy rozjeżdżane czołgami. Horror dokumentowany liczbami… 300, 400, 600, 5000…
