Felietony

FelietonyLiczby i Fakty

271,7 mld złotych

Grudzień to nie tylko czas świąteczny, ale także miesiąc, w którym pojawia się wiele informacji o rozwiązaniach wpływających w przyszłym roku na koszty naszych domowych budżetów. Najnowsza wiadomość pochodzi z Ministerstwa Energii. Po pierwsze — od stycznia 2026 r. nie wzrośnie opłata kogeneracyjna, pozostanie na poziomie 3 zł za MWh. Po drugie — od stycznia zlikwidowana zostanie opłata przejściowa. Oba rozwiązania oznaczają częściowe obniżenie naszych rachunków za energię.
Zwiększono również nakłady na ochronę zdrowia — mają wynieść 247,8 mld zł, czyli 6,81% PKB, co oznacza wzrost o 25 mld zł. Zwiększono środki na in vitro do 600 mln zł oraz zasiłek pogrzebowy — z 4 tys. do 7 tys. zł.

Zaplanowano też rekordowe 200,1 mld zł na obronę narodową, co stanowi 4,81% planowanego PKB na 2026 r. Dodatkowo złożono do Komisji Europejskiej wniosek o płatność z programu SAFE na dozbrojenie. Rząd liczy na 43,7 mld euro.

Ograniczono wydatki wielu instytucji państwowych. I tak: obniżono wydatki Kancelarii Prezydenta RP o 12,75 mln zł (przy tegorocznym budżecie 298,8 mln zł), budżet Kancelarii Sejmu zmniejszono o 16,6 mln, Kancelarii Senatu — o 28,2 mln, a budżet Sądu Najwyższego obcięto o 30 mln. Łącznie cięcia mają przynieść 569,6 mln zł oszczędności. Środki te zostaną przeznaczone m.in. na szkolnictwo wyższe, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencję Wywiadu. Niestety, mimo tych działań projekt przyszłorocznego budżetu — przy dochodach 647,2 mld zł i wydatkach ok. 918,9 mld zł — wciąż zakłada deficyt na poziomie 271,7 mld zł.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Zimna wojna. Polska rapsodia 2025

Sto siedem lat później czas by znowu napisać coś o miłości, co nie zna granic, o wierze, co góry przenosi oraz nadziei, co nie jest jedynie matką głupich i naiwnych. 11 listopada 2018 r. siedzałem w zadumie wewnątrz ogromnej Bazyliki Brukselskiej (Basilique du Sacré-Cœur à Koekelberg), gdzie w Wielkim Roku 1989 Freddie Mercury wyśpiewał ze swym królewskim zespołem Bohémską rapsódię. Wracam oczyma wyobraźni do tamtych czasów. Gdy Freddie śpiewał Bismillah! (w imię Boga!), Mamma mia (skądkolwiek wieją wiatry), w Polsce też już było po wyborach, a pod Kolumną Zygmunta tańczono poloneza i zewsząd pobrzmiewało rapsodyczne Kochajmy się! Tak było.

Na odzyskanie przez Polskę niepodległości 107 lat temu kilka pokoleń musiało czekać 123 lata. Kolejne pokolenia czekały na ostateczny rapsodyczny upadek żelaznej kurtyny, aż do roku 2004, czyli do rozszerzenia Unii Europejskiej na Wschód. To wszystko wiemy, ale czy rozumiemy? Hasło tegorocznego Marszu Niepodległości w Warszawie przeraża tym bardziej, że identyfikuje się z nim tak wiele osób, od prezydenta RP pozynając. „Jeden naród, silna Polska!” wydaje się być okrzykiem już nie tylko nacjonalistycznym, ale też symptomem rodzącego się na naszych oczach neofaszyzmu. Ponad 100 tysięcy uczestników wydaje się popierać anachroniczne idee, tak jakbyśmy nie przynależeli do Unii Europejskiej, której fundamentem jest przecież różnorodność i otwartość. Bezduszny rów mentalny wykopany przez polityczną sektę po katastrofie smoleńskiej w 2010 roku jest nadal metodycznie pogłębiany w świadomości obecnego pokolenia.

Read More
FelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

O przemijaniu. Per aspera ad astra?

Zbliża się Halloween, a potem Dzień Wszystkich Świętych, czyli czas, kiedy mniej lub bardziej poważnie snujemy refleksje o tym, co było, co jest i co będzie. Wierzymy, mamy nadzieję, kochamy, bo wiemy przecież, że nieubłaganie wszystko płynie i dwa razy do tej samej rzeki wejść nie sposób. Nic dwa razy się nie zdarza?

Tym samym wszystko jest poezja. Po prostu. W otaczającym nas świecie niewątpliwie szukamy jednak sensu i inspiracji.

W Rudkach, na terenie gminy Nowa Słupia, u podnóża Świętego Krzyża, w odległości zaledwie kilkuset metrów od siebie – niejako w stanie „nowego osłupienia” znajduję dwa cmentarze.

Jeśli faktycznie nie ma przypadków, łacińskie napisy, jakie widnieją nad ich bramami także nie znalazły się tam bez powodu: Morituri te salutant (Pozdrawiają cię idący na śmierć) oraz Requiescant in pace (Niech spoczywają w pokoju). Łacińskie sentencje zawsze dodają powagi. Kim zatem są i kogo pozdrawiają “idący na śmierć”? Zapewne są to ci sami, którym życzymy, ażeby “spoczywali w pokoju”.

Read More
AktualnościFelietonyLiczby i Fakty

180 milionów Europejczyków…

Od początku tygodnia, choć to jeszcze wrzesień, pogoda przypomina listopad. Zimno, deszcz, porywisty wiatr, a nocami temperatury spadają niemal do zera. Synoptycy obiecują jeszcze złotą polską jesień z dwudziestostopniowym słońcem, ale coraz trudniej w to wierzyć. Nic dziwnego, że w wielu miastach włączono już ogrzewanie. Niestety wraz z rozpoczęciem sezonu grzewczego przyszły i złe wiadomości: instytucje odpowiedzialne za dostawy ciepła ostrzegają, że rachunki w tym sezonie wzrosną o 20–35 procent. Jedynie niektóre osiedlowe kotłownie zapowiadają, że nie podniosą cen – ale to raczej wyjątki niż reguła.

Od 1 października w Polsce zaczyna też działać system kaucyjny. Stajemy się siedemnastym krajem w Europie, który zdecydował się na ten krok. Z systemów kaucyjnych korzysta już 180 milionów Europejczyków. W wielu sklepach pojawiły się już automaty do zwrotu butelek PET i puszek. Do każdej butelki plastikowej i puszki doliczona będzie kaucja: 50 groszy za plastik lub puszkę. Od 1 stycznia 2026 roku system obejmie także butelki szklane do pojemności 1,5 litra,  tu kaucja wyniesie 1 złotówkę Pieniądze odzyskamy, jeśli oddamy opakowanie nieuszkodzone do punktu zbiorczego. Cel jest ambitny: do 2029 roku osiągnąć 90% poziom selektywnej zbiórki opakowań, a do 2030 roku zwiększyć udział recyklingu w produkcji z 25 do 30 procent.

Tymczasem za naszą wschodnią granicą trwa już 1317. dzień wojny. Rosja nie ustaje w atakach – bombarduje infrastrukturę energetyczną i kolejową, pozbawiając setki tysięcy Ukraińców prądu i wody. Kreml wciąż powtarza, że to Rosja jest ofiarą agresji NATO i całego Zachodu.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Kielecki kosmos. Refleksje pofestiwalowe

Kieleckość podobnie jak świętokrzyskość to jednak jest inny świat, który wymyka się precyzyjnym opisom i definicjom. To rzeczywiście jest takie miejsce z pogranicza, gdzie wszystko się miesza, łącznie ze zdrowym rozsądkiem. Kielce to jest jaskinia, z której dawno wygnano Sokratesa i gdzie nawet Platon miałby problemy, o Arystotelesie nie wspominając.

W Kielcach ważne są pierogi, które najlepiej spożywać na dworcu autobusowym przypominającym latający kosmiczny spodek UFO. Wylądowało ono u nas w latach 70-tych ubiegłego wieku, niedawno je odrestaurowano i lada moment zarządzać nim będzie sztuczna inteligencja. Pierogi świętokrzyskie wysłaliśmy w kosmos, aby nasz dzielny Sławosz, którego rodzina też z Kielc się wywodzi nie umarł z głodu. Są to zresztą jedyne – jak dotąd – pierogi, które ponoć zachowują swój unikatowy wdzięk i smak nawet w stanie nieważkości, czy można by powiedzieć, że już bardziej kreatywnego i inspirującego miejsca na naszej planecie w tej chwili nie ma. Ewentualnie ze świecą by go szukać.

W Kielcach ze świecą by szukać prawdziwego dziennikarstwa, bo jak się jakiś lokalny redaktor obrazi (albo, nie daj boże, nie po drodze mu będzie z opcją polityczną potencjalnych i domniemanych bohaterów jego opowieści), to gleba – nie napisze o nich nigdy więcej i ch… Zresztą najstarsza gazeta w mieście “Echo dnia” od lat niucha koniunkturę i pod nią układa dzień po dniu to, co ważne, a resztę przemilcza. Ponoć redaktor dyżurny wychodzi co rano na balkon, oblizuje wskazujący palec, unosi go dziarsko i sprawdza, z której strony akurat wieje wiatr i komu bije dzwon.  Taki świat, bo lepiej a priori antycypować to, co nam nawet nie przyszłoby do głowy. Faktycznie, to jest jakaś forma kreatywności, godnej pozazdroszczenia. No przecież.

Read More
FelietonyFestina LenteWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Duumwirowie znad Bajkału

I tak oto, na fali międzynarodowych wichrów, nad taflą jeziora Bajkał sunie motorówka – a w niej dwóch jegomościów, którzy mogliby uchodzić za bohaterów kart rzymskich kronik, gdyby tylko wówczas wynaleziono okulary przeciwsłoneczne i kubki termiczne z napisem „We Obey Dice’s Word”.

Jeden patrzy w dal przez czarne szkła, drugi trzyma w dłoni lornetkę, jakby czekał na sygnał od pretorian, że czas już ruszać w bój. Tylko transparent na brzegu – „Baikal Piuscle Recata” – przypomina, że jesteśmy w groteskowej wersji XXI wieku, a nie w starożytnym Rzymie.

W republice rzymskiej, gdy senat zgrzytał w posadach, a ulice rozbrzmiewały wrzawą trybunów i przekupniów, pojawiał się ten szczególny wynalazek politycznej chemii – duumwirat. Dwu ludzi, pozornie równych, w istocie splecionych w uścisku interesów, jak dwóch żeglarzy w jednej łódce: dopóki fale groźne, dopóty wiosłują zgodnie, ale gdy tylko morze się uspokoi – jeden drugiego gotów utopić.

Pierwszy triumwirat? Wszyscy mówią „trium-”, ale przecież w praktyce zawsze sprowadzało się to do gry w pary: Cezar z Pompejuszem przeciw Krassusowi, potem Cezar przeciw Pompejuszowi… aż piach, krew i marmurowe popiersia pokryte kurzem.

I cóż my dziś widzimy? Putin i Kim – niby nie w togach, lecz z tym samym zmysłem obchodzenia wszelkich konstytucji, regulaminów i traktatów. Jeden daje drugiemu ropę, drugi odsyła mu żołnierzy i amunicję, a całość przyprawia się sosem wspólnej wrogości wobec „imperialistycznych hegemonów”. Rzymianie też tak mówili – tylko wtedy przeciwnikiem był „zepsuty senat” czy „zdrajcy republiki”. Mechanizm identyczny: gdy system trzeszczy, łatwiej dogadać się poza systemem.

A jak to się kończyło w Rzymie? Zawsze tak samo: najpierw prospekty i rauty, potem listy proskrypcyjne, a wreszcie – bratobójcza wojna. Octawian i Antoniusz potrafili jeszcze wspólnie kroić tort państwa, póki nie poczuli, że na stole zostały już tylko dwa noże i jeden kawałek. Wtedy jeden drugiego wysłał do historii – w czarnej ramce.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Fatum, sacrum i profanum. Wojna czy pokój?

Za sprawą Rosji ponownie znaleźliśmy się w owym przeklętym geopolitycznym trójkącie historii, którego ramy wyznaczają fatum (to, co nieuniknione), sacrum (to, co święte), które wszak jest brukane przez nieprzewidywalne profanum (to, co ludzkie, niedoskonałe).

Autor słynnej rosyjskiej epopei narodowej “Wojna i pokój” Lew Tołstoj był przekonany, że historią rządzi ślepy los, fatum, którego w żaden sposób nie da się uniknąć.

Nie jest ono bowiem zależne od jakichkolwiek ludzkich działań. Jego wykonawcami nie są wybieralni “genialni wodzowie”, lecz narodowe masy, na czele których stają władcy wypełniający z woli boga i narodu misję dziejową. W ten sposób uzasadniano wszelkie imperialne podboje. 

Podobną pokrętną logiką zdaje się podążać Władimir Putin, który wraz z aneksją Krymu w lutym 2014 roku samozwańczo stał się imperatorem tzw. Noworosji. Jej integralną część stanowił kiedyś Półwysep Krymski, ale przecież to było dawno. W 1954 roku Nikita Chruszczow “podarował” Krym Ukrainie i tak to powinno było pozostać już na zawsze.

Jeszcze niedawno anachroniczne i barbarzyńskie wojenne zakusy Putina wobec Ukrainy w dłuższej perspektywie nie miały szans powodzenia. Jako przywódca wojny niesprawiedliwej Putin stał się uosobieniem zła, którą to rolę w czasach opisywanych przez Tołstoja pełnił Napoleon Bonaparte.

Agresja Rosji wobec Ukrainy służy tylko i wyłącznie zaspokojeniu chorych ambicji imperatora. Ma też wiele wspólnego z wydumanym historycznym pseudo-patriotyzmem i domniemaną dziejową koniecznością. Oderwany od rzeczywistości Władimir Putin najwyraźniej nie doczytał niestety do końca dzieła Lwa Tołstoja.

Read More
FelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Hetta, wiśtaa, wiooo…

Współczesny nasz świat naprawdę trudno do końca zrozumieć, gdyż wydarzenia lokalne nieustannie przenikają się z globalnymi. Jak na ponowoczesność przystało, miesza się też przeszłość z teraźniejszością i trudno za tym wszystkim nadążyć.

Ten wielowymiarowy chaos układa się jednak w pewną bolesną całość – w historię, która po prostu lubi się powtarzać.
U nas dzieje się to obecnie w rytmie hetta-wiśtaa-wiooo albo – jak kto woli – patataj-patataj. No bo wiadomo, że jaki kraj, takie i jego patataj.

Około 50 lat temu bladym świtem pędziliśmy z dziadkiem zaprzęgniętą w konia furą z Woli Kopcowej w stronę Domaszowic. Pamiętam ten dzień jak dziś, bo trzymałem wtedy po raz pierwszy w życiu lejce i bat. Podczas jazdy niezdarnie wymachiwałem tymże batem, dziadek zaś co chwila wykrzykiwał komendy “hetta-wiśtaa-wiooo”, które nasz koń posłusznie i bezkrytycznie wykonywał.

Miał oczywiscie klapki na oczach. Patataj-patataj. Hetta, wiśtaa, wiooo… A może ktoś zaordynuje jednak prrrr?

Read More
FelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Nieznośna tymczasowość

Skoro więc nie da się zmienić przeszłości, a teraźniejszość okazuje się w gruncie rzeczy wieloznacznym i nieznośnym pół-snem, jedyną rzeczą trzymającą nas przy życiu jest wciąż dająca nadzieję przyszłość. W miarę upływu lat zmagania z codziennością kończą się u mnie zawsze konstatacją, iż w gruncie rzeczy ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy, gdyż tylko na nie czekamy i tylko to, co przed nami można jeszcze jakoś zmienić. To, co przemija pozostanie lada moment (w najlepszym wypadku) miłym wspomnieniem bez wad.

Przy porannej kawie czytam z zapartym tchem po raz kolejny “Nieznośną lekkość bytu” Kundery. I co potem? Picie kawy tylko wtedy ma sens, gdy towarzyszą mu szalone emocje. Tylko wtedy ta banalna z pozoru czynność staje się przeżyciem głęboko egzystencjalnym. Einmal ist Keinmal (raz to tyle, co nic), dlatego tak ważnym staje się staranne kultywowanie codziennych rytuałów. W innym wypadku wszystko przecieknie nam mimowolnie (nim się zorientujemy) przez palce, a na końcu tej drogi jest już tylko nuda i bezsens.

Przełączam kanał radiowy zanim znowu zagrają Zenka albo Sławomira. Niech lepiej dalej lecą Grechuta, Turnau albo Cohen. Codzienna i nieznośna tymczasowość również mają w sobie jakiś głęboko ukryty sens. Wspominam lekkość sanatoryjnej rzeczywistości w Busku-Zdroju, która jest przecież pozorna. Wszechobecne egzystencjalne cierpienie oraz fizyczny ból mniej lub bardziej chorych współkuracjuszy miały sens, gdyż wszyscy myślą o lepszym i zdrowszym życiu.

Read More
FelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Oj dana-dana. Módl się i pracuj

Prawdziwy sezon ogórkowy w tym roku zaczął się od gruntownej rekonstrukcji rządu, w nadziei, iż – pomimo wizerunkowej klęski ostatnich dwóch lat – wszystko uda się jeszcze zmienić i na przykład wygrać wybory parlamentarne w roku 2027. Czekamy na cud. Modlimy się i myślimy o tym już teraz z przekonaniem, że nie wszystko jeszcze stracone, czyli że nie są to jedynie pobożne życzenia. Oj dana-dana.

Są wakacje, więc ja do stolicy pociągiem jadę. Zanim w drodze do reszty stracę mą duszę: słowiańską oraz fantazję: ułańską, na głowę kapelusz wkładam. Słomiany. Pociąg mknie przez pola łany. W tle chochoły tańczą, cymbaliści grają. A ja cóż? Skromnie siadam w kąciku i modlę się, modlę gorliwie, a potem poezję czytam, bo mi wolno. W przerwach gadam też coś albo do siebie, albo myśli wymieniam z ludem bożym z okolic mojej małej ojczyzny, leżącej niepozornie w samym Sercu Europy. A bije ono rytmicznie i bynajmniej nie monotonnie. Po świętokrzysku. Oj dana-dana.

Przy najbliższej okazji wybierzcie się w góry nasze świętokrzyskie i podumajcie przez chwilę o herbie naszego regionu, którego najważniejszym elementem jest Krzyż Łysogórskich Benedyktynów. To właśnie od nich pochodzi ta myśl złota, o której jakże często zapominamy: Ora et labora (Módl się i pracuj). No i wyszło kazanie…, ale może coś w tym jest? Cierpliwości. Jak mawiał (i rysował) poeta – Nie martwcie się, jutro będzie gorzej, ale za to pojutrze… Tak kilka dni temu mówili też współpasażerowie pociągu na dobrze znanej trasie. Oj dana-dana. Zygzakiem.

Read More