Felietony

AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Ulotny globalno/lokalny świat

Nie ma drugiego takiego miejsca na ziemi, jak Tallin. Wbrew pierwszemu skojarzeniu, iż nazwa miasta ma coś wspólnego ze Stalinem, okazuje się że Tallin to po prostu „duńskie miasto”, z najstarszą i najlepiej zachowaną średniowieczną fortecą w Europie. Prawdziwe serce Europy jest właśnie tutaj, gdyż każdy może w Estonii wirtualnie zamieszkać. Od 2019 roku Estonia oferuje jedyną na świecie e-rezydencję, co czyni ją najbardziej  wielokulturowym krajem współczesnej Europy.

Europejska wielokulturowość ma długą tradycję. Estońska karta e-rezydenta nadaje jej jednak szczególny i nigdzie indziej niespodziewany wymiar. Z małego i zimnego bałtyckiego kraju prowadzi działalność gospodarczą na skalę globalną już niemal osiem tysięcy firm. Sami zaś e-rezydenci Tallina pochodzą aż ze 175 krajów.

Można powiedzieć, że estoński e-eksperyment idzie z duchem czasu, gdzie coraz więcej z nas Europejczyków zadaje sobie pytania o naszą tożsamość narodową, o to, jak właściwie ją zdefiniować. Estończycy jak zdecydowali za nas, że być może nie ma właściwie takiej potrzeby, i że przyszłość trwałości i dalszego rozwoju europejskiego projektu nie tkwi wcale w tym, ile krajów przyjmie wspólna walutę czy też będzie w stanie swobodnie fizycznie przemieszczać się z miejsca na miejsc w przestrzeni bez granic. W Estonii kulturowych granic już nie ma i właściwie każdy może zostać Estończykiem (?).

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Carpe diem: Od ody do ody

W lipcu 2014 roku niespodziewanie znalazłem się w Urugwaju. Z okien restauracji El viejo y el mar (Stary człowiek i morze) w Montevideo w chłodne lipcowe późne popołudnie świat wygląda inaczej. Pierwszy właściciel był podobno zaprzyjaźniony z Ernestem Hemingwayem i stąd wzięła się nazwa miejsca, położonego dokładnie u ujścia Rio de La Plata do południowego Atlantyku.

Wpatruję się we wzburzone fale nieopodal i wsłuchuję się w ich szum… Nie jestem pewien, jakiego dokładnie marlina (może pasiastego?) złowił Santiago z pełnego alegorii opowiadania Hemingwaya. Wiadomo, że była to Wielka Ryba złowiona przez Starego Rybaka po kilkudziesięciu nieszczęśliwych dniach bezowocnej pracy na morzu.

Mimo przeciwności stary Santiago walczy, wierząc że w końcu coś złowi. Santiago nie poddaje się i dlatego zwycięża. Wierzy, że jako człowieka fizycznie można go zniszczyć, jednakże nie można pokonać jego ducha i woli przetrwania. Ratuje go metafizyka. Po prostu. Gdyby opowieść Hemingwaya napisać wierszem, musiałaby mieć formę ody. Byłaby to Oda o potędze ludzkiego ducha.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

KIELCE. Szczury w mieście. Nieopodal Ogrodu Wolności

Z przerażniem obserwowałem dzisiaj mieszkańców także i naszego miasta, ubranych w koszulki z rysunkiem „gaśnicy antyhanukkowej” oraz napisem „Drużyna Brauna – Świętokrzyskie”, „dumnie” trzymających przed Urzędem Wojewódzkim w Kielcach transparent: „Stop inwazji imigrantów!!!”.

Tak było też w innych miastach. Wszem i wobec polskie echo poniosło rytmiczne rasistowskie okrzyki: „Wiel-ka–Pol-ska–dla–Pol-ak-ów!!!”

W Kielcach brzmią one niczym makabryczny „rechot historii”. Demonstracja odbyła się wszak po przeciwnej stronie ulicy od powstałego niedawno „Ogrodu Wolności”, w którym kręte ścieżki prowadzą do dawnej Synagogi oraz zaledwie około 150 metrów od ul. Planty 7, czyli od miejsca niechlubnego Pogromu Kieleckiego, którego 79. rocznicę obchodziliśmy niespełna 2 tygodnie temu, 4 lipca 2025 roku.

Bez względu na przeróżne interpretacje oraz motywy-nie-motywy brutalnego mordu na naszych żydowskich współobywatelach w 1946 roku, uczestniczyli w tej zbrodni m. in. ówcześni mieszkańcy Kielc. Podobno sam pogrom został sprowokowany dla odwrócenia uwagi od sfałszowanych wyników referendum z 30 czerwca 1946 roku.

W dzisiejszych Kielcach, tak blisko miejsca hańby po wieczne czasy, współcześni neofaszyści antyimigrancką retoryką wydają się mobilizować swój elektorat już teraz, w nadziei na zwiększenie szans wyborczych w roku 2027.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Paryż i nie tylko. Po deszczu?

W Paryżu bywam raz na jakiś czas, lecz myślę o nim prawie codziennie – zazwyczaj przy porannej kawie. Podobno w tym „najbardziej romantycznym mieście Europy” wszystko zdarzyć się może. Nad Paryżem zazwyczaj tylko sporadycznie pojawiają się ciemne chmury, nie warto więc martwić się, że zaraz znowu zacznie lać – chyba że przelotnie.

Odruchowo, niejako na wszelki wypadek nosi się tam jednak ze sobą parasol automatyczny, co to otwiera się błyskawicznie, gdy tylko spadnie z nieba choćby odrobina deszczu. Parasol może być tęczowy, kolorowy: wymalowany w wielobarwne krople spodziewanych opadów. Wiadomo przecież nie od dziś, że im bardziej kolorowy parasol, tym bardziej kolorowy deszcz, czyli szybciej przestanie padać. 

Tak samo jest nad Pacyfikiem, od Valparaiso w Chile po kanadyjską Victorię na Wyspie Vancouver. Nie inaczej jest nad Atlantykiem, gdyż po deszczu zawsze przychodzi słońce. Nad Zatoką Persko-Arabską deszcz pada średnio dwa-trzy dni w roku. Rzuca się wtedy wszystko i pędzi na pustynię, by najpierw tańczyć w deszczu, a potem podziwiać tęczę oraz rozkwitającą nagle pustynię. Wszyscy wierzą, że skoro Allah (tak, to ten sam) zesłał deszcz, to spotyka ich oto wielkie szczęście i nawet ewentualna kilkudniowa powódź w Dubaju z całą pewnością tego nie zmieni.

Ciemne chmury i żelazna kurtyna trwały w naszej części Europy o wiele lat za długo. Stąd też, gdy 21 lat temu dotarło wreszcie i do nas to wielkie szczęście powiększenia Unii Europejskiej na wschód, wielu z niedowierzaniem i sceptycyzmem odbierało fakt, że oto zdarzył się za życia naszego pokolenia prawdziwy cud.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Patatajnia. Bumerang historyczny

Bruksela, Berlin, Paryż i Wiedeń to takie miejsca, gdzie naprawdę trudno uciec przed samym sobą, a tym bardziej przed rozpędzoną, bohaterską polską husarią. Po kolejnej nadwiślańskiej anty-europejskiej szarży niektórzy nadal twierdzą, że wygrali „bitwę”, ale przegrywają „wojnę” polsko-polską. 15 X 2023 suweren na szczęście w końcu przemówił, że ma dosyć haniebnej i cynicznej propagandy sukcesu, absurdalnej megalomanii, ordynarnej hucpy, kłamstwa i złodziejstwa w majestacie prawa (i sprawiedliwości). Macchiavelli przewidziałby zapewne, iż to wszystko nie mogło się dobrze skończyć. Na nic się zdała dogmatyczna szarża ideologicznie nabzdyczonych i zaślepionych post-liberalnych „rycerzy Apokalipsy”. W amoku samozadowolenia zapomniano, że żadna władza nie trwa wiecznie. Nie da się bezkarnie poniewierać i upokarzać obywateli, którzy inaczej pojmują istotę współczesnego patriotyzmu. Coś w tym jest, że jaki kraj, takie i jego patataj-patataj-patataj.

Ostatnimi czasy niczym bumerang wracają do nas najobrzydliwsze i raczej dawno zapomniane demony przeszłości. Antyimigrancka histeria, antysemickie wybryki europosła Brauna oraz nacjonalistyczne kibolskie marsze nie wróżą niczego dobrego na przyszłość. Na naszych oczach cyniczny populizm przepoczwarza się w ordynarny faszyzm i lada moment będzie za późno, by go powstrzymać. Nie pomogą tu żadne – choćby najbardziej wyszukane – analizy politologiczne. Skrajna prawica kontra skrajna lewica prowadzą nas na manowce. W obliczu niekończącej się wojny w Ukrainie oraz polsko-polskich ustawek tym bardziej ogarnia przerażenie, co dalej. To prawda, że jaki kraj, takie i jego patataj-patataj-patataj. Zaczyna to jednak brzmieć coraz bardziej złowieszczo.

Read More
AktualnościFelietonyLiczby i Fakty

142,9 miliarda złotych…

Już połowa lipca. Dopiero kilka dni temu Centralna Komisja Egzaminacyjna ogłosiła wstępne wyniki egzaminu dojrzałości. Maturę zdało 80% tegorocznych absolwentów wszystkich szkół ponadpodstawowych, 13% abiturientów, którzy nie zdali jednego przedmiotu, ma prawo do poprawki w sierpniu, jak podała CKE.

Większość maturzystów zamierza studiować. Jeszcze do końca nie wiadomo, jakie będą najpopularniejsze kierunki studiów w tym roku. Rekrutacja trwa. Analitycy na podstawie ubiegłorocznych danych prognozują, że będą to kierunki związane z nowymi technologiami, a także orientalistyka (japonistyka i koreanistyka) oraz oczywiście kierunki medyczne. Docierają pierwsze sygnały o liczbie zgłoszeń. I tak Akademia Teatralna w Krakowie podała, że na Wydział Aktorski kandyduje tym razem 1109 osób na 28 miejsc. Na jedno miejsce przypada tu więc 39,6 kandydata.

Polacy intensywnie korzystają z wakacyjnego odpoczynku i może nie wszystkie informacje docierają do nich na bieżąco. A tu: od 1 lipca wchodzą w życie nowe zasady kierowania do sanatorium wprowadzone rozporządzeniem Ministra Zdrowia. Najważniejsze zmiany to uproszczone zasady wystawiania i zatwierdzania skierowań oraz wprowadzenie nowej informacji o trybie leczenia. Od lipca ZUS rozpoczął wypłacanie rent wdowich. Renta wdowia to połączone świadczenia, np. 100% świadczenia własnego (np. emerytury) oraz 15% świadczenia przysługującego po zmarłym małżonku lub odwrotnie. Jak poinformowało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, do końca czerwca złożono ogólnie 1milion 64 tysiące 414 wniosków o przyznanie tego świadczenia.

Read More
FelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

W winie prawda, w wodzie zdrowie?

To Tacyt opisał kiedyś, jak to ludy germańskie miały w zwyczaju pić wino w trakcie narad plemiennych. Wierzyły, że w stanie nietrzeźwości nikt nie potrafi skutecznie kłamać. Według Herodota z kolei, starożytni Persowie stosowali zasadę, że decyzje podjęte na trzeźwo, należało potem na nowo przemyśleć po pijanemu. Alkohol pomagał zatem w zbliżaniu się do prawdy, co niekoniecznie było zdrowe. Stąd wzięło się powiedzenie: „W winie jest prawda, w wodzie zdrowie” (In vino veritas, in aqua sanitas)…

Na świętokrzyskiej wsi znowu przykładam do oczu lornetkę, aby lepiej przyjrzeć się peryferyjno-centralnej codzienności po drugiej stronie. Im dłużej patrzę, tym więcej piję i tym bardziej pogrążam się w zadumie. Cóż mi z tego, że na Łysej Górze beztrosko harcują czarownice, a w okolicznych lasach Makosz z Makoszą nabożnie odprawiają swe tajemne rytualne pląsy. W przerwach pajączki delikatnie oplatające roznamiętnioną Makoszę, przepowiadają Makoszowi przyszłość. Na szczęście nie brakuje wina sandomierskiego, a w razie czego, dopóki jest woda, poprosimy o cud. Zewsząd słychać także fantastycznie jazzujące klezmerskie kapele. Nic dodać, nic ująć – po prostu: wino, kobiety i muzyka.

Wszelkie powiewy peryferyjnej sielanki w zestawieniu z centralnie inspirowaną antyimigrancką histerią należy jednak traktować z daleko idącym sceptycyzmem. Niestety ów iluzoryczny wakacyjny spokój zakłócają rasistowskie pomruki rodzimego neofaszyzmu. O zgrozo, im więcej antysemickich wyskoków europosła Grzegorza Brauna, tym szybciej rosną notowania jego partii! Żerowanie na najniższych instynktach ludu stało się u nas sposobem na życie i polityczne przetrwania kanalii wszelkiego autoramentu. W dodatku to rodzime, nadwiślańskie ścierwo eksportowe pasożytuje na wikcie europejskich podatników, czyli również naszym.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Poranna medytacja w deszczu

Gdy pada deszcz, najlepiej napić się wina i – oczywiście – oddać się medytacji. Przeminęły wszak w końcu nieznośne upały i nawet w Opolu już dawno po festiwalu. Wraz z nadejściem kalendarzowego lata miało być normalniej. Właściwie to cudnie byłoby tak od razu wskoczyć na rower i udać się gdzieś w siną dal. Wraz z nadejściem lata miało być natychmiast tyle słońca w całym mieście. Popatrz, no po prostu popatrz, ile szczęścia niosą z sobą zakochani. Taaak, najlepsze są medytacje przy winie w objęciach zakochanej kobiety. Chyba, że jest się listonoszem.

Niestety u nas na wsi też ciągle leje jak z cebra, przez co utknął na dobre wśród tych łąk zielonych nasz czuły listonosz (niczym ów narrator ze słynnego eseju noblistki). Przy małej kapliczce pod wiatą przycupnął, zadumany w medytacji nad naszym losem, onieśmielony nieco pobożnym patosem. Wiejska droga rozmokła zupełnie i wkoło błota tyle, że nie sposób złapać jakąkolwiek równowagę i jechać dalej. A to przecież i tu, i tam ludzie listy piszą oraz na listy czekają.

Chwilowo krajobraz zrobił się szwedzki. Wozy kolorowe pędzą, nie zważając na wszechobecne kałuże. A tu wypadałoby może na chwilę zdjąć nogę z gazu i przyklęknąć. Ale gdzie tam… Zwłaszcza, że torba listonosza jest dziś równie ciężka jak i głowa jego – od myśli nieznośnych. Nasz listonosz musi jeszcze zręcznie trzymać parasol, żeby przynajmniej one nie przemokły. Cóż innego ma począć, skoro świat dokoła taki przemoczony i zamroczony.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Na antypodach

Cudowny lud świętokrzyski okrutnie boi się uchodźców, których hordy – niczym barbarzyńcy – ponoć osaczają już granice Świentostanu. Stoją natrętnie u naszych bram z dzidami, maczetami i czym-tam-chceta. Też to widzicie? Jeśli nie, to stańcie teraz posłusznie na głowie, by empirycznie i antypodycznie zbliżyć się do prawdy. Jak mawiał ks. Tischner – w naszym świecie prawdy som aż trzy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda. Sami zdecydujcie, która kategoria prawdy jest wam najbliższa.

Kiedy rozum śpi, budzą się demony. XVIII-wieczny hiszpański artysta Francisco Goya, twórca “kapryśnych” satyrycznych miedziorytów z pewnością nie spodziewał się, iż jego oświeceniowa frywolność nabierze z czasem wymiaru quasi-uniwersalnego. Goya ze strachu przed Inkwizycją zniszczył znaczną część swoich prac. Podobno obawiał się demonów, które trwale tkwią w każdym z nas.

Strach ma podobno wielkie oczy, a ja spoglądam niepewnie na stojąca w kącie wielką i ciężką walizkę w kolorze pomarańczowym, której nie mam odwagi otworzyć już od prawie 20 lat. Spakowałem ją przed laty w Arabii Saudyjskiej i omijam od tej pory szerokim łukiem niczym lampę Aladyna. Po prostu boję się, oj boję, tego dżina, który mógłby zeń wyskoczyć. Był kiedyś taki radziecki film Magiczna lampa Aladyna, nakręcony w roku mojego urodzenia… Lepiej więc włożyć czapkę niewidkę i iść dalej, niźli mierzyć się z przeszłością ukrytą w magicznej walizce. Też mam swoje traumy i tajemnice, a bo co?

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Bez fajerwerków. Nie urodziłem się 4 lipca

Teraz już jest noc i wokół tak ciemno, lecz nam nie jest wszystko jedno. Ja przynajmniej czasu nie liczmy, gdy w domu zimno, okna zamykam, wkładam szlafmycę. Nasz czarny kotek zaś wlazł na płotek i mruga. Ładna to piosneczka, nie długa. Nie długa, nie krótka, lecz w sam raz. Zaśpiewaj koteczku jeszcze raz.

Doczekaliśmy mrocznych czasów, gdy neofaszystowski populizm (tak, nie bójmy się tego określenia) emanuje z wymarzonej przez tak wielu Ameryki, wciągając nas wszystkich w globalno-lokalny pojedynek na gęby. Trumpowski ruch MAGA (Make America Great Again) szaleńczo i cynicznie zawładnął umysłami nieznacznej większości małomiasteczkowej Ameryki. Donald Trump bezlitośnie zadekretował masowe deportacje domniemanych nelegalnych imigrantów. Odbywa się to wszystko niejako „poza trybem”, pośród łez spływających bezsilnie po policzkach nowojorskiej Statuy Wolności. Tej samej, która – odkąd pamiętamy – stanowiła dla uchodźców i emigrantów ze świata symbol lepszego, godniejszego życia.

Haniebne wzorce zza oceanu usiłują przeszczepić na nasz europejski i polski grunt rodzimi trumpiści, a właściwie mętni i pokrętni Bąkiewicze et consortes, nakręcający antyuchodźczą i antyimigrancką spiralę zagrożenia i nienawiści. Dzieje się to w chrześcijańskiej Polsce, gdzie miłość bliźniego w potrzebie winna być dla nas wszystkich najwyższym nakazem…?

Read More