AktualnościKomentarzeNA MOJE OKO

SAFE, or not SAFE – oto jest pytanie

W Polsce w ostatnich dniach, pomiędzy pałacem prezydenckim a rządem toczyła się burzliwa debata, a właściwie przepychanka na argumenty dotycząca programu „Safe”. Co mamy wybrać: czy nasz polski zero procentowy, pochodzący rodem z NBP „Safe”, czy może gwarantowany przez wstrętną i podstępną (jak twierdzi prawica) Unię Europejską, próbującą za wszelką cenę uwiązać nas na smyczy poprawności politycznej „Safe” europejski (oprocentowany na 3 %). Czy nasz sejf zapewni nam bezpieczeństwo? Czy będziemy „sejf” bez europejskiego programu „Safe”?

Europa, co jest główną osią krytyki prawicy, obwarowała swe pożyczki (i bardzo słusznie) pewnymi kryteriami, po to by pieniądze te zostały wydane zgodnie z ich jedynym przeznaczeniem, jakim jest zasilenie przemysłu i potencjału obronnego Europy. Prezydent Nawrocki, nie podpisując rządowej ustawy, przeciągał w nieskończoność decyzję, na którą czekała polska armia. Pytanie zatem, dlaczego to robił? Wszak na stole było nisko oprocentowane 44 miliardów Euro do wzięcia od zaraz. Trywializując, może po prostu było tak, jak w znanym powiedzeniu: ”jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze” Ale, o które? Te które proponuje nam Unia, czy może, te które leżą w naszym sejfie w NBP?

Propozycja sfinansowania wydatków na obronność z rezerw NBP w taki sposób, żeby te rezerwy pozostały nienaruszone, to klasyczna bajka o żelaznym wilku, czyli opowieść z mchu i paproci. Nawet przedszkolaki wiedzą, że nie można zjeść ciastka i mieć ciastko. Cudów (szczególnie w ekonomii) po prostu nie ma. Okazuje się, że każdy sejf może mieć drugie dno. To pierwsze wykazuje rząd i minister finansów punktując absurdy w niespodziewanej propozycji pałacu prezydenckiego. Jednak, jak argumentuje druga strona, niektóre cuda są możliwe i te 185 miliardów złotych sfinansuje się ze sprzedaży tanio zakupionego złota, które potem natychmiast się odkupi, co sprawi, że rezerwy będą nienaruszone, pieniądze na armię się znajdą i wszystko będzie cacy i to bez konieczności zaciągania jakiegokolwiek kredytu. Czyli jednak cud! I to za zero procent!

Tylko, że zero, w tym wypadku, oznacza również zero sensu. Wspomniana, a przedstawiona nader mgliście, operacja finansowa spowoduje albo uszczerbek dla budżetu (bo pieniądze z zysku na złocie do niego nie trafią), albo będzie to sfinansowane dodrukiem pieniądza, co oczywiście może spowodować inflację i przede wszystkim nadszarpnięcie zaufania do NBP, jako instytucji stojącej na straży naszego pieniądza. Naszej kochanej (tak hołubionej przez bojącą się euro jak ognia prawicę), złotówki.

Czyli: nie dość, że to niepewne pieniądze (jest wiele prawnych aspektów, które wzbudzają poważne wątpliwości), to na dodatek odroczone znacznie w czasie. Wszystkie wyżej wymienione operacje wymagają kilku miesięcy na realizację, a przypomnijmy, potrzeba jest arcypilna, pieniądze potrzebne są już, natychmiast. Jesteśmy, jeśli chodzi o produkcję amunicji, bardzo poważnie zapóźnieni w stosunku do potrzeb. Na dodatek, pieniądze te mogą nas drogo kosztować, bo nie dość, że uszczuplą nasze rezerwy złota (bardzo słusznie gromadzone), to na dodatek mogą zdestabilizować złotówkę.

Rynek finansowy z powodu konfliktów wojennych i wahań na rynkach surowców energetycznych i tak jest już mocno rozchwiany. To wszystko w efekcie może nas naprawdę drogo kosztować, jeśli koszta inflacji zdecydowanie przerosną owe trzy procent z pożyczki europejskiej. Jest jeszcze jeden argument pokazujący, że w istocie nie o procenty tu idzie. To oczywista hipokryzja tego typu operacji, w sytuacji gdy kilka lat temu Zjednoczona Prawica zakupiła uzbrojenie w Korei Południowej, finansując je kredytem oprocentowanym na 6 procent. Wtedy, ten sam prezes NBP, nie uważał za stosowne zastosować owe magiczne sztuczki, które mogłyby nas uchronić od spłaty kredytu wziętego na dwa razy większy procent niż ten europejski. Argumentacja panów Prezydenta i Prezesa NBP, zupełnie nie wytrzymuje próby logiki.

Wykorzystując bowiem proponowany mechanizm, dokładnie w ten sam sposób można by dokonać tak wyczekiwanej i potrzebnej reformy służby zdrowia. Jest wiele innych strategicznego znaczenia potrzeb, jak choćby ta dotycząca transformacji energetycznej, które mogłyby zostać zaspokojone, tak pozyskanymi pieniędzmi. Dlaczego w tych obszarach prezes Glapiński nie miał nigdy dla Polski żadnych propozycji. Najprawdopodobniej dlatego, że działając w ten sposób, NBP zamiast wypełniać swą konstytucyjną rolę, de facto, zacząłby bawić się w rząd, zastępując ministerstwo finansów i doprowadzając do całkowitego upolitycznienia organu, który konstytucyjnie ustanowiony jest jedynie do prowadzenia polityki monetarnej służącej pilnowaniu kursu naszej waluty i naszych rezerw walutowych i finansowych. Krótko mówiąc, działając w ten sposób złamałby prawo. Dlaczego zatem, pomimo, że działanie to wcale nie jest w interesie polskiego złotego (tak ważnego dla budowania polskiej suwerenności finansowej i ekonomicznej) prezydent Nawrocki wraz prezesem Glapińskim, chcą narazić Polaków na tego rodzaju ryzyka, oraz idące za nimi koszty?

Najwyraźniej nie chodzi tu o pieniądze. Nie chodzi również o procenty, bo te, per saldo, również najprawdopodobniej byłyby niekorzystne. Jeśli zatem nie o pieniądze, to oczywiście chodzi o politykę. Obozowi prawicy, który kocha Trumpa miłością bezkrytyczną i ślepą i obdarza go bezgranicznym wprost zaufaniem, po prostu chodzi o przypodobanie się Ameryce. Wszystko to, w obliczu deklaracji owej Ameryki o wycofywaniu się w ramach NATO z odpowiedzialności za bezpieczeństwo naszego kontynentu jest co najmniej zastanawiające. Czy naprawdę lepiej kupić gotową broń od wuja Sama? To rozwiązanie potencjalnie może grozić wszak bardzo poważnym uzależnieniem (np. samoloty F-35, które można zdalnie uczynić niezdolnymi do walki), bo jeśli tylko Ameryka (czytaj prezydent Trump) uzna, że jesteśmy be, możemy mieć problemy z jej używaniem.

Nasz sejf będzie rozpruty i uszczuplony, a my sami będziemy na tyle „sejf”, na ile Amerykanie uznają, że im się to opłaca. Być może będziemy wtedy zdani na ich łaskę i niełaskę. Prezydentura Trumpa, choć przecież bardzo krótka, jednoznacznie dowiodła jaką głupotą jest pełne zaufanie do jednego tylko sojusznika. Doświadczyły tego Kanada, Dania, Hiszpania. My zaś (a dokładniej polska prawica) niczym niezbyt pojętny uczniak, nie wyciągający z lekcji historii jakichkolwiek wniosków, ustawiamy się jako następni w kolejce, by koniecznie dostać po łapach. A wszystko po to, by owa prawica mogła podtrzymać swoją obsesyjna narrację o złej Europie (prowadzącej nas do zguby i utraty narodowej tożsamości), i dobrej Ameryce (zupełnie jakby uzależnianie się od Ameryki miało same zalety).

Postawę Amerykanów dobitnie pokazał ambasador Rose pouczający polskiego Marszałka Sejmu i próbujący definiować priorytety naszej polityki zagranicznej, zupełnie jakby Polska nie była niepodległym bytem państwowym, a jedynie amerykanską kolonią,. Uparta narracja polskiej prawicy o genialnym prezydencie Trumpie, który będzie nas bronić „no matter what”, stoi w rażącej sprzeczności z deklaracjami samego Donalda Trumpa, który mówi wyraźnie: Ameryka ma zamiar wycofać się z Europy, NATO jest być może niepotrzebne, prawo międzynarodowe nas nie obowiązuje, Europa powinna bardziej liczyć na siebie, a najlepiej bronić się sama.

Zatem europejski program SAFE jest właśnie wyjściem naprzeciw tym oczekiwaniom. Tym bardziej dziwi ta obsesyjna próba jego zablokowania jakiej dokonuej prezydent Nawrocki wetując rządową ustawę. Polska chce budować i wzmacniać swój przemysł obronny, podobnie Europa. Prawica zdaje się zupełnie nie dostrzegać, że sama sobie przeczy i w ślepym potakiwaniu Trumpowi doszła już do absurdu. Nadrzędnym celem, jakim zdaje się kierować (poza oczywiście przypodobaniem się prezydentowi Trumpowi) jest podważenie zaufania do rządu Donalda Tuska.

Chodzi przede wszystkim o jego zdyskredytowanie, nawet kosztem bezpieczeństwa Polski. I nieważne, że europejskie pieniądze mogłyby wzmocnić miliardami euro polskie zakłady zbrojeniowe (te w Stalowej Woli, Skarżysku-Kamiennej, Mielcu i wielu innych miejscach). Ważne jest przeciwstawienie się rządowi poprzez dorobienie mu gęby tego, który działa na szkodę Polski. To oderwane od faktów intencjonalne działanie, którego jedynym uzasadnieniem jest obsesyjne pragnienie dojścia do władzy w 2027-ym roku. To czysta cyniczna gra polityczna. Brutalna i egoistyczna. I trudno dopatrzeć się niej śladowych choćby ilości patriotyzmu.

Czy zatem jesteśmy safe, or not safe, chciałoby się parafrazując Szekspira zapytać. Wiemy jaką decyzją zakończyłi się hamletyzowanie prezydenta. Karol Nawrocki jednoznacznie postawił na dalszą bezwzględną wojnę na wyniszczenie z rządem. Kosztem polskiej armii, polskiego przemysłu i co za tym idzie, polskiego interesu ekonomicznego. W tle tej decyzji jest też inna wojna, a nawet wojny, rosnąca niestabilność geopolityczna i związana z nimi fundamentalna kwestia – kwestia polskiego bezpieczeństwa narodowego. A to jest bezdyskusyjnie sprawa najwyższej wagi, sprawa którą, jeśli jest się patriotą, nie wolno grać ani dla władzy, ani dla pieniędzy, ani jakiejkolwiek innej korzyści. Bo to od niej zależy nasz wspólny byt jako narodu. Od niej zależy nasza wspólna Polska.