AktualnościKomentarzeNA MOJE OKO

WETO GATE – Nawrocki prezydentem wojny

A więc wojna! Bezpardonowa pełnoskalowa, okrutna i brutalna wojna. Wojna jaką od pierwszego dnia swego urzędowania prezydent Karol Nawrocki wypowiedział rządowi i koalicji większościowej w parlamencie polskim. Wojna ta, nawiasem mówiąc jest wyrazem jego pogardy i lekceważenia dla demokratycznego wyboru Polaków, a podobno „po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”). Skoro to Polacy chcieli takiej większości w parlamencie, a nie krasnoludki, zatem odrobinę konsekwencji i logiki Panie prezydencie, zarówno w tym co się mówi, jak i w tym co się robi.

Przypomina to jako żywo, jota jotę, absurd upartego dyskredytowania Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i samego Jurka Owsiaka, pomimo ewidentnych korzyści jak sama orkiestra i jej działalności przyniosły przez dziesięciolecia Polsce i Polakom. Tymczasem wojna toczy się o każdą ustawę i każdy podpis prezydencki. Ostanie weto ma jednak wymiar inny, nie tylko praktyczny, ale również symboliczny. Ono rzeczywiście nie ma żadnego uzasadnienia merytorycznego, bo wszystkie argumenty są przeciwko niemu (bajki o drogim zagranicznym kredycie spłacanym przez pokolenia, gdy mamy swoje pieniądze z NBP są jedynie mydleniem oczu i pretekstem do owego weta.

Prezydent wypowiada nim kolejną wojnę, rządowi swojego własnego kraju. Bo Karol Nawrocki to prezydent wojny. Z całą pewnością nie jest to prezydent wszystkich Polaków (którzy w miażdżącej większości opowiedzieli się za europejskim programem SEJF, którego jedynym zadaniem jest wzmocnienie bezpieczeństwa całej Europy (czego nota bene tak zdecydowanie domaga się prezydent Donald Trump. Czyżby prezydent Nawrocki nie podzielał tych amerykańskich oczekiwań. Jedno trzeba sobie powiedzieć wprost: Karol Nawrocki ewidentnie nie jest prezydentem zgody narodowej, jest zdecydowanie prezydentem wojny, ciągłego konfliktu i wewnętrznej walki partyjnej.

Jest bezdyskusyjnie prezydentem wojny polsko–polskiej w jej pełnoskalowej, że posłużę się tą terminologią. Wszystko co robi w zakresie torpedowania projektów rządowych ustaw, robi z determinacją i pełna świadomością, depcząc przy okazji połowę narodu zupełnie nie licząc się z tym, że ten rząd który de facto sprawuje władzę w Polsce, bo to do tego został powołany, ma silniejszy mandat społeczny i demokratyczny, niż on sam. Jego prezydencka misja w zdecydowanej większości sprowadza się do torpedowania wszelkich rządowych inicjatyw ustawodawczych i poczynań mających realizować polityki Rady Ministrów.

Działania Karola Nawrockiego skoncentrowane są właśnie na tym możliwie skutecznie generować rozliczne problemy w uchwalaniu rządowych projektów ustaw, zarówno poprzez wetowanie jak i odsyąłnie tych podpisanych do Trybunału Konstytucyjnego, przeciąganie do maksimum terminu ich parafowaniaby w ten sposób wykazać nieudolność, brak sprawczości i skuteczności działania rządu Donalda Tuska. W skrócie chodzi jedynie o to, by za wszelką cenę wykazać że ten rząd nie nadaje się do kierowania Polską. Taka postawa prezydenta stoi w rażącej sprzeczności z duchem konstytucyjnych zapisów definiującej istotę funkcji najważniejszej głowy w państwie. To oczywiste.

Być może bowiem nikomu z twórców naszej ustawy zasadniczej nawet do głowy nie przychodziło ze prezydent mógłby kiedykolwiek postawić sobie za jedyny swój cel bezwzględną wojnę z własnym rządem. Karol Nawrocki czyni to nie oglądając się na interes narodowy, kosztem Polek i Polaków, kosztem całego państwa i robi to bez mrugnięcia okiem. Oczywiście wszystko to podlane jest bardzo gęstym bogoojczyźnianym sosem i patetyczną, nadętą przechodząca momentami w krzyk retoryką zbawcy narodu. Prawdziwe tło tego kiepskiego politycznego teatru stanowi tymczasem jasno zdefiniowany interes partyjny Prawa i Sprawiedliwości (czy tez szerzej: obozu prawicy) i możliwość zaszkodzenia całemu obozowi demokratycznemu, uosobianemu przez znienawidzonego przez całą prawicę Donalda Tuska.

Tym razem jednak prezydent miał na szali bezpieczeństwo kraju, definiowane w sposób bardzo bezpośredni, przez olbrzymie środki unijne przeznaczone na zbrojenia i jako zwierzchnik sił zbrojnych miał obowiązek kierować się kryteriami bezpieczeństwa państwa polskiego. Tymczasem wetując ustawę o SAFE naraził Polskę na rzeczywiste problemy wynikające z niemożności sięgnięcia w normalnej procedurze po środki unijne, które umożliwią rozbudowanie potencjału obronnego całej Europy, w tym oczywiście Polski. Bo przypomnijmy, ok. 90 milardów złotych z tych środków zostałoby przeznaczone na polski przemysł obronny, dając tym samym olbrzymi i co ważne natychmiastowy zastrzyk finansowy polskim firmo zbrojeniowym i wszystkim, które działają na rzecz przemysłu obronnego.

Korzyść dla polskiej armii byłaby bezdyskusyjna i jednoznaczna, czemu dawali wyraz jednogłośnie najwyżsi przedstawiciele wojska, również ci powoływani na wysokie stanowiska generalskie za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości. Widocznie zatem Karol Nawrocki w swoim systemie wartościowania wyżej stawia lojalność partyjną rozumianą jaką wsparcie Prawa i Sprawiedliwości w kampanii wyborczej (de facto już się toczącej) niż dobro i bezpieczeństwo Polek i Polaków. To weto jest bezdyskusyjnym dowodem na to, że prezydent zawsze kiedy ma do wyboru zgodę i budowanie lub wojnę polsko-polską i destrukcję wybiera to drugie. Bo wojna jest na rękę prezesowi Kaczyńskiemu szczególnie w obliczu spadających sondaży jego formacji.

Karol Nawrocki staje się powoli archetypiczną negacją najwyższego urzędu w państwie Może się okazać, że do podręczników historii przejdzie jako czarny przykład tego, jak prezydent demokratycznego kraju nie powinien piastować swój urząd, słowem jako swoisty wzorzec i przykład antyprezydenta. Jego maska, jeśli w ogóle ją kiedykolwiek zakładał właśnie definitywnie opadła z hukiem i nigdy już nie odbuduje zaufania Polaków po tym co uczynił i to dokładnie w rocznicę wstąpienie Polski do NATO. Tym wetem Karol Nawrocki okrył hańba urząd prezydencki w sposób absolutnie w historii Polski bezprecedensowy.

Być może należało się tego spodziewać, kiedy dowiadywaliśmy się różnych szokujących rzeczy z jego życiorysu, ukrywanie się pod pseudonimem Batyr, celem promowania własnej książki, wyłudzenie kawalerki od schorowanego starszego człowieka. Znamienne są też w tym względzie przestrogi prof. Dudka. Te fakty z życiorysu wskazywały jednoznacznie, że Karol Nawrocki jest człowiekiem, który nie cofnie się przed niczym i zdolny jest do niegodziwości w celu odniesienia korzyści osobistych.

To powinno było nas wszystkich sprowokować do głębszej refleksji. Jej brak spowodował, że mamy oto prezydenta wojny. Wojny polsko-polskiej rozpętanej na pełna skalę, wojny toczonej pomimo konfliktu w Ukrainie, pomimo diametralnej zmiany stanowiska Ameryki w kwestiach bezpieczeństwa Europejskiego i roli USA w strukturach NATO, wreszcie pomimo rozpoczętej i trudnej do przewidzenia w skutkach wojny w Iranie.

To wszystko sprawia, że znaleźliśmy się w Polsce jeszcze bardziej podzielonej, jeszcze bardziej skonfliktowanej i spolaryzowanej wewnętrznie. Polsce, która coraz bardziej musi liczyć tylko na siebie, bo po raz kolejny nie jest stanie wykorzystać szans, jakie daje nam przynależność do Unii Europejskiej i wynikających z tej przynależności możliwości. Odpowiedzialność za ten stan rzeczy oczywiście bezpośrednio spoczywa na obozie prawicy, który prowadząc krótkowzroczną wasalistyczną politykę w stosunku do Ameryki pod rządami Donalda Trumpa kieruje się jedynie obsesyjnym dążeniem do odzyskania władzy, choćby miało się to odbywać po trupach.

I ta przenośnia traci w tym wypadku swój metaforyczny charakter, bo sprawa dotyczy kwestii życia i śmierci, bezpieczeństwa narodowego i zapobieżenia wojnie, która, czego nie trzeba chyba nikomu przypominać, jest tuż za naszymi granicami. Pamiętajmy kto w tym trudnym dla Polski momencie, po raz kolejny postawił na konflikt, eskalację i destabilizację, na względzie mając jedynie interes partyjny i partyjniackie politykierstwo. To prezydent Polski (ale z cała pewnością nie prezydent wszystkich Polaków), Karol Nawrocki – prezydent wojny polsko-polskiej.