Obojętność
Akceptując zło, sam popełniasz grzech lub winę. Obojętność bywa jeszcze gorsza niż nienawiść, ponieważ nic nie czujesz i nigdy nie poczujesz. Zarazem stajesz się nieświadomym potworem, nieczułym na ludzką krzywdę, bowiem traktujesz to jak coś normalnego. A zła się nie normalizuje. Zło trzeba zwalczać dobrym zaangażowaniem oraz miłością do drugiego człowieka. Jak powiedział Jerzy Popiełuszko, warszawski ksiądz zamordowany w sposób bestialski przez UB w 1984 roku: „Zło dobrem zwyciężaj”.
Widziałam go za każdym razem. Ten sam wyraz twarzy. Identyczny strój. Głowa pokryta
krwią. Potargane spodnie. Rozerwana na strzępy koszulka przypominająca raczej narzutę,
być może szalik, który okalał całą klatkę piersiową chłopaka. Po butach został jedynie ślad,
bowiem na bosych stopach jeszcze nie zagoiły się obdarte pięty. Bez wątpienia biedaczyna
musiał przez chwilę mieć na sobie za małe buty, które przy chodzeniu bolały go
niemiłosiernie. Na pewno zamiast cierpienia wolał je ściągnąć, tylko z drugiej strony chodził
boso po zimnym chodniku. W dodatku powoli kończyła się ciepła jesień, w zamian której
nadejdzie niebawem zimny listopad zwiastujący ciężką zimę. Widziałam go za każdym
razem. W drodze ze szkoły. Gdy szłam do kościoła oraz jak z niego wracałam. Mogłam mieć
tyle lat co on. Tak samo nieśmiała jak on. Dopiero zaczęłam szkołę, więc byłam w jakimś
stopniu zafascynowana nowym miejscem. Lecz tamten widok powracał. Nawet we śnie,
kiedy myślałam o czymś zupełnie innym. Wracał i mnie przerażał. Tylko że nie potrafiłam
mu pomóc. Bałam się reakcji rodziców. Że mnie wyśmieją. Że mi nie uwierzą. Bo według
nich mogłam wszystko wymyślić.
Dla nich istniało takie zjawisko jak wyobraźnia pośród dzieci. To my, samotni, chcemy, aby
oni zajmowali się nami na każdym kroku. Aczkolwiek dla mnie ciągła obecność mamy bądź
taty jest poczuciem bezpieczeństwa. Na ulicy ciężko znaleźć bezpieczne miejsce na tyle, żeby
komuś w pełni móc zaufać. Dom to azyl. Dom to opoka, jakiej żaden zły człowiek nie
zniszczy. Przytoczony chłopak bez żadnych wątpliwości nie ma takiej okazji jak ja.
Doceniam za to moich rodziców. Kocham moją mamusię i mojego tatusia.
To moi bohaterowie, jednakże mogliby mi troszkę bardziej ufać. I zarazem wysłuchać, kiedy
mam taką potrzebę, gdyż czasami w naszym rodzinnym domu przychodzi pora na szczere
rozmowy i wsparcie. Niemniej jednak kocham mocno moją rodzinę. Wbrew temu, o czym
zdarza mi się myśleć, to moja rodzina jest najważniejsza. To po prostu słabszy moment. Na
takie przychodzi czas i miejsce. Odwrotnie jest u tego chłopca. Nikt na niego nie czeka. Nikt
się nim nie interesuje. Jest wystawiony niczym na pastwę losu. Dosłownie. Zwłaszcza że jego
rodziców znaliśmy z widzenia. Wyglądali na dobrych ludzi. Gdy widziałam jego ojca
czułam, że jego rodzina daje mu taką miłość, jakiej mało kto potrafi dać. Jego ojciec zawsze
był szczęśliwy. Ciągle żartował. Także mama – pięknie ubrana. Miała cudowne pasemko na
włosach. Blond włosy, jak pamiętam zza mgły. Bez przerwy nosiła okulary
przeciwsłoneczne. Kolorową torebkę na ramieniu. Mieli oprócz tego wózek z dzieckiem. Na
oko była to prawdopodobnie dziewczynka. Czyli niedawno chłopiec dowiedział się o
siostrze. Widać było, że odziedziczy po matce blond włosy, ponieważ na tej malutkiej główce
pojawiło się kilka włosków. Biedna istota. Całe jej życie będzie zależeć od rodziny. Kiedy
pojawi się problem, niczym drużyna każdy z nich będzie odpowiadać. Mniej lub bardziej.
Zresztą tam nie było chyba dnia, aby było ciut spokojniej. Chociaż nic na to nie mogło
wskazywać. Wróćmy jednak do tamtej sceny. To kłóciło się z wyglądem chłopaka. Możliwe,
iż chłopak tak dla zabawy to robi. Ubiera się w żebracze stroje i chce jakoś sobie zarobić
bądź wzbudzić litość. Tylko dlaczego? Jaką litość? Z czego ona pochodzi? Znikąd? Wtedy
nie znałam prawdy. Byłam święcie przekonana o tamtej rodzinie. Wydawało się to
niemożliwe do uwierzenia. A jednak to ta z góry niebywała wersja okazała się prawdziwą….
Znowu go zobaczyłam. Chyba ten widok się nigdy nie skończy. Dopóty, dopóki nie zapytam,
o co chodzi. Przecież to powinno mieć jakikolwiek sens. Ktokolwiek z nas, widząc taką
sytuację na okrągło, podejmuje natychmiast dialog. Z ciekawości? Pewnie dla sensacji? Albo
z jeszcze innego powodu, o którym na tę chwilę nie miałam pojęcia. Póki co, postaram się z
nim przywitać. Niewykluczone, iż przywitaniem przełamię jakąś barierę. Tak czy inaczej,
muszę spróbować. Podeszłam, kierując przyjaźnie rękę do góry i mówiąc cichuteńko: Cześć!
Chłopak zrobił coś, czego w ogóle się nie spodziewałam. W tamtym momencie nie
rozumiałam, co to, do licha, jest. Umiałam raptem to pokazać. Ruch wcale nie był łatwy.
Pokazał całą dłoń, następnie zgiął kciuk do środka, żeby na końcu zamknąć ten kciuk
pozostałymi palcami. Kiedy znów powtórzyłam znak na przywitanie, on powtórzył tę
czynność. I tak w kółko. Niespodziewanie pojawił się jego ojciec. Miał elegancki, brunatny
płaszcz. Na nogach lakierki koloru brązowego oraz garniturowe spodnie.
A więc musiał mieć pod płaszczem marynarkę. Musiał wrócić z pracy. Wnet zabrał bez
słowa syna. Chłopak już niczego nie pokazywał, a jedynie zaczął łkać. Ojciec próbował go
pocieszyć. Starał się. Dwoił się i troił. Na marne. Choć z drugiej strony, płacz u dziecka
czasem bywa rzeczą konieczną. Wrażliwość u siedmiolatka pozwala na takie, a nie inne
reagowanie niż zaciśnięcie zębów, co zazwyczaj robią twardzi mężczyźni. Zdaje im się. Ale
to jedynie bujda. I tam również była jedna wielka improwizacja. Byłam za młoda, ażeby to
jakoś zrozumieć. Poszłam po raz kolejny do rodziców w celu wyjaśnienia tamtych
incydentów. Moje oczekiwania legły niemal od razu w gruzach. Rodzice kazali mi milczeć.
Dodali ikoniczne zdanie: Nie twoja sprawa albo: Nie interesuj się, bo będą kłopoty. Ale jakie
kłopoty? Jaka nie moja sprawa? Tak naprawdę to sprawa tego całego osiedla. Nikt nie chciał
lub nie potrafił tego zobaczyć? Raczej byli na to obojętni. A tutaj coś nie grało. Odbierzcie
mi kieszonkowe. Weźcie mi wszystko, bez czego nie umiem żyć. Chcę, byście mnie
posłuchali. Wreszcie posłuchali. Wiem, za kogo mnie uważacie. Że wymyśliłam to? Chłopak
jak nic się zgrywa? W związku z tym, ile jest opinii, chciałabym poznać prawdę.
Zamierzałam zakraść się pod blok, w którym mieszkał chłopak wraz z rodziną. Wszystko
szło całkiem dobrze, ale… Otóż wtedy, gdy podsłuchiwałam rozmowę, a raczej wulgarną
kłótnię pomiędzy rodzicami chłopca, jeden z ich sąsiadów, na pewno akceptujący tamtejszą
przemoc, zgłosił moją obecność pod oknami. I niespodziewanie przybiegł damski bokser,
trzymając nóż, którym zamierzał mnie w ramach nauczki zranić.
Przeklinał na mnie. Wyzywał jak opętany. Jego twarz stała się przerażająca. Miała cechy
zarówno warczącego psa, jak i niedźwiedzia, albowiem ryk, który wychodził z jego ust, oraz
sadystyczne zachowanie napawały grozą. Biegłam cała wystraszona. Jego tempo nie
pozwalało na żadną przerwę. Mało tego, prawie by mnie dogonił, lecz na drodze stanął mój
ojciec, szybko wpychając mnie do sieni naszego bloku. Ojciec chłopaka niemal jak na
zawołanie stanął. Przeprosił za to, co zrobił. Jak gdyby nigdy nic odszedł w stronę własnego
mieszkania. Na mnie czekała kolejna nagana. Jednakże oprócz podniesionego tonu ojca i
płaczącej matki nic się nie stało. Nazajutrz, kiedy miałam zamiar wychodzić do szkoły, moja
mama szepnęła mi do ucha łagodnym głosem: „Nigdy tam nie idź. Kiedyś coś nam zrobi”.
Błyskawicznie mnie przytuliła oraz dała krzyżyk na drogę. W ciągu jednej nocy na pozór
ciężka sprawa wyjaśniła się bardzo szybko. Dzień napawał niepohamowanym optymizmem.
Słońce i kilka małych chmurek górowały nad naszym niebem. Nie na długo.
Po kilku dniach zmarł tragicznie chłopak, którego tyle razy widziałam. Był uroczysty
pogrzeb. Pojawiło się blisko tysiąc osób. Uczniowie. Nauczyciele. Mieszkańcy naszego
osiedla. Ci, którzy znali chłopaka nawet tylko tyle o ile. Jego mama miała znów okulary,
długą czarną suknię, ojciec-potwór marynarkę, którą mógł mieć podczas naszego ostatniego
spotkania. Wózek zostawili chyba w domu, ponieważ dziewczynki na uroczystości nie było.
Ksiądz skończył ceremonię. Zakopano grób. Grób był bardzo mały. Czego można było się
dziwić. Chłopiec na swój wiek przypominał bardziej karzełka niż człowieka. Jego rodzice
także nie byli wysocy, ale nie aż tak mali. Minęło wiele lat, zanim dowiedziałam się całej
prawdy.
Trafiłam na studia medyczne w Warszawie. Nadeszły ferie zimowe, zatem wszyscy studenci
zmierzali do swoich domów. Identycznie zrobiłam ja. Rodziców o tym wcześniej
uprzedziłam, więc czekali na mnie z pysznym ciastem orzechowym i małą szklaneczką
whisky. Dziwne? Alkohol? U nas się nie piło alkoholu, jednak taka okazja zdarza się raz na
jakiś czas i warto ją dobrze uczcić. Mimo to cel mojej wizyty był zgoła inny. Chciałam w
końcu dowiedzieć się o tamtej rodzinie. Raz na zawsze wiedzieć, co tam naprawdę się działo.
Oznajmiłam mamie:
— Chciałabym porozmawiać o tej rodzinie i tym chłopaku.
Odparła mama:
— Wiedziałam, że o tym powiesz. Nadal żałujemy, że nic nie zrobiliśmy.
— Czy była taka osoba na naszym osiedlu, która nie licząc mnie, chciała coś zrobić?
— Nie — odparła stanowczo mama. Każdy bez wyjątku miał o tym jakieś pojęcie?
– Owszem.
– Mąż ich bił, kopał i znęcał się. Chłopiec najwięcej obrywał, gdyż starał się w miarę swoich
możliwości buntować przeciwko potworowi. Zjawie. Psychopacie. Sadyście.
– Zgadza się.
– Co się stało z pozostałymi członkami rodziny?
– Nie wiadomo. Ponoć się wyprowadzili.
– Akurat! Ilekroć myślę o nich, mam was dość. Czasem wolę dziką zwierzynę niż niektórych
ludzi.
– Skarbie, żaden z nas nie chciał reagować, ponieważ mógł zrobić nam wszystko. To był
przemocowiec. Człowiek chory psychicznie. Miał według plotek schizofrenię paranoidalną.
Wiesz, co to znaczy? Chodzisz na medycynę, więc znasz takie przypadki.
– Ale daliście na to zgodę. Popełniliście grzech. Nasza wiara o tym mówi – odrzekłam z
lamentem w głosie.
– Nigdy, ale to przenigdy nie zrozumiesz tego – odparła mama, wstając z krzesła; tata
postępował nadal tak samo jak ona. Dawno temu ojciec kojarzył mi się z nadzwyczajną siłą.
Podejściem herosa, ale obecna sytuacja oraz tamtejszy incydent z przeszłości zmieniły tę
postawę na odwrotną.
Od tamtego momentu już ledwie odwiedzałam rodziców. Moja przyzwoitość nakazywała mi
to czasem zrobić. Byli dla mnie zjawami. Nieudacznikami. Brzydziłam się nimi, kiedy
przychodziło mi to na myśl. Ja miałam jedyną szansę, jakoby coś zmienić na naszym świecie.
Bunt nie okazał się udany, ponieważ byłam za słaba. W dodatku jestem inna niż wszyscy, a
ludzie innych nie lubią. Nienawidzą. Nie znoszą. Brzydzą się nimi. Traktują, jak gdyby byli
wrzodami. Potem chcą ich powolutku usunąć. Ja na to nie pozwolę. Bo prawda zawsze
wygra. Musi wygrać. A poza tym kłamstwo ma krótkie nogi…
POSTSCRIPTUM
Oczywiście ta historia jest całkowicie fikcyjna, lecz już wiele słyszałem historii o przemocy
domowej. Z każdą kolejną nie potrafię normalnie wrócić do prawdziwego życia. W następnej
historii przeraża mnie coś zupełnie innego. To obojętność ludzi. Totalny brak powagi ze
strony policji bądź rozczarowująca postawa różnych instytucji, które sprawę znały nie od
wczoraj. Nikogo nie obchodzi to, co taka rodzina przeżywa. Wręcz broni się samego
oprawcę, niszcząc procedurami ofiary. Nawet słyszałem o szantażowaniu ofiar przez niektóre
instytucje, aby wreszcie skończyły nagłaśniać swoją sprawę. Mówiąc potocznie: ręce
opadają! Niektórzy pomyślą, że ja, pisząc to opowiadanie, wzorowałem się na historii
Kamilka z Częstochowy. Nie jest to całkowita prawda, lecz w każdym moim tekście
pojawiają się liczne nawiązania do znanych wydarzeń bądź, jak już wcześniej mówiłem, z
obserwacji mojego dotychczasowego życia. Mam nadzieję, że ofiary będą otrzymywać coraz
to lepszą pomoc, natomiast oprawców spotka najbardziej zasłużona kara. Przemocy domowej
nie zrozumie ten, który nigdy z nią nie obcował, zatem postarajmy się pomóc tym ludziom.
To piekło na ziemi, jakiego nie można sobie ot tak wyobrazić. Najgorszym faktem jest ten, że
takie przypadki są w naszym najbliższym otoczeniu. Nic z tym nie robimy. Upodabniamy się
do rodziców dziewczynki z opowiadania. Rzecz jasna, jeżeli zagrożenie własnym zdrowiem
jest także bardzo duże, to w miarę swoich możliwości zróbmy tyle, ile możemy. Każda
pomoc jest ważna. Zanim się pożegnam, chciałbym, abyście wy zmówili „Wieczny
odpoczynek” za nieżyjące ofiary przemocy domowej oraz jeżeli ktoś z was się modli, niech
zawsze w swoich intencjach znajdzie miejsce na osoby, które nadal mierzą się z tą tragiczną
sytuacją. Wierzcie mi lub nie, ale tacy ludzie zazwyczaj potrzebują tego o wiele bardziej niż
słów: „Będzie dobrze” czy „Dasz radę”, które zamiast zachęcić, szkodzą takim osobom. A
słowem można w znacznym stopniu pogorszyć sytuację, bardziej niż mogłoby się nam tak
naprawdę zdawać.
Ważne numery telefonów i instytucje:
800 120 002 – Ogólnopolski Telefon dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”
(całodobowy i bezpłatny)
116 111 – Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży (całodobowy, prowadzony przez
Fundację Dajemy Dzieciom Siłę)
800 12 12 12 – Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka (całodobowy)
800 70 22 22 – Centrum Wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego (całodobowy
i bezpłatny)
22 668 70 00 – Niebieska Linia IPZ (poradnia telefoniczna dla przeciwdziałania
przemocy w rodzinie)
+48 22 632 93 92 – Grupa Ponton. Młodzieżowy Telefon Zaufania (sprawdź grafik
dyżurów)
Komitet Ochrony Praw Dziecka
112 – Europejski Numer Alarmowy
oraz
997 – Policja

