Aktualności

AktualnościFelietonyNA MOJE OKO

Świat, który postanowił zwariować

Głupota! Wszechobecna, przytłaczająca głupota! Wszystko wskazuje na to, że żyjemy w czasach olbrzymiego renesansu głupoty. Głupota bezwstydnie panoszy się wokół, puszy się i wynosi sama siebie na ołtarze. Głupota niepodważalnie króluje, dominuje i sprawuje rząd dusz. Głupota odrodzona, odrestaurowana, sprytna i bezczelna doczekała się swego panowania w każdej sferze życia, a szczególnie zaś w życiu publicznym, tym toczącym się w przestrzeni wirtualnej. Czasy kiedy bycie głupim było największym powodem do wstydu i przyczyną ostracyzmu społecznego, gdy bycie głupim i obnażenie się z głupoty, oznaczało wykluczenie i marginalizację, nie tylko dawno odeszły do lamusa, ale zostały zastąpione erą z prawidłem przeciwnym. Oto współcześnie to mądry musi chronić się i ukrywać bo głupia, rozrechotana, butna, intelektualnie prymitywna tłuszcza wnet zakrzyczy, stłamsi i zadepcze go, przedtem wyśmieje, wyzwie, napiętnuje, odżegna od czci i wiary i symbolicznie wykluczy ze mainstreamowej wspólnoty. Wreszcie owo nieznośne dla głupoty, elitarystyczne ewolucyjne prawo, mówiące że żeby przetrwać trzeba być mądrym zastąpił bolszewicki zakon: „W kupie siła”. Ten jest praw (czytaj: ten ma rację), kto ma za sobą większy tłum.

Głupota czekała na całe wieki by się rozpanoszyć i wreszcie dać łupnia tej wyrafinowanej arystokratce mądrości, owej wyniosłej, jakże zarozumiałej w swym przekonaniu o własnej wyjątkowości nieznośnej tyranii, która przez tysiąclecia rościła sobie prawo do dyktowania praw i kierunku człowieczego marszu. Oczywiście jak powszechnie wiadomo głupota jest wieczna, była jest i będzie, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości, takie jest po prostu prawo natury, tak mówi statystyka. Tyle tylko, że głupota dawna, przedinternetowa była głupotą prywatną, całkowicie można rzec osobistą, wręcz intymną. Jeśli się człowiek należycie pilnował (a było to w jego żywotnym interesie) nie przynosiła większych szkód na skalę masową.

Read More
AktualnościFelietonyNOTABENE 1985-2025

Doskonała niedoskonałość

Kiedyś pewna osoba powiedziała mi, że w idealnym świecie byłoby inaczej. Mniej kolejek w urzędach, więcej uśmiechów na ulicach, a może i kawa zawsze smakowałaby jak we włoskiej kawiarni. Brzmi pięknie, prawda? Tylko że, jak wiadomo, nie ma raju na Ziemi. I tu pojawia się pytanie: czy w perfekcyjnym świecie czulibyśmy się bardziej spełnieni?

W wyidealizowanym świecie z pewnością nie odczuwalibyśmy smutku, złości czy rozczarowania. Niemniej jednak cierpienie jest nieodłącznym elementem ludzkiego doświadczenia i bez niego nie bylibyśmy w stanie w pełni docenić chwil radości. Życie bez cienia byłoby jak obraz bez kontrastu — piękne, ale płaskie. Każdy z nas przechodzi przez życie, pokonując różne przeciwności losu niczym Odyseusz podczas swojej tułaczki. Często znajdujemy się między Scyllą a Charybdą, a wszystkie niepowodzenia — w mniejszy bądź większy sposób — nas kształtują albo sprawiają, że w niedalekiej przyszłości spotkamy odpowiednie osoby na naszej ścieżce życiowej czy otrzymamy niespodziewaną szansę od losu, o jakiej nawet nam się nie śniło.

Można śmiało stwierdzić, że życie to wędrówka z punktu A do punktu B, podczas której tułamy się stąd dotąd… Zamiast pocztówek czy magnesów na lodówkę zbieramy doświadczenia, które zostają z nami na zawsze — jak blizny na kolanach po niefortunnych upadkach z dzieciństwa. Nadają nam kształt, którego nie da się powielić.

Może więc niedoskonałość świata to wcale nie wada, a jego największy atut?  A z dwojga złego — przynajmniej mamy czym wypełnić niezręczną ciszę przy stole, kiedy temat pogody zostanie wyczerpany.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Paryż i nie tylko. Po deszczu?

W Paryżu bywam raz na jakiś czas, lecz myślę o nim prawie codziennie – zazwyczaj przy porannej kawie. Podobno w tym „najbardziej romantycznym mieście Europy” wszystko zdarzyć się może. Nad Paryżem zazwyczaj tylko sporadycznie pojawiają się ciemne chmury, nie warto więc martwić się, że zaraz znowu zacznie lać – chyba że przelotnie.

Odruchowo, niejako na wszelki wypadek nosi się tam jednak ze sobą parasol automatyczny, co to otwiera się błyskawicznie, gdy tylko spadnie z nieba choćby odrobina deszczu. Parasol może być tęczowy, kolorowy: wymalowany w wielobarwne krople spodziewanych opadów. Wiadomo przecież nie od dziś, że im bardziej kolorowy parasol, tym bardziej kolorowy deszcz, czyli szybciej przestanie padać. 

Tak samo jest nad Pacyfikiem, od Valparaiso w Chile po kanadyjską Victorię na Wyspie Vancouver. Nie inaczej jest nad Atlantykiem, gdyż po deszczu zawsze przychodzi słońce. Nad Zatoką Persko-Arabską deszcz pada średnio dwa-trzy dni w roku. Rzuca się wtedy wszystko i pędzi na pustynię, by najpierw tańczyć w deszczu, a potem podziwiać tęczę oraz rozkwitającą nagle pustynię. Wszyscy wierzą, że skoro Allah (tak, to ten sam) zesłał deszcz, to spotyka ich oto wielkie szczęście i nawet ewentualna kilkudniowa powódź w Dubaju z całą pewnością tego nie zmieni.

Ciemne chmury i żelazna kurtyna trwały w naszej części Europy o wiele lat za długo. Stąd też, gdy 22 lat temu dotarło wreszcie i do nas to wielkie szczęście powiększenia Unii Europejskiej na wschód, wielu z niedowierzaniem i sceptycyzmem odbierało fakt, że oto zdarzył się za życia naszego pokolenia prawdziwy cud.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Szok kulturowy. Pnioki, krzoki i ptoki

W hipernowoczesnym świecie pnioki należą chyba do rzadkości. Coraz trudniej też pozostać krzokiem. Najczęściej zatem jest się ptokiem. Krzokiem zresztą po prostu się bywa, a ptokiem się jest.

To oczywiste, że zawsze skądś jesteśmy i dokadś zmierzamy. W Europie wielu z nas jest jak te bociany, co to zawsze luksusowo fruną sobie tam gdzie cieplej – Polacy do Egiptu, Niemcy do Hiszpanii i tak dalej. Nie inaczej jest i w Kanadzie, gdzie przed zimą snowbirds (śnieżne ptaki) – jak nazywają Kanadyjczyków Amerykanie – gromadnie lecą z zimnej północy na ciepłe florydzkie południe, aby przeczekać koszmarne mrozy.

Żeby w pełni zrozumieć, trzeba doświadczyć. Żeby zrozumieć uchodźców nadal koczujących w głodzie i chłodzie u bram wolnego świata, samemu trzeba było być kiedyś uchodźcą i emigrantem. I stąd mam szok, bo nie wiem, czym sam jest krzok czy ptok. Wiem za to, że krzok ptoka raczej nie zrozumie. Ptok ptoka – już prędzej.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Kolory świata

Dawniej mówiło się „oby do wiosny” i chyba mamy wreszcie wiosnę, ale to niestety dopiero kwiecień-plecień. Wszystko się zatem przeplata: wojna i pokój, rozpacz i szczęście, smutek i radość. Tak po prostu wygląda codzienność na pograniczu centrum i peryferii świata tego.

Są takie miejsca, gdzie tragedia nieustająco miesza się z komedią. Strach tworzy w nich smutną całość ze śmiechem będącym wszak jego antidotum, a zniewoleni ludzie dodają sobie nawzajem odwagi patrzeniem w oczy innym współtowarzyszom niedoli.

Są takie miejsca, gdzie wciąż zewsząd spoziera albo orwellowski Wielki Brat, albo Minister Szczęścia – w samym sercu pustyni – czujnie nadzoruje pełen świecidełek ponowoczesny blichtr, nikczemnie tworzony rękami współczesnych niewolników. Nieopodal zaś, co piątek o zachodzie słońca i w majestacie prawa, publicznie ścinane są głowy winnych i niewinnych. Nieco dalej na wschód post-sowieckie hordy palą w mobilnych krematoriach ciała bezdusznie zamordowanych… Ten barbarzyński świat istnieje naprawdę i jest geograficznie bliżej niżby nam się wydawało.

W Szirazie, niedaleko Persepolis znajduje się otoczone parkiem pełnym egzotycznie kolorowych kwiatów mauzoleum perskiego poety Hafiza. Pomimo opresywnego kulturowo kontekstu dzisiejszego Iranu, zakochane pary – bez strachu i z uśmiechem na twarzy, o dziwo – przechadzają się tam co piątek z tomikami poezji Hafiza, z których w nabożnym skupieniu odczytują szeptem przypadkowo wybrane wersy. Odważnie wierzą, że spełnią się kiedyś ich pragnienia. Wierzą, że “kto czyta, żyje wielokrotnie”, bez względu na pełną wyzwań codzienność.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Z Kielc do Brukseli. Na niby?

Nie ja jeden od dawna zastanawiam się, czym jest Europa, gdzie ona jest i na czym właściwie polega europejskość. Europa ponowoczesna jawi się w naszej pogmatwanej polskiej codzienności jako twór równie fascynujący co i coraz cześciej dla wielu niezrozumiały.

Po 22 latach od formalnego wstąpienia Polski do Unii Europejskiej z trudem przebija się w tzw. przekazach dnia koncept afirmacji cudu, jaki w istocie przytrafił się naszemu pokoleniu, cudu zniknięcia granic, cudu otwarcia na świat, o czym w połowie lat 80-tych dopiero co minionego stulecia mogliśmy byli tylko pomarzyć.

Pomimo upływu lat, przypuszczam że idea Europy jest dla nas ciągle nie-rzeczywista i jakby trochę ulotna. Ciągle nie dowierzamy, że ta “Europa” nam się dzieje naprawdę, nie na niby…

Z nieustającym zdumieniem przejeżdżałem nie tak dawno po raz kolejny granicę polską-niemiecką (której nie ma?). Nikt mnie nie zatrzymywał. Nie padło ani jedno “halt” itd. Po drodze zaś nadal przyjaźnie uśmiechały się ogrodowe krasnale a i “smoków słowiańskich” już się po germańskiej stronie przestali bać.

Coś musi być na rzeczy. Coś musi być nie tak. A dalej to już tylko te irytujące pola ogromne i starannie zaorane, na horyzoncie wreszcie szczęśliwych krów kilka, no i jeszcze te wiatraki o mdłości przyprawiające, bo się tak kręcą i kręcą, i kręcą. Bez końca.

I znów żadnych granic. Don Kichot by się nam jaki przydał, aby sprawdzić, o co właściwie chodzi z tą “Europą”, ale La Mancha i byki ciągle, ciagle daleko. Ale granic nie ma.

Read More
AktualnościKomentarzeNA MOJE OKO

WETO GATE – Nawrocki prezydentem wojny

Karol Nawrocki – prezydentem wojny

A więc wojna! Bezpardonowa pełnoskalowa, okrutna i brutalna wojna. Wojna jaką od pierwszego dnia swego urzędowania prezydent Karol Nawrocki wypowiedział rządowi i koalicji większościowej w parlamencie polskim. Wojna ta, nawiasem mówiąc jest wyrazem jego pogardy i lekceważenia dla demokratycznego wyboru Polaków, a podobno „po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”). Skoro to Polacy chcieli takiej większości w parlamencie, a nie krasnoludki, zatem odrobinę konsekwencji i logiki Panie prezydencie, zarówno w tym co się mówi, jak i w tym co się robi.

Przypomina to jako żywo, jota jotę, absurd upartego dyskredytowania Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i samego Jurka Owsiaka, pomimo ewidentnych korzyści jak sama orkiestra i jej działalności przyniosły przez dziesięciolecia Polsce i Polakom. Tymczasem wojna toczy się o każdą ustawę i każdy podpis prezydencki. Ostanie weto ma jednak wymiar inny, nie tylko praktyczny, ale również symboliczny. Ono rzeczywiście nie ma żadnego uzasadnienia merytorycznego, bo wszystkie argumenty są przeciwko niemu (bajki o drogim zagranicznym kredycie spłacanym przez pokolenia, gdy mamy swoje pieniądze z NBP są jedynie mydleniem oczu i pretekstem do owego weta.

Prezydent wypowiada nim kolejną wojnę, rządowi swojego własnego kraju. Bo Karol Nawrocki to prezydent wojny.

Read More