Aktualności

AktualnościFelietonyNOTABENE 1985-2025WIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Bez fajerwerków. Nie urodziłem się 4 lipca

Teraz już jest noc i wokół tak ciemno, lecz nam nie jest wszystko jedno. Ja przynajmniej czasu nie liczmy, gdy w domu zimno, okna zamykam, wkładam szlafmycę. Nasz czarny kotek zaś wlazł na płotek i mruga. Ładna to piosneczka, nie długa. Nie długa, nie krótka, lecz w sam raz. Zaśpiewaj koteczku jeszcze raz.

Doczekaliśmy mrocznych czasów, gdy neofaszystowski populizm (tak, nie bójmy się tego określenia) emanuje z wymarzonej przez tak wielu Ameryki, wciągając nas wszystkich w globalno-lokalny pojedynek na gęby. Trumpowski ruch MAGA (Make America Great Again) szaleńczo i cynicznie zawładnął umysłami nieznacznej większości małomiasteczkowej Ameryki. Donald Trump bezlitośnie zadekretował masowe deportacje domniemanych nelegalnych imigrantów. Odbywa się to wszystko niejako „poza trybem”, pośród łez spływających bezsilnie po policzkach nowojorskiej Statuy Wolności. Tej samej, która – odkąd pamiętamy – stanowiła dla uchodźców i emigrantów ze świata symbol lepszego, godniejszego życia.

Haniebne wzorce zza oceanu usiłują przeszczepić na nasz europejski i polski grunt rodzimi trumpiści, a właściwie mętni i pokrętni Bąkiewicze et consortes, nakręcający antyuchodźczą i antyimigrancką spiralę zagrożenia i nienawiści. Dzieje się to w chrześcijańskiej Polsce, gdzie miłość bliźniego w potrzebie winna być dla nas wszystkich najwyższym nakazem…?

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Obce we wsi! Paszcze w puszczy

Skoro wszystko już było, nie warto się powtarzać. Jednakże, gdy wokół wojna, trudno nie ulec mrocznym rozmyślaniom. To niesamowite zresztą, jak niewiele przez lata zmieniło się w naszej zbiorowej wyobraźni. Do tego niełatwo jednoznacznie stwierdzić, dlaczego tak się dzieje. Do niedawna wydawało się, że po roku 1989 wpadliśmy po prostu w jakiś wir błędnej czarnej dziury, z której nijak nie możemy się wydostać.

Podczas  zakupów kieleckim Lewiatanie, po raz kolejny dopadły mnie dylematy XVII-wiecznego angielskiego filozofa Thomasa Hobbes’a, który niedługo po wojnie domowej w Anglii w roku 1651 wyartykułował słynne antyczne powiedzenie Homo homini lupus est (Człowiek człowiekowi wilkiem).

Według Hobbes’a „życie człowieka jest samotne, biedne, bez słońca, zwierzęce i krótkie,” wobec czego nie pozostaje nam nic innego, jak się dogadać i stworzyć suwerenną wspólnotę, która pozwoliłaby ten permanentny w dżungli stan walki o przetrwanie, czyli „wojny wszystkich ze wszystkimi” trwale przezwyciężyć. 

Lewiatan Hobbes’a to potwór z ludzką twarzą, który paradoksalnie daje nadzieję na zbudowanie lepszego jutra. Przewodzi on wyimaginowanej (politycznej) wspólnocie, stworzonej oczywiście ze strachu. Tak, jak straszą nas od wieków wyobrażenia, m. in. Williama Blake’a o makabrycznej i szatańskiej w istocie Paszczy Lewiatana, który chciałby na wszelkie sposoby pożreć resztki ludzkiego rozumu i zdrowego rozsądku.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Krużganki oświaty: POLSKA DLA BOCIANÓW!

Tym razem będzie na poważniej, albowiem niezbadane są wyroki niebios oraz szlaki, jakimi chadza nasza wyobraźnia. Niezbadane są horyzonty, z jakimi przychodzi się nam mierzyć w nudnej codzienności. Naiwnie wciąż dziwię się i dziwię, i nadziwić nie mogę. To trochę tak, jakbym był ciągle na początku, gdyż koniec raczej wymyka się mej percepcji. Jest mi zdecydowanie bliższa nieskończoność.

Widziałem wiele razy pustynię ogromną i step szeroki a także prerię, których naturalnie nawet okiem sokolim zmierzyć nie dawało rady. Dookoła zaś prawie wszystko było w ruinie. Nicość po prostu, taka trochę “ziemia ulro”. Nie pozostawało zatem nic innego, jak czem prędzej wstawać z kolan i głowę (dumnie choć nieśmiało) unosić ku niebu, coby zaraz potem z zapartym tchem zerkać na horyzont. Metafizycznie ekscentryczny ma się rozumieć, bo gdy z rzadka raczej bywało tuż po deszczu, po którym zaraz wychodziło słońce, tęczy co raz wypatrywałem,. Tak było po to tylko by natychmiast zdać sobie sprawę, iż cóż z tego że wkoło tak kolorowo, skoro i tak nikt nie woła, a i tak trzeba było jechać dalej. Fatamorgana, nudny bezruch i cisza to w sumie to samo.

Codzienny gwar panujący w sercu Europy jest także na swój sposób metafizyczny i ekscentryczny. Owe tysiące eurokratów mozolnie i z pasją starających się porządkować wszechobecny wielowymiarowy chaos. Sprawnie poruszają się wewnątrz iście platońskiego labiryntu, gdzie definicje naszej europejskości jawią się niczym ulotne cienie na jego ścianach. Wszystko układa się potem w dość przekonywującą całość, w coś, co można by zapewne nieco enigmatycznie nazwać pragmatycznym idealizmem ponowoczesnej Europy.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Szok kulturowy. Pnioki, krzoki i ptoki

W hipernowoczesnym świecie pnioki należą chyba do rzadkości. Coraz trudniej też pozostać krzokiem. Najczęściej zatem jest się ptokiem. Krzokiem zresztą po prostu się bywa, a ptokiem się jest.

To oczywiste, że zawsze skądś jesteśmy i dokadś zmierzamy. W Europie wielu z nas jest jak te bociany, co to zawsze luksusowo fruną sobie tam gdzie cieplej – Polacy do Egiptu, Niemcy do Hiszpanii i tak dalej. Nie inaczej jest i w Kanadzie, gdzie przed zimą snowbirds (śnieżne ptaki) – jak nazywają Kanadyjczyków Amerykanie – gromadnie lecą z zimnej północy na ciepłe florydzkie południe, aby przeczekać koszmarne mrozy.

Żeby w pełni zrozumieć, trzeba doświadczyć. Żeby zrozumieć uchodźców nadal koczujących w głodzie i chłodzie u bram wolnego świata, samemu trzeba było być kiedyś uchodźcą i emigrantem. I stąd mam szok, bo nie wiem, czym sam jest krzok czy ptok. Wiem za to, że krzok ptoka raczej nie zrozumie. Ptok ptoka – już prędzej.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Po prostu Kanada (niczym czekolada)

Mam na biurku globus plastikowy i podświetlany, który włączam co rano i gaszę wieczorem. I właściwie nic mi więcej nie potrzeba do szczęścia. To jest właśnie ten mój cały świat, którym wystarczy lekko pokręcić, by przenieść się gdzieś, ot tak na chwilę, żeby po prostu być gdzie indziej, po drugiej stronie na przykład, gdzie trawa zawsze zieleńsza jest od naszej. Z półki obok zlewa mi się, a raczej ścieka, zegar Salvadora Dalí. Przypomina jęzor czasu i szkoda tylko, że nie jest zrobiony z czekolady, bo można by go wtedy na przykład polizać. Mniam.

Przed chwilą znów pokręciłem globusem i – nie tylko za sprawą Trumpa – ponownie myślę dziś tylko  (i wyłącznie) o mojej „ziemi obiecanej”, czyli Kanadzie. Na jej wschodnim krańcu, w miasteczku St. John’s, zaczyna się Trans-Kanadyjska Autostrada numer 1, która naprawdę kończy się w Victorii, na Wyspiej Vancouver, w sumie 7821 km dalej, a mari usque ad mare, od Atlantyku do Pacyfiku. Trudno to sobie wyobrazić, trzeba tę drogą koniecznie przebyć. Szkoda, że nie jest zrobiona z czekolady.

Pierwszego lipca przypada kolejny Dzień Kanady, czyli 159. rocznica ustanowienia Konfederacji. Ten ogromny kraj składa się 10 prowincji oraz 3 terytoriów, więc nawet gdyby Donald Trump bardzo chciał przyłączyć Kanadę do USA, musiałby negocjować z każdym z 13 „fragmentów” kanadyjskiej federacji z osobna…

Dziwny i niesprawiedliwy (zazwyczaj) jest ten świat. A tu taka niespodzianka. Od 2018 roku w Kanadzie legalne jest posiadanie marihuany „w małych ilościach”. Dodatkowo, kto chce, może też od razu posadzić sobie w oknie, w ilości nie większej niż cztery, krzaczki konopii indyjskich. Coś w tym jest, bo gdy przyjrzeć się bliżej, kształt liścia marihuany niemalże do złudzenia przypomina liścia klonowego z kanadyjskiej flagi. Różnią się jedynie kolorem.

Read More
AktualnościFelietonyWIĘCEJ ŚWIAT(Ł)A

Świętojański sen emigranta

W mojej małej wsi ciągle mi się śni, aby choć na chwilę stać się… frywolnym motylem, skaczącym z kwiatka na kwiatek tak, by nie drgnął nań ani jeden płatek…

Marzy mi się sielanka od zmierzchu aż do poranka. A potem, gdy już obudzę się rano, niech znowu porwie mą duszę pogmatwaną ów wiatr wyobraźni, co to z amanta momentalnie czyni emigranta. Na nowo.

Ech, Jolka, Jolka – jak Ty już nic nie pamiętasz. Gdzie te pagórki leśne? Gdzie te łąki zielone? Gdzie one są? Choćby od święta. Ta noc przeklęta po prostu jest, bo płacze deszczem. Co jeszcze?

Jak wrócić do swojego kraju po trzydziestu paru latach? Czy to w ogóle możliwe? Ulegam fantasmagorycznej iluzji, że ja naprawdę jestem stąd, bo czuję, że stąd jest ma dusza. Słowiańska i bezpańska, poobijana do granic wytrzymałości, a tu jeszcze nagle zrobiło się keine Grenzen. Strach…

W tę świętojańską noc z pomocą przychodzi nam znienacka boski Jan Kochanowski. Ten sam. Rozpalamy wspólnie sobótkę a potem do białego rana z Terpsychorą tańczymy non-stop na przemian salsę i krakowiaka.

Letnie przesilenie Słońca niewątpliwie przybliża nas do natury bardziej niż kiedykolwiek. Wianki, tańce, hulanki, swawole. Obowiązkowo skaczemy przez ogień, wbrew demonicznym przestrogom rzucamy się w otchłań nieznaną, po czym w ciemnym borze desperacko szukamy perunowego kwiatu…

Łatwo nie jest, ale nic z tego. Każdy sen wszak kiedyś się  kończy, a nad ranem emigrujemy wciąż dalej i dalej, i dalej…

Niech dane nam będzie przynajmniej pomarzyć.

Read More