






1.08.1944 • Pamiętamy...
























































Prezes Kaczyński często powtarza, że: „POLSKOM MUSZOM RZĄDZIĆ UCZCIWI PATRIOCI”. Darmozjady, nieroby, nieuki nic dobrego o sobie nie słyszeli, więc z dumą przyjęli i uwierzyli, że „som uczciwymi patriotami”. Właśnie oni dali mu władzę i pozwolili grabić narodowy majątek. „KRADNO, ALE SIĘ DZIELO” to było i jest ich hasło przewodnie.
On doskonale wiedział, że poza tymi pożytecznymi idiotami uważającymi się za „patriotów” nikt go nie popiera. Dlatego uznał, że bez większości konstytucyjnej, musi wziąć za mordę: inteligentnych, pracowitych, kompetentnych i solidnych. To była metoda „stratega” na wprowadzenie dyktatury. Od pierwszych dni III władzę (wymiar sprawiedliwości) i IV władzę (opinia publiczna = media) czynił krok po kroku bezzębnymi.
Metodą na to było podżeganie motłochu i pozwalanie mimo braku kwalifikacji dorabiać się. To chciwymi łapskami „suwerena” zniszczył gospodarkę, służbę cywilną i prestiż Polski na świecie. Zawłaszczył media publiczne, a w niezależnych spowodował, że doszli do głosu groźni SYMETRYŚCI, czyli pseudodziennikarze, którzy widząc, że PiS od 2015 r. wprowadza w Polsce dyktaturę, udawali ślepych i głuchych.
Symetryści są jak małpy przedrzeźniające prawdziwych dziennikarzy, nie dostrzegający różnicy między PiSokraturą, a demokracją, między prokuraturą, a „ziobrownią” między sztuką, a kiczem itp. Motywowani wyłącznie zyskiem oraz strachem, że wylecą poza nawias zawodu z powodu moralnych i intelektualnych braków.

Po lekturze Dziennika oraz korespondencji pisarza – tej opublikowanej i tej nie opublikowanej – powziąłem był podejrzenie, że wszystkie ostentacyjne i dość hałaśliwe jego deklaracje o ateizmie i niedowiarstwie, są jedną z gier autora Ferdydurke, który lubił wprawiać otoczenie w stan neurotyczny, aby następnie stawiać diagnozy moralne, intelektualne, psychiczne i inne.
Wychodzę z założenia, że skoro w innych sprawach zachowywał się prowokacyjnie – co podkreślają mężowie uczeni w piśmie – to czemu w tym jednym wypadku miałby się zachowywać inaczej?
W Argentynie będąc mawiał wszystkim, że jest hrabią, chociaż nim nie był. Czemu uwierzyliśmy mu tak bez najmniejszych zastrzeżeń, że jest ateistą? Skoro reżyserował wokół siebie rzeczywistość, dokonywał różnych zabiegów autokreacyjnych, to czemu te kwestie miałyby stanowić wyjątek?
Z takich to właśnie podstawowych pytań zrodził się niniejszy tekst, w którym – zastrzec muszę – nie chodzi o filozoficzne przekwalifikowanie Gombrowicza; nie chodzi też o uczynienie z niego pisarza religijnego. Takie wysiłki byłyby już w punkcie wyjścia skazane na niepowodzenie. O co więc chodzi?
Chodzi o rzecz zgoła błahą, mianowicie chodzi o osłabienie pewności tych wszystkich, którzy zdecydowanie dają wiarę wyznaniom pisarza, iż religia i Absolut są dla niego obojętne…
